Mariusz Kazana (5.08.1960 - 10.04.2010)

Jacek Pawlicki, pcg
08.04.2011 , aktualizacja: 10.04.2011 12:20
A A A Drukuj
Dyrektor protokołu dyplomatycznego MSZ. - Nauczył mnie szacunku dla pracy, powagi, ale też dystansu i wreszcie jak - wbrew przeciwnościom - zachować poczucie humoru - wspominał go student Michał, słuchacz KSAP
Mariusz Kazana
fot. MSZ
Mariusz Kazana
Był jak piorunochron. Bo bycie szefem protokołu MSZ w czasach swoistej "wojny na górze" o politykę zagraniczną między premierem a prezydentem oznaczyło ściąganie na siebie gromów.

Ostatnio widziałem Mariusza Kazanę w akcji w październiku 2008 roku na szczycie UE. Tego, który był poprzedzony pamiętnym sporem o krzesła przy unijnym stole. W Brukseli Kazana uwijał się w trójkącie między prezydentem Lechem Kaczyńskim, premierem Donaldem Tuskiem a gospodarzami szczytu. Połączył ogień z wodą. To głównie dzięki jego sprawności i dyplomatycznej klasie obyło się wówczas bez międzynarodowego skandalu. Rozładowywał napięcia, nie zrażając do siebie żadnej ze stron.

Jak wspomina Paweł Dobrowolski, jeden z weteranów polskiej dyplomacji po 1989 roku, dziś ambasador RP w Nikozji, Kazana "zachował w tych trudnych dla MSZ czasach nie tylko wielką klasę, profesjonalizm, ale i humor". - Dawał MSZ styl i szyk. No i co szalenie ważne, zawsze zachowywał się jak człowiek - mówi Dobrowolski.

- Sprawowanie funkcji szefa protokołu w ostatnich dwóch latach wymagało dużego profesjonalizmu, spokoju, rozwagi i delikatności - opowiada z kolei dyrektor generalny MSZ Paweł Wiśniewski. - To były właśnie cechy naszego kolegi - mówi.

O klasie szefa protokołu i zarazem jego życiowej dewizie, by nie pchać się na świecznik, świadczy to, że w gmachu na Szucha nie krążyły o nim żadne plotki, nikt nie pamięta też żadnej jego wpadki.

Urodził się w Bydgoszczy, studia prawnicze skończył na Uniwersytecie Warszawskim. W ministerstwie pojawił się w 1989 roku. Był więc rówieśnikiem przemian w polskim MSZ. Karierę w dyplomacji zaczął jako starszy radca w departamencie Europy. Zajmował się Unią Europejską i jej polityką obronną. Był frankofilem, podziwiał francuską dyplomację, napisał o niej kilka książek. Dwa razy - w latach 1992-96 i 1999-2003 - wyjeżdżał na placówkę do Paryża, gdzie pomagał ówczesnemu ambasadorowi. W pełnych personalnych zawirowań czasach ministrowania Anny Fotygi kierował służbą dyplomatyczną, ale - jak wspominają koledzy z MSZ - nawet wówczas nikogo nie skrzywdził. Kazana współtworzył specjalny programu imprez kulturalnych i wyjazdowych dla zagranicznych dyplomatów akredytowanych w Polsce, niedawno do Łodzi.

Ostatnim osiągnięciem Kazany było przygotowanie skomplikowanych obchodów katyńskich. Zdążył dopilnować ich tylko od strony premiera Tuska.

Miał zostać ambasadorem na placówce w Luksemburgu.

Prowadził zajęcia z protokołu dyplomatycznego w Krajowej Szkole Administracji Publicznej. - Zapamiętam go zawsze, jak usiadł z nami do stołu, po czym z pełną powagą zawiązał sobie serwetkę pod brodą wbrew wszelkim zasadom protokołu, aby po chwili z kamienną twarzą rozglądać się na boki czy ktoś z nas nie wpadnie na pomysł, aby zrobić to samo... - wspominał Michał Stępowski .
Dyrektor Kazana pozostawił żonę i córkę.


- Ty się nie zrywasz, nie zatwierdzasz scenariuszy, nie wskazujesz miejsc. Nie zrywasz się, bo do końca służyłeś przy prezydencie - mówił podczas mszy żałobnej w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski i wspomniał Kazanę: - Był człowiekiem, którego nie dało się nie lubić. Miał dystans do siebie i poczucie humoru.

Pochowany w Kwaterze Smoleńskiej na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach. Pośmiertnie odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, odznaką honorową "Bene Merito" , medalem "Za zasługi dla Policji".

Podziel się