Krzysztof Putra (4.07.1957-10.04.2010)

jame, pcg
07.04.2011 , aktualizacja: 07.04.2011 19:45
A A A Drukuj
Wicemarszałek Sejmu i szef podlaskiego PiS. Robotnik, działacz związkowy i polityczny. Ojciec sześciu synów i dwóch córek.
Spotkanie z Andżeliką Borys, 2010 r.
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja
Spotkanie z Andżeliką Borys, 2010 r.
GALERIA ZDJĘĆ
Jeden z założycieli PiS. Kolejno: poseł, wicemarszałek Senatu i wicemarszałek Sejmu. Właściciel największych wąsów w polskiej polityce. Gdy raz na jakiś czas decydował o ich zgoleniu, wiadomość ta stawała się politycznym newsem dnia. Nie poznawali go nawet najbliżsi. - Kilka lat temu najmłodszy - wówczas czteroletni - syn zapytał mnie wieczorem, jak wyglądam bez wąsów. Wziąłem nożyczki, później maszynkę i mu pokazałem. Jemu się podobało, ale najstarsza córka widząc mnie w kuchni, krzyknęła wystraszona. Myślała, że ktoś obcy włamał się do naszego domu. Kilka dni później na pogrzebie senatora Andrzeja Kalicińskiego podszedł do mnie senator Jan Szafraniec z LPR, uszczypnął delikatnie w ramię i zapytał szeptem: Krzysztof - to ty? - tę anegdotkę wicemarszałek Sejmu powtarzał chętnie. W ogóle lubił żartować, prywatnie był ciepłym i serdecznym człowiekiem.

Urodził się w 1957 roku we wsi Józefowo pod Augustowem. Karierę polityczną Krzysztof Putra zaczynał w białostockiej fabryce przyrządów i uchwytów. Działał w Solidarności i w samorządach pracowniczych. Równocześnie się uczył. Do pracy przyszedł w 1975 r. jako zwykły robotnik. W jej trakcie zaocznie skończył technikum, dopracował się - w 1983 r. - stanowiska mistrza na prestiżowym oddziale doświadczalnym. Obróbkę metali definitywnie porzucił po upadku PRL. Jeden z członków "zakonu PC", z braćmi Kaczyńskimi związany od 1990 r. Konsekwentnie, bez chwili wahania czy zwątpienia nawet wówczas, gdy kolejne mutacje PC stawały się niewielkimi, kanapowymi przetrwalnikami najwierniejszych.

- Był jak matematyczna stała, punkt odniesienia dla innych. Wszystko się zmieniało, a on wciąż mówił i wierzył w to samo - wspomina Robert Tyszkiewicz, który w ciągu ostatnich 20 lat ze współpracownika stał się dla Putry politycznym rywalem.

Krzysztof Putra pierwszy raz na Wiejską trafił po czerwcowych wyborach 1989 r. Kolejny raz w I kadencji. Potem jeszcze do Senatu w VI kadencji, gdzie został wicemarszałkiem. W końcu znów do Sejmu, znów na wicemarszałka. W międzyczasie był podlaskim radnym wojewódzkim i wieloletnim szefem jednej z białostockich spółek komunalnych.

- Mogę wystawić własną szóstkę piłkarską. Tylu mam synów - śmiał się, gdy kilka lat temu wizytował z ówczesnym premierem Jarosławem Kaczyńskim budowę jednego z boisk w rodzinnym Białymstoku. Do tego jeszcze dwie córki. Najstarszy z potomków ma trzydziestkę. Najmłodszy skończył dziesięć lat.

Duchowych sierot po wicemarszałku jest pewnie znacznie więcej.

- Czuję się, jakbym chował ojca. Byłem jego wychowankiem, wszystkiego mnie nauczył - mówił po śmierci Putry poseł Mariusz Kamiński, były rzecznik klubu parlamentarnego PiS. Zanim sam został parlamentarzystą przez wiele lat był sekretarzem Krzysztofa Putry. - Wiedziałem, że miał lecieć, ale długo miałem nadzieję, że coś się w ostatniej chwili zmieniło. Nie odbierał telefonu, ale sygnał był taki, jakby miał włączony aparat. Potem okazało się, że po prostu przekierował go do swojego biura w Sejmie.

Podziel się