Tomasz Merta (7.11.1965 - 10.04.2010)
07.04.2011
, aktualizacja: 07.04.2011 22:33
Wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego, historyk, publicysta. - Człowiek walki, ale nie wojny, pewny swej wiedzy, ale pozbawiony buty, wykształcony, ale permanentnie ciekawy - mówił o Tomaszu Mercie jego ostatni szef, Bogdan Zdrojewski.
ZOBACZ TAKŻE
- W Warszawie pożegnano Tomasza Mertę (20-04-10, 17:22)
- Polonista, pięknie pisał. Potrafił po dniu pracy w ministerstwie i poczytaniu córkom na dobranoc machnąć po nocy tekst o trójpodziale władz. Bez spłaszczania i tak, żeby gimnazjalista zrozumiał. - wspominała Tomasza Mertę Alicja Pacewicz z Centrum Edukacji Obywatelskiej, z którym Merta przez 15 lat współpracował jako autor, konsultant podręczników i programów. - Był zakochany w swych trzech córkach. Często dzwonił do Magdy, dbali z żoną o siebie. Próbował bronić czasu dla rodziny.
Urodzony w Legnicy maturę zdawał w Kielcach, w IV LO im. Hanki Sawickiej. - W szkole najbardziej znano go nie z sukcesów na olimpiadach przedmiotowych, ale z szopki noworocznej, którą napisał po wprowadzeniu w 1981 roku stanu wojennego. Satyra przepisywana ręcznie, na maszynie i powielana rozchodziła się po kieleckich ogólniakach, uczniowie rozklejali ją po szkole - opowiadał kolega z ogólniaka Andrzej Siłakiewicz.
Po maturze wyjechał do Warszawy, gdzie ukończył filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Doktoryzował się na Wydziale Stosowanych Nauk Społecznych UW.
Po wyjeździe na studia jego związek z Kielcami się rozluźnił, ale gdy został urzędnikiem w ministerstwie, pomagał jak mógł, choć łatwo nie było. - Jak powiedział "nie" był nieprzejednany. Za to, gdy powiedział "tak", gdy coś obiecał, zawsze dotrzymywał słowa - wspominał Jacek Kowalczyk, dyrektor departamentu odpowiadającego m.in. za kulturę w świętokrzyskim Urzędzie Marszałkowskim.
W latach 2000-2001 był doradcą ministra kultury i dziedzictwa narodowego Kazimierza Michała Ujazdowskiego. Jako wiceminister kultury (od 2005 r.) odpowiadał m.in. za ochronę zabytków i dziedzictwa.
- To była jego pasja. Zabiegał o wpisanie Stoczni Gdańskiej na listę UNESCO. Uratował setki zabytków, warszawskie zakłady Norblina i jedną z ostatnich kamienic warszawskiego getta przed projektem nadbudowy. Wcześniej jako dyrektor Instytutu Dziedzictwa Narodowego zorganizował festiwal Norwid Bezdomny, kochał tego poetę - pisała o nim Pacewicz w "Gazecie Wyborczej". - "Po czym można poznać, że nie jest się już członkiem rządu? Gdy rano wsiadasz do auta, a ono nie odjeżdża" - żartował. Był urzędnikiem nieprzywiązanym do fotela, ale do sprawy. Współpracownicy go uwielbiali.
- Pisałeś piękne teksty, pięknie mówiłeś, pięknie myślałeś, byłeś cudownym wykładowcą. A jednak wybrałeś rolę wycofanego urzędnika, sługi państwa. Trochę nam było szkoda, że ceną, którą za to płaciłeś były nie napisane książki, nie kontynuowane zajęcia na uczelniach ze studentami. Teraz z pokorą chylę czoło przed bogactwem twych dzieł i czynów - mówił żegnając Mertę Marek Cichocki, redaktor naczelny pisma "Nowa Europa. Przegląd natoliński".
16 kwietnia 2010 pośmiertnie odznaczono go Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, a także złotą Glorią Artisi Medalem Komisji Edukacji Narodowej.
- Spoglądał na nas, na nasze sprawy przez swoje duże okulary z życzliwością i ciekawością. Potrafił od czasu do czasu być cudownie złośliwy. Cudownie - bo nikogo tym nie urażał. A walczył z obłudą, potrafił o niej mówić wprost, potrafił się spierać - mówił minister kultury Bogdan Zdrojewskipodczas mszy żałobnej. - Żegnamy osobę o nadzwyczajnej wrażliwości, człowieka walki, ale nie wojny, pewnego swej wiedzy, ale pozbawionego buty, wykształconego, ale permanentnie ciekawego.
Tomasz Merta został pochowany 20 kwietnia na cmentarzu parafii św. Zofii Barat w Warszawie.
Urodzony w Legnicy maturę zdawał w Kielcach, w IV LO im. Hanki Sawickiej. - W szkole najbardziej znano go nie z sukcesów na olimpiadach przedmiotowych, ale z szopki noworocznej, którą napisał po wprowadzeniu w 1981 roku stanu wojennego. Satyra przepisywana ręcznie, na maszynie i powielana rozchodziła się po kieleckich ogólniakach, uczniowie rozklejali ją po szkole - opowiadał kolega z ogólniaka Andrzej Siłakiewicz.
Po maturze wyjechał do Warszawy, gdzie ukończył filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Doktoryzował się na Wydziale Stosowanych Nauk Społecznych UW.
Po wyjeździe na studia jego związek z Kielcami się rozluźnił, ale gdy został urzędnikiem w ministerstwie, pomagał jak mógł, choć łatwo nie było. - Jak powiedział "nie" był nieprzejednany. Za to, gdy powiedział "tak", gdy coś obiecał, zawsze dotrzymywał słowa - wspominał Jacek Kowalczyk, dyrektor departamentu odpowiadającego m.in. za kulturę w świętokrzyskim Urzędzie Marszałkowskim.
W latach 2000-2001 był doradcą ministra kultury i dziedzictwa narodowego Kazimierza Michała Ujazdowskiego. Jako wiceminister kultury (od 2005 r.) odpowiadał m.in. za ochronę zabytków i dziedzictwa.
- To była jego pasja. Zabiegał o wpisanie Stoczni Gdańskiej na listę UNESCO. Uratował setki zabytków, warszawskie zakłady Norblina i jedną z ostatnich kamienic warszawskiego getta przed projektem nadbudowy. Wcześniej jako dyrektor Instytutu Dziedzictwa Narodowego zorganizował festiwal Norwid Bezdomny, kochał tego poetę - pisała o nim Pacewicz w "Gazecie Wyborczej". - "Po czym można poznać, że nie jest się już członkiem rządu? Gdy rano wsiadasz do auta, a ono nie odjeżdża" - żartował. Był urzędnikiem nieprzywiązanym do fotela, ale do sprawy. Współpracownicy go uwielbiali.
- Pisałeś piękne teksty, pięknie mówiłeś, pięknie myślałeś, byłeś cudownym wykładowcą. A jednak wybrałeś rolę wycofanego urzędnika, sługi państwa. Trochę nam było szkoda, że ceną, którą za to płaciłeś były nie napisane książki, nie kontynuowane zajęcia na uczelniach ze studentami. Teraz z pokorą chylę czoło przed bogactwem twych dzieł i czynów - mówił żegnając Mertę Marek Cichocki, redaktor naczelny pisma "Nowa Europa. Przegląd natoliński".
16 kwietnia 2010 pośmiertnie odznaczono go Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, a także złotą Glorią Artisi Medalem Komisji Edukacji Narodowej.
- Spoglądał na nas, na nasze sprawy przez swoje duże okulary z życzliwością i ciekawością. Potrafił od czasu do czasu być cudownie złośliwy. Cudownie - bo nikogo tym nie urażał. A walczył z obłudą, potrafił o niej mówić wprost, potrafił się spierać - mówił minister kultury Bogdan Zdrojewskipodczas mszy żałobnej. - Żegnamy osobę o nadzwyczajnej wrażliwości, człowieka walki, ale nie wojny, pewnego swej wiedzy, ale pozbawionego buty, wykształconego, ale permanentnie ciekawego.
Tomasz Merta został pochowany 20 kwietnia na cmentarzu parafii św. Zofii Barat w Warszawie.
Najczęściej czytane
- 1.Pisała fizykę, a myślała, że to... WOS. Matura do powtórki?
- 2.Najwięcej samobójstw księży jest w najbardziej religijnym regionie Polski
- 3."Polityka" o Marcie Kaczyńskiej: Może być problemem dla prezesa PiS
- 4.Wałęsa: Tusk powinien spałować związkowców przed Sejmem
- 5.Wstrząsająca pomyłka: Teksas stracił niewinnego mężczyznę. Opowieść o dwóch Carlosach
- 6."Marsz w Brukseli to będzie samobój, PiS wyjdzie na eksportera obciachu"
- 7.Jądro ateizmu tuż za granicą Polski. Dawne wschodnie Niemcy bez Boga



