Edward Duchnowski (16.01.1930 - 10.04.2010)
11.04.2010
, aktualizacja: 09.04.2011 21:19
Przewodniczący Związku Sybiraków. - Nie miałam taty przez 70 lat. Zginął w Katyniu. Teraz w Katyniu straciłam "brata" - wspomina sybiraczka Krystyna Pabian.
Miał dziesięć lat, kiedy został wywieziony na Sybir przez Rosjan. Spędził tam 72 trudnych miesięcy. - Syberia to dla większości deportowanych miejsce niewolniczej lub niemal niewolniczej pracy. (...) Ta uciążliwa praca wykonywana o głodzie i chłodzie, pod przymusem surowych nadzorców była przede wszystkim elementem zniewolenia, a zapędzający do niej komendant obozu, strażnik czy przewodniczący kołchozu stawał się symbolem sowieckiego systemu zła i braku poszanowania dla człowieka. Wyrazem tego zniewolenia była stosowana wobec Polaków dobrze nam znana stalinowska zasada: "Nie pracujesz, nie jesz" - opowiadał w 2008 r. na seminarium "Zbrodnia przeciwko ludzkości, świadkowie czasów opowiadają o deportacjach" zorganizowanym pod patronatem UE.
Od 1998 r. walczył o zadośćuczynienie dla żyjących jeszcze 38 tys. Polaków wywiezionych na Wschód. - Był łącznikiem między stowarzyszeniem, władzami i samymi sybirakami. Potrafił zjednywać ludzi - wspominają współpracownicy Duchnowskiego.
Jeszcze w środę przed sobotnią katastrofą na spotkaniu w Sejmie omawiał sprawy przed wylotem do Katynia. W piątek pożegnał się z najbliższymi. - To było ostatnie pożegnanie - stwierdza smutno Krystyna Pabian ze Związku Sybiraków.
Współpracowała z Duchnowskim od samego początku. Podkreśla, że był dla niej bardziej jak przyjaciel, brat, a czasem nawet jak ojciec, a nie szef.
Razem z prezydentem miał sadzić dęby pamięci podczas uroczystościach upamiętniających pierwszą wywózkę Polaków na Wschód.
Współpracownicy często mówili Duchnowskiemu: "Niech Pan idzie do domu i się już nie przemęcza. My to zrobimy". Ale on musiał sam dopiąć wszystko na ostatni guzik.
Został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. 24 kwietnia pochowano go na cmentarzu w Marysinie Wawerskim w Warszawie.
Od 1998 r. walczył o zadośćuczynienie dla żyjących jeszcze 38 tys. Polaków wywiezionych na Wschód. - Był łącznikiem między stowarzyszeniem, władzami i samymi sybirakami. Potrafił zjednywać ludzi - wspominają współpracownicy Duchnowskiego.
Jeszcze w środę przed sobotnią katastrofą na spotkaniu w Sejmie omawiał sprawy przed wylotem do Katynia. W piątek pożegnał się z najbliższymi. - To było ostatnie pożegnanie - stwierdza smutno Krystyna Pabian ze Związku Sybiraków.
Współpracowała z Duchnowskim od samego początku. Podkreśla, że był dla niej bardziej jak przyjaciel, brat, a czasem nawet jak ojciec, a nie szef.
Razem z prezydentem miał sadzić dęby pamięci podczas uroczystościach upamiętniających pierwszą wywózkę Polaków na Wschód.
Współpracownicy często mówili Duchnowskiemu: "Niech Pan idzie do domu i się już nie przemęcza. My to zrobimy". Ale on musiał sam dopiąć wszystko na ostatni guzik.
Został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. 24 kwietnia pochowano go na cmentarzu w Marysinie Wawerskim w Warszawie.
Najczęściej czytane
- 1.Pisała fizykę, a myślała, że to... WOS. Matura do powtórki?
- 2.Najwięcej samobójstw księży jest w najbardziej religijnym regionie Polski
- 3."Polityka" o Marcie Kaczyńskiej: Może być problemem dla prezesa PiS
- 4.Wałęsa: Tusk powinien spałować związkowców przed Sejmem
- 5.Wstrząsająca pomyłka: Teksas stracił niewinnego mężczyznę. Opowieść o dwóch Carlosach
- 6."Marsz w Brukseli to będzie samobój, PiS wyjdzie na eksportera obciachu"
- 7.Jądro ateizmu tuż za granicą Polski. Dawne wschodnie Niemcy bez Boga




