Gen. broni Włodzimierz Potasiński (31.07. 1956 - 10.04.2010)
08.04.2011
, aktualizacja: 08.04.2011 19:48
Dowódca wojsk specjalnych. Stworzył regularną armię polskich komandosów. Do dowodzenia nimi nadawał się jak mało kto.
Doświadczenie w misjach: dowodzenie polskim kontyngentem wojskowym w Syrii, dwie misje w Iraku. Dowodził szturmanami z 25. Brygady Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim, a potem w Dowództwie Wojsk Lądowych jako szef rozpoznania odpowiadał za działania specjalne.
Jego nominacja na stanowisko dowódcy wojsk specjalnych w 2007 r. była jednak zaskoczeniem. Ale nie dlatego, że to Potasiński. Dlatego że takiego dowództwa w ogóle nie było. Jednostki specjalne: GROM, 1. Pułk Specjalny w Lublińcu i Formoza w Gdyni działały dotąd samodzielnie, podporządkowane różnym dowództwom: Sztabowi Generalnemu, Marynarce Wojennej czy bezpośrednio ministrowi obrony narodowej. Od razu miał wizję, co robić ze "specjalsami".
- Nie wolno zmarnować tak kosztownej inwestycji, nie mówiąc już o ludziach. Nie wolno również wypuścić w świat znakomitego wojownika poza jakąkolwiek kontrolą. Powinien mieć przepisami jasno określoną drogę kariery, od selekcji przez epizod w szturmie po późną i bardzo zasłużoną emeryturę. Żeby przypadkiem nie stanął po drugiej stronie barykady. Po zakończeniu służby w pierwszej linii powinny na nich czekać stanowiska! - mówił w wywiadzie dla "Polski Zbrojnej" niedługo po nominacji.
Był zwolennikiem przeniesienia na grunt Polski tych procedur, które sprawdziły się w armii amerykańskiej. Kiedy do Krakowa przenoszono dowództwo wojsk specjalnych, istniało ono tylko medialnie, ale dopiero on zaczął je tworzyć. Był nawet zły na szefa resortu obrony Bogdana Klicha, że w czasie cięć w MON-ie ten mocno okroił budżet wojsk specjalnych.
Marzył, żeby w Krakowie powstało natowskie centrum operacji specjalnych, a Polska została liderem wojsk specjalnych w naszej części Europy.
- Bardzo chciał tego dokonać. Był trochę sfrustrowany, mówił, że niby armia chce tworzyć wojska specjalne, ale tak naprawdę rozbija się to o konferencje prasowe, bo nie ma na to pieniędzy - mówi ekspert w sprawach wojska Wojciech Łuczak.
Miał opinię spokojnego, starał się tłumaczyć, a nie walić pięścią w stół.
Należał do tych dowódców, którzy mieli prawdziwy szacunek żołnierzy. I zaufanie. Za otwartość, życzliwość, skromność. "Parcia na szkło" nie miał.
Jak przystaje na dowódcę wojsk specjalnych dbał o kondycję. Od piątej klasy podstawówki uprawiał jakiś sport, w piłce nożnej doszedł nawet do drugiej ligi. Siłownia, biegi długodystansowe. Ostatnio polubił rower. Wsiadał i jechał z Krakowa do Zakopanego i z powrotem.
Pierwsza żona Potasińskiego zmarła, kiedy wrócił z Iraku. Po kilku latach ożenił się po raz drugi, jesienią ubiegłego roku. Miał 53 lata.
15 kwietnia 2010 Włodzimierz Potasiński został pośmiertnie awansowany do stopnia generała broni. Jego pogrzeb odbył się 25 kwietnia na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
Jego nominacja na stanowisko dowódcy wojsk specjalnych w 2007 r. była jednak zaskoczeniem. Ale nie dlatego, że to Potasiński. Dlatego że takiego dowództwa w ogóle nie było. Jednostki specjalne: GROM, 1. Pułk Specjalny w Lublińcu i Formoza w Gdyni działały dotąd samodzielnie, podporządkowane różnym dowództwom: Sztabowi Generalnemu, Marynarce Wojennej czy bezpośrednio ministrowi obrony narodowej. Od razu miał wizję, co robić ze "specjalsami".
- Nie wolno zmarnować tak kosztownej inwestycji, nie mówiąc już o ludziach. Nie wolno również wypuścić w świat znakomitego wojownika poza jakąkolwiek kontrolą. Powinien mieć przepisami jasno określoną drogę kariery, od selekcji przez epizod w szturmie po późną i bardzo zasłużoną emeryturę. Żeby przypadkiem nie stanął po drugiej stronie barykady. Po zakończeniu służby w pierwszej linii powinny na nich czekać stanowiska! - mówił w wywiadzie dla "Polski Zbrojnej" niedługo po nominacji.
Był zwolennikiem przeniesienia na grunt Polski tych procedur, które sprawdziły się w armii amerykańskiej. Kiedy do Krakowa przenoszono dowództwo wojsk specjalnych, istniało ono tylko medialnie, ale dopiero on zaczął je tworzyć. Był nawet zły na szefa resortu obrony Bogdana Klicha, że w czasie cięć w MON-ie ten mocno okroił budżet wojsk specjalnych.
Marzył, żeby w Krakowie powstało natowskie centrum operacji specjalnych, a Polska została liderem wojsk specjalnych w naszej części Europy.
- Bardzo chciał tego dokonać. Był trochę sfrustrowany, mówił, że niby armia chce tworzyć wojska specjalne, ale tak naprawdę rozbija się to o konferencje prasowe, bo nie ma na to pieniędzy - mówi ekspert w sprawach wojska Wojciech Łuczak.
Miał opinię spokojnego, starał się tłumaczyć, a nie walić pięścią w stół.
Należał do tych dowódców, którzy mieli prawdziwy szacunek żołnierzy. I zaufanie. Za otwartość, życzliwość, skromność. "Parcia na szkło" nie miał.
Jak przystaje na dowódcę wojsk specjalnych dbał o kondycję. Od piątej klasy podstawówki uprawiał jakiś sport, w piłce nożnej doszedł nawet do drugiej ligi. Siłownia, biegi długodystansowe. Ostatnio polubił rower. Wsiadał i jechał z Krakowa do Zakopanego i z powrotem.
Pierwsza żona Potasińskiego zmarła, kiedy wrócił z Iraku. Po kilku latach ożenił się po raz drugi, jesienią ubiegłego roku. Miał 53 lata.
15 kwietnia 2010 Włodzimierz Potasiński został pośmiertnie awansowany do stopnia generała broni. Jego pogrzeb odbył się 25 kwietnia na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
Najczęściej czytane
- 1.Pisała fizykę, a myślała, że to... WOS. Matura do powtórki?
- 2.Najwięcej samobójstw księży jest w najbardziej religijnym regionie Polski
- 3."Polityka" o Marcie Kaczyńskiej: Może być problemem dla prezesa PiS
- 4.Wałęsa: Tusk powinien spałować związkowców przed Sejmem
- 5.Wstrząsająca pomyłka: Teksas stracił niewinnego mężczyznę. Opowieść o dwóch Carlosach
- 6."Marsz w Brukseli to będzie samobój, PiS wyjdzie na eksportera obciachu"
- 7.Jądro ateizmu tuż za granicą Polski. Dawne wschodnie Niemcy bez Boga



