Gen. Stanisław Nałęcz-Komornicki (26.07.1924 - 10.04.2010)

Jarosław Osowski, Tomasz Urzykowski
11.04.2010 , aktualizacja: 09.04.2011 20:33
A A A Drukuj
Powstaniec warszawski, który jako jeden z ostatnich przedostał się kanałami ze Starego Miasta do Śródmieścia. Kanclerz Orderu Wojennego Virtuti Militari.
Generał Brygady Stanisław Nałęcz-Komornicki
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Generał Brygady Stanisław Nałęcz-Komornicki
Na czele kapituły stał od początku lat 90., gdy prezydent na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski przekazał insygnia prezydentowi Lechowi Wałęsie. Sam był kawalerem tego odznaczenia. - Mieliśmy w kapitule orderu znakomite stosunki. Byliśmy bardzo zżyci. - wspomina gen. Stefan Bałuk, cichociemny. - Bardzo oddany krajowi. Szalenie doświadczony, jeśli chodzi o losy wojenne. Autor kilku książek (m.in. "Na barykadach Warszawy", "Polacy w szturmie Berlina 1945"). Człowiek bardzo otwarty i życzliwy ludziom.

Komornicki urodził się w Warszawie. Uczeń przedwojennego gimnazjum im. Księcia Józefa Poniatowskiego. W czasie wojny najpierw był w Związku Walki Zbrojnej, potem w Armii Krajowej. Przyjął pseudonim "Nałęcz". W Powstaniu Warszawskim walczył w Zgrupowaniu "Róg", które do 2 września 1944 r. broniło Starego Miasta.

Tak wspominał ten dzień w rozmowie z "Gazetą": - Mieliśmy osłaniać odwrót resztek oddziałów ze Starówki, które podążały na pl. Krasińskich i dalej kanałami do Śródmieścia. Główna zasada poruszania się w kanałach brzmiała: "Kto wchodzi, musi wyjść". Dlatego nie wolno było wprowadzać ciężko rannych, ale ten zakaz był łamany. Gdy przyszła nasza kolej, podczołgaliśmy się do włazu, kryjąc się za zwałem trupów. Z początku kolektor był wysoki, powstańcy szli w pozycji wyprostowanej. W pewnym miejscu obniżał się jednak do 110 cm. U zbiegu kilku kanałów grupa minęła rannego na noszach. Stali przy nim lekarz i ksiądz w podwiniętej sutannie. Nagle zrobiło się duszno - Niemcy wrzucali do studzienek karbid. Wzdłuż trasy pootwierali włazy, przez które wpadało światło. Musieliśmy na nie uważać i przeskakiwać pod nimi niezauważeni. Na górze stali przecież Niemcy. Byłem jednym z ostatnich żołnierzy opuszczających tą drogą Stare Miasto. Niedługo po moim wejściu do kanału na właz na pl. Krasińskich zawaliła się ściana domu na rogu Miodowej i Długiej. Pamiętam, że wcześniej znajdował się w niej sklep z rybkami akwariowymi.

Pośmiertnie awansowany na generał dywizji. Pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się