Gabriela Zych (31.05.1941 - 10.04.2010)
07.04.2011
, aktualizacja: 08.04.2011 00:05
Prezes zarządu kaliskiego stowarzyszenia Rodzina Katyńska. Mówią o niej, że potrafiła się dogadać z każdym: z dzieckiem i dorosłym. Dlatego udało się jej stworzyć Małą Rodzinę Katyńską - prawnuki zamordowanych oficerów dostały od niej legitymacje członkowskie, trzymały sztandary na uroczystościach katyńskich, a ona tłumaczyła im, że trzeba pamiętać o ludziach, którzy stracili życie dla ojczyzny.
Mówią, że była wulkanem energii. "Nie było nikogo, kto mógłby zająć się informowaniem społeczeństwa o uroczystościach katyńskich? Zychowa poprosiła urzędników i zajęły się tym władze miasta. Nie było mundurowych, którzy nosiliby sztandary na uroczystościach? Zychowa załatwiła kompanię honorową przyszłych strażników więziennych szkolących się w Centralnym Ośrodku Szkoleniowym Służby Więziennej w Kaliszu". Mówią jeszcze, że sprawy Rodziny Katyńskiej były całym jej życiem.
W Katyniu został zamordowany jej teść. Dlaczego robiła to wszystko dla człowieka, którego nigdy nie znała, który nawet nie był jej krewnym? - Ze względu na miłość i szacunek do męża i do jego ojca - mówi Zofia Stefaniak, przyjaciółka Gabrieli Zych.
Jej mąż Lech Zych stracił ojca, gdy miał 9 lat. Stefan Zych pochodził z Kalisza, był zawodowym oficerem wojskowym. W 1939 r. pojechał z kolegą na zgrupowanie jednostki do Przemyśla. Po drodze, gdy tankowali paliwo, ktoś ukradł im samochód. Pisał w liście do rodziny, że stracił wszystkie ich zdjęcia. Potem nie było już żadnej informacji. Dopiero w 1943 r. rodzina dowiedziała się, że został rozstrzelany przez Rosjan.
- Mąż Gabrieli wiedział, że jego obowiązkiem jest czcić pamięć ofiar Katynia. Zaraził tym żonę. Zawsze była z nim, po jego stronie. Byli wzorowym małżeństwem, wszystko robili razem - opowiada Zofia Stefaniak. Poznali się, gdy miała 18 lat. Po maturze pracowała krótko w sądzie. Żyli z chałupnictwa (na podwórku otworzyli magiel), wychowywali syna Przemysława i córkę Izę, a na początku lat 90. zaczęli tworzyć w Kaliszu Rodzinę Katyńską.
Mąż pasjonował się żeglarstwem, sam złożył na podwórku pod domem jacht. On składał części, ona szyła firanki do kabiny. A w wolnych chwilach grali w brydża albo sadzili kwiaty w ogródku. W niedziele wyjeżdżali z dziećmi za miasto. - Gdy Lech zmarł nagle na zawał 9 lat temu, ona uznała, że jej obowiązkiem jest zająć się Rodziną Katyńską. Pamięć o tym, co stało się w Katyniu, była dla niej świętością. Martwiła się, że pamiętają tylko starsi ludzie. Dlatego wciągnęła w to prawnuki ofiar katyńskich - mówi jej przyjaciółka. Ostatnio zaczęła tracić siły, chorowała, lekarze założyli jej by-passy, bardzo schudła.
W czwartek przed lotem na uroczystość w Katyniu siedziała w domu, w stosie dokumentów, zdjęć z czasów wojny i okresu powojennego, które gromadziła z mężem przez całe życie. Odwiedziła ją Zofia Stefaniak. - Powiedziała do mnie: "Słuchaj, muszę z tymi wszystkimi papierami porobić porządek przed wyjazdem. Szkoda, że nie lecisz z nami. Sama nie mam już sił, ale ja muszę być na tym cmentarzu".
Gabriela Zych miała 69 lat. Ostatnio zaczęła tracić siły, chorowała, lekarze założyli jej bajpasy. To dlatego nie pojechała do Katynia pociągiem, a wybrała lot prezydenckim samolotem.
Małgorzata Woziwocka z Rodziny Katyńskiej: - Była bardzo słaba. Gdyby nie udało się jej zdobyć miejsca w samolocie, miała w ogóle zrezygnować z podróży do Katynia... Nie mogę uwierzyć, że już jej z nami nie ma. Kontaktowa, bezpośrednia. Miała niespożyte siły, wulkan energii. A teraz jest pustka. I pytanie: kto ją zastąpi?
16 kwietnia 2010 roku została pośmiertnie odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. 19 kwietnia 2010 roku pochowano ją z honorami wojskowymi na cmentarzu przy kościele pod wezwaniem św. Gotarda w Kaliszu.
W Katyniu został zamordowany jej teść. Dlaczego robiła to wszystko dla człowieka, którego nigdy nie znała, który nawet nie był jej krewnym? - Ze względu na miłość i szacunek do męża i do jego ojca - mówi Zofia Stefaniak, przyjaciółka Gabrieli Zych.
Jej mąż Lech Zych stracił ojca, gdy miał 9 lat. Stefan Zych pochodził z Kalisza, był zawodowym oficerem wojskowym. W 1939 r. pojechał z kolegą na zgrupowanie jednostki do Przemyśla. Po drodze, gdy tankowali paliwo, ktoś ukradł im samochód. Pisał w liście do rodziny, że stracił wszystkie ich zdjęcia. Potem nie było już żadnej informacji. Dopiero w 1943 r. rodzina dowiedziała się, że został rozstrzelany przez Rosjan.
- Mąż Gabrieli wiedział, że jego obowiązkiem jest czcić pamięć ofiar Katynia. Zaraził tym żonę. Zawsze była z nim, po jego stronie. Byli wzorowym małżeństwem, wszystko robili razem - opowiada Zofia Stefaniak. Poznali się, gdy miała 18 lat. Po maturze pracowała krótko w sądzie. Żyli z chałupnictwa (na podwórku otworzyli magiel), wychowywali syna Przemysława i córkę Izę, a na początku lat 90. zaczęli tworzyć w Kaliszu Rodzinę Katyńską.
Mąż pasjonował się żeglarstwem, sam złożył na podwórku pod domem jacht. On składał części, ona szyła firanki do kabiny. A w wolnych chwilach grali w brydża albo sadzili kwiaty w ogródku. W niedziele wyjeżdżali z dziećmi za miasto. - Gdy Lech zmarł nagle na zawał 9 lat temu, ona uznała, że jej obowiązkiem jest zająć się Rodziną Katyńską. Pamięć o tym, co stało się w Katyniu, była dla niej świętością. Martwiła się, że pamiętają tylko starsi ludzie. Dlatego wciągnęła w to prawnuki ofiar katyńskich - mówi jej przyjaciółka. Ostatnio zaczęła tracić siły, chorowała, lekarze założyli jej by-passy, bardzo schudła.
W czwartek przed lotem na uroczystość w Katyniu siedziała w domu, w stosie dokumentów, zdjęć z czasów wojny i okresu powojennego, które gromadziła z mężem przez całe życie. Odwiedziła ją Zofia Stefaniak. - Powiedziała do mnie: "Słuchaj, muszę z tymi wszystkimi papierami porobić porządek przed wyjazdem. Szkoda, że nie lecisz z nami. Sama nie mam już sił, ale ja muszę być na tym cmentarzu".
Gabriela Zych miała 69 lat. Ostatnio zaczęła tracić siły, chorowała, lekarze założyli jej bajpasy. To dlatego nie pojechała do Katynia pociągiem, a wybrała lot prezydenckim samolotem.
Małgorzata Woziwocka z Rodziny Katyńskiej: - Była bardzo słaba. Gdyby nie udało się jej zdobyć miejsca w samolocie, miała w ogóle zrezygnować z podróży do Katynia... Nie mogę uwierzyć, że już jej z nami nie ma. Kontaktowa, bezpośrednia. Miała niespożyte siły, wulkan energii. A teraz jest pustka. I pytanie: kto ją zastąpi?
16 kwietnia 2010 roku została pośmiertnie odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. 19 kwietnia 2010 roku pochowano ją z honorami wojskowymi na cmentarzu przy kościele pod wezwaniem św. Gotarda w Kaliszu.
Najczęściej czytane
- 1.Pisała fizykę, a myślała, że to... WOS. Matura do powtórki?
- 2.Najwięcej samobójstw księży jest w najbardziej religijnym regionie Polski
- 3."Polityka" o Marcie Kaczyńskiej: Może być problemem dla prezesa PiS
- 4.Wałęsa: Tusk powinien spałować związkowców przed Sejmem
- 5.Wstrząsająca pomyłka: Teksas stracił niewinnego mężczyznę. Opowieść o dwóch Carlosach
- 6."Marsz w Brukseli to będzie samobój, PiS wyjdzie na eksportera obciachu"
- 7.Jądro ateizmu tuż za granicą Polski. Dawne wschodnie Niemcy bez Boga



