Leszek Solski (23.11.1935 - 10.04.2010)

ms, PAP, pcg
08.04.2011 , aktualizacja: 10.04.2011 09:38
A A A Drukuj
Działacz Stowarzyszenia Rodzin Katyńskich. W Katyniu zginęli jego ojciec i stryj. Wyjazd na ich groby był marzeniem jego życia.
Leszek Solski
Leszek Solski
- Początkowo nie był w delegacji Rodzin Katyńskich. Moja córka na dwa dni przed wylotem zawiozła mu do Warszawy wszystkie potrzebne dokumenty. Jak była mała, woziliśmy ją w wózku, który od niego dostałem. Znałem go jeszcze z czasów studiów na politechnice. Zawsze miły, uczynny, ludzie go lubili. Miał już 75 lat, ale ciągle był bardzo aktywny - opowiada Jan Sawicki, sąsiad Leszka Solskiego z Sopotu.

Solski był inicjatorem przedsięwzięć mających na celu upamiętnienie ofiar Katynia. W 1990 r. zorganizował np. w Gdańsku wystawę "Fotograficzne archiwum pamiątek po zamordowanych z Gdańskiej Rodziny Katyńskiej". W 49. rocznicę zbrodni katyńskiej służył do mszy św. odprawianej w Lesie Katyńskim w intencji ofiar. - Dopiero w 1989 r. Leszek Solski mógł zobaczyć miejsce kaźni polskich oficerów, miejsce śmierci swego ojca, żyjącego we wspomnieniach najbliższych i paru pamiątkach po nim - wspomina Hanna Kawecka, na której ślubie Solski był świadkiem.

Leszek Solski urodził się w 1935 r. Jego ojciec, kapitan Kazimierz Solski, był oficerem artylerii konnej. Został aresztowany w 1939 r. w Baranowiczach. Był więziony w Kozielsku. Został zamordowany w Katyniu. W Katyniu zginął również brat Kazimierza Solskiego, stryj Leszka - major Adam Solski. Podczas wojny Leszek Solski mieszkał z matką na warszawskiej Ochocie. Po upadku Powstania Warszawskiego trafili do obozu pracy w Lerthe koło Hanoweru. Po wojnie mieszkali w Toruniu. Tam Solski ukończył szkołę podstawową i liceum ogólnokształcące. Działał w harcerstwie. Studia - budownictwo - ukończył na Politechnice Gdańskiej. Następnie związał swoje życie z Sopotem, gdzie zamieszkał.

Maciej Lisicki, wiceprezydent Gdańska tak rok temu wspominał Leszka Solskiego: - Pan Leszek był lokatorem w spółdzielni mieszkaniowej, której byłem prezesem. Angażował się we wszystkie możliwe sprawy, od trawników po klatkę schodową. Ale to nie był typ narzekacza, lubiłem, jak przychodził.

Mieliśmy wspólne tematy. Opowiedział mi o swoim ojcu i stryju, którzy zginęli w Katyniu. To ciągle w nim żyło. Kiedy dowiedział się, że odwiedziłem Katyń, chciał, żebym mu opowiedział każdy szczegół z mojej podróży.

Kilka lat temu powiedział, że się wyprowadza, bo trzecie piętro to już nie na jego nogi, a windy nie ma. Potem, gdy zostałem wiceprezydentem, znów nasze drogi się skrzyżowały. Jego żona Ewa Solska jest lekarzem, prowadzi przychodnię onkologiczną. Przyszedł kiedyś do mnie i pyta: "Panie prezydencie, ma pan 15 minut? To proszę za mną". Zawiózł mnie do przychodni żony i pokazał tłumy pacjentów tłoczących się na korytarzach. Potem wyjaśnił, że przychodnia musi się rozbudować, że marszałek województwa obiecał już pomoc, teraz kolej na władze miasta. Oczywiście pomogliśmy przychodni.

Państwo Solscy mają dwie córki, które mieszkają w Kanadzie.

16 kwietnia 2010 roku został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. 22 kwietnia pochowano go w Alei Zasłużonych na cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku-Wrzeszczu.

Podziel się