Ewa Bąkowska (2.08.1962 - 10.04.2010)
07.04.2011
, aktualizacja: 07.04.2011 23:42
Członkini Federacji Rodzin Katyńskich. Wnuczka generała Mieczysława Smorawińskiego zamordowanego w Katyniu w 1940 roku. - Do Katynia raczej nie pojadę - mówiła wcześniej koleżance z pracy.
ZOBACZ TAKŻE
- Ewa Bąkowska. "Miała takie uśmiechnięte oczy" (12-04-10, 12:00)
Ostatnie zdjęcie: Ewa Bąkowska stoi przy mikrofonie, pewnie opowiada o swoim dziadku, który zginął w Katyniu.
To było dzień wcześniej, w piątek 9 kwietnia. Pojechała do Kalisza, gdzie została zaproszona na uroczystość nadania jednej ze szkół imienia jej dziadka (generał Mieczysław Smorawiński, zamordowany przez NKWD 9 kwietnia 1940 roku; był jednym z dwóch zidentyfikowanych generałów w czasie ekshumacji zwłok w Lesie Katyńskim w 1943 roku - drugi to Bronisław Bohatyrewicz).
- Wiesz, chyba nie pojadę do Katynia, bo jednak chciałabym być w Kaliszu. Nie, raczej nie pojadę... - mówiła Danucie Bromowicz, koleżance z pracy.
Potem już ze sobą nie rozmawiały.
Więc kiedy pojawiła się informacja o katastrofie, Danuta cieszyła się: "Boże, jak dobrze, że Ewy tam nie było". I jeszcze wahanie: "Bo przecież nie było, prawda?".
Danuta: - A mogłam przewidzieć, że ona zrobi wszystko, żeby być i tu, i tu... Zawsze była sumienna i nie chciała nikogo rozczarować. Miałam taką malutką nadzieję, że może jednak nie poleciała.
Ewa urodziła się w Krakowie. Studiowała bibliotekoznawstwo i informację naukową na Uniwersytecie Jagiellońskim. Rok po studiach podjęła pracę w Bibliotece Jagiellońskiej i pracowała tam do soboty, 10 kwietnia 2010 roku. Była kierownikiem oddziału informacji naukowej.
Kochała książki. Najbardziej lubiła wspomnienia: dzienniki, pamiętniki, literaturę łagrową. W pracy zawsze skupiona. Wymagająca. Ale wyrozumiała.
Działała w Stowarzyszeniu Rodzin Ofiar Katyńskich Polski Południowej w Krakowie, które współzakładał jej ojciec Jerzy Smorawiński. W tych obowiązkach solidna; bardzo drobiazgowa w poszukiwaniu potrzebnych informacji i opracowywaniu materiałów historycznych.
Harcerka, ale dziś już nikt nie pamięta, jaki to szczep... Za to wszyscy mówią, że z harcerstwa została jej obowiązkowość i odpowiedzialność. Otwartość. Zwyczajne lubienie ludzi.
Ludzie byli ważni: dziadek Smorawiński, mama Janina, dwie córki.
Parę dni przed zeszłorocznymi uroczystościami do Ewy Bąkowskiej zadzwonił Andrzej Przewoźnik. Mówił, że w samolocie jest jeszcze jedno miejsce, więc mogłaby polecieć do Katynia, gdyby tylko chciała. Ucieszyła się, chociaż ten Kalisz dzień wcześniej... Ale udało się wszystko zgrać w czasie. Wsiadła do samolotu.
Mądra mama dwóch cudownych córek ....
Zbigniew Siekański, prezes Stowarzyszenia Rodzin Ofiar Katyńskich Polski Południowej w Krakowie, wspominał rok temu: - Ewa była jednym z naszych najważniejszych członków. Bardzo solidna, zawsze skupiona i odpowiedzialna. Jej ojciec, Jerzy Smorawiński, współzakładał nasze stowarzyszenie. Kiedyś było nas około dwóch tysięcy, teraz jest nas około siedmiuset osób; młodzież jakoś tak się do nas nie garnie... Więc jest nas około siedmiuset... teraz siedmiuset minus ukochana Ewa Bąkowska...
Michalina Białecka, Stowarzyszenie Rodzin Ofiar Katyńskich Polski Południowej w Krakowie (przyjaciółka rodziny Ewy Bąkowskiej): - Miała w sobie niezwyczajną siłę. Czasem jej się przecież tak jakoś życie pokomplikowało, a jednak dawała sobie radę. Skąd to się w niej wzięło? Być może z historii tej wyjątkowo doświadczonej rodziny... Mądra mama dwóch cudownych córek, mądra córka swojej cudownej mamy. Niepojęta była w niej ta odpowiedzialność za te trzy najbliższe jej kobiety - córki i mamę. Miała takie uśmiechnięte oczy, chyba szaro-zielone, ale teraz to tak wszystko się zaciera; pamiętam, że nosiła często ortalionową kurtkę. Była w kolorze orzechowym i bardzo jej pasowała. Lubiła nosić się na sportowo, ale potrafiła też być bardzo elegancka.
Barbara Bułat, przyjaciółka Ewy Bąkowskiej: - Pamiętam jedną scenę jeszcze z czasów studiów. Był grudzień, ostatnie wykłady przed świętami. Jeden z nich miał profesor, który był niewierzący. Po zajęciach Ewa podeszła do niego i wyciągnęła opłatek. On zdębiał. Ale nie uciekł. Podzielił się z nią opłatkiem, chociaż ten gest był mu całkowicie obcy. Bo Ewa... ona lubiła ludzi za to, że po prostu są. I jeszcze jedno: nigdy nie składała banalnych życzeń. Zawsze wymyślała coś oryginalnego i niepowtarzalnego. Coś "tylko dla ciebie".
6 kwietnia 2010 Ewa Bąkowska została pośmiertnie odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Została pochowana 26 kwietnia 2010 roku na Cmentarzu Salwatorskim w Krakowie.
To było dzień wcześniej, w piątek 9 kwietnia. Pojechała do Kalisza, gdzie została zaproszona na uroczystość nadania jednej ze szkół imienia jej dziadka (generał Mieczysław Smorawiński, zamordowany przez NKWD 9 kwietnia 1940 roku; był jednym z dwóch zidentyfikowanych generałów w czasie ekshumacji zwłok w Lesie Katyńskim w 1943 roku - drugi to Bronisław Bohatyrewicz).
- Wiesz, chyba nie pojadę do Katynia, bo jednak chciałabym być w Kaliszu. Nie, raczej nie pojadę... - mówiła Danucie Bromowicz, koleżance z pracy.
Potem już ze sobą nie rozmawiały.
Więc kiedy pojawiła się informacja o katastrofie, Danuta cieszyła się: "Boże, jak dobrze, że Ewy tam nie było". I jeszcze wahanie: "Bo przecież nie było, prawda?".
Danuta: - A mogłam przewidzieć, że ona zrobi wszystko, żeby być i tu, i tu... Zawsze była sumienna i nie chciała nikogo rozczarować. Miałam taką malutką nadzieję, że może jednak nie poleciała.
Ewa urodziła się w Krakowie. Studiowała bibliotekoznawstwo i informację naukową na Uniwersytecie Jagiellońskim. Rok po studiach podjęła pracę w Bibliotece Jagiellońskiej i pracowała tam do soboty, 10 kwietnia 2010 roku. Była kierownikiem oddziału informacji naukowej.
Kochała książki. Najbardziej lubiła wspomnienia: dzienniki, pamiętniki, literaturę łagrową. W pracy zawsze skupiona. Wymagająca. Ale wyrozumiała.
Działała w Stowarzyszeniu Rodzin Ofiar Katyńskich Polski Południowej w Krakowie, które współzakładał jej ojciec Jerzy Smorawiński. W tych obowiązkach solidna; bardzo drobiazgowa w poszukiwaniu potrzebnych informacji i opracowywaniu materiałów historycznych.
Harcerka, ale dziś już nikt nie pamięta, jaki to szczep... Za to wszyscy mówią, że z harcerstwa została jej obowiązkowość i odpowiedzialność. Otwartość. Zwyczajne lubienie ludzi.
Ludzie byli ważni: dziadek Smorawiński, mama Janina, dwie córki.
Parę dni przed zeszłorocznymi uroczystościami do Ewy Bąkowskiej zadzwonił Andrzej Przewoźnik. Mówił, że w samolocie jest jeszcze jedno miejsce, więc mogłaby polecieć do Katynia, gdyby tylko chciała. Ucieszyła się, chociaż ten Kalisz dzień wcześniej... Ale udało się wszystko zgrać w czasie. Wsiadła do samolotu.
Mądra mama dwóch cudownych córek ....
Zbigniew Siekański, prezes Stowarzyszenia Rodzin Ofiar Katyńskich Polski Południowej w Krakowie, wspominał rok temu: - Ewa była jednym z naszych najważniejszych członków. Bardzo solidna, zawsze skupiona i odpowiedzialna. Jej ojciec, Jerzy Smorawiński, współzakładał nasze stowarzyszenie. Kiedyś było nas około dwóch tysięcy, teraz jest nas około siedmiuset osób; młodzież jakoś tak się do nas nie garnie... Więc jest nas około siedmiuset... teraz siedmiuset minus ukochana Ewa Bąkowska...
Michalina Białecka, Stowarzyszenie Rodzin Ofiar Katyńskich Polski Południowej w Krakowie (przyjaciółka rodziny Ewy Bąkowskiej): - Miała w sobie niezwyczajną siłę. Czasem jej się przecież tak jakoś życie pokomplikowało, a jednak dawała sobie radę. Skąd to się w niej wzięło? Być może z historii tej wyjątkowo doświadczonej rodziny... Mądra mama dwóch cudownych córek, mądra córka swojej cudownej mamy. Niepojęta była w niej ta odpowiedzialność za te trzy najbliższe jej kobiety - córki i mamę. Miała takie uśmiechnięte oczy, chyba szaro-zielone, ale teraz to tak wszystko się zaciera; pamiętam, że nosiła często ortalionową kurtkę. Była w kolorze orzechowym i bardzo jej pasowała. Lubiła nosić się na sportowo, ale potrafiła też być bardzo elegancka.
Barbara Bułat, przyjaciółka Ewy Bąkowskiej: - Pamiętam jedną scenę jeszcze z czasów studiów. Był grudzień, ostatnie wykłady przed świętami. Jeden z nich miał profesor, który był niewierzący. Po zajęciach Ewa podeszła do niego i wyciągnęła opłatek. On zdębiał. Ale nie uciekł. Podzielił się z nią opłatkiem, chociaż ten gest był mu całkowicie obcy. Bo Ewa... ona lubiła ludzi za to, że po prostu są. I jeszcze jedno: nigdy nie składała banalnych życzeń. Zawsze wymyślała coś oryginalnego i niepowtarzalnego. Coś "tylko dla ciebie".
6 kwietnia 2010 Ewa Bąkowska została pośmiertnie odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Została pochowana 26 kwietnia 2010 roku na Cmentarzu Salwatorskim w Krakowie.
Najczęściej czytane
- 1.Pisała fizykę, a myślała, że to... WOS. Matura do powtórki?
- 2.Najwięcej samobójstw księży jest w najbardziej religijnym regionie Polski
- 3."Polityka" o Marcie Kaczyńskiej: Może być problemem dla prezesa PiS
- 4.Wałęsa: Tusk powinien spałować związkowców przed Sejmem
- 5.Wstrząsająca pomyłka: Teksas stracił niewinnego mężczyznę. Opowieść o dwóch Carlosach
- 6."Marsz w Brukseli to będzie samobój, PiS wyjdzie na eksportera obciachu"
- 7.Jądro ateizmu tuż za granicą Polski. Dawne wschodnie Niemcy bez Boga



