Pułkownik Zbigniew Dębski (29.11.2010 - 10.04.2010)

Jarosław Osowski
11.04.2010 , aktualizacja: 09.04.2011 21:12
A A A Drukuj
Powstaniec warszawski. Nosił pseudonim "Zbych-Prawdzic". - To ja zawiesiłem biało-czerwoną flagę na szczycie zdobytej PAST-y - wspominał o jednym z największych sukcesów Powstania Warszawskiego.
Zbigniew Dębski
Fot. Aleksander Prugar / AG
Zbigniew Dębski
ZOBACZ TAKŻE
W 60. rocznicę tego wydarzenia na szczycie wieżowca przedwojennej centrali telefonicznej przy ul. Zielnej w centrum stolicy z zapartym tchem słuchali go młodzi warszawiacy. A on wspominał, jak Niemcy razili powstańców ogniem z pierwszego warszawskiego drapacza chmur. Dlatego tak ważne było jego odbicie. Udało się za trzecim podejściem.

- Nasza znajomość sięgała 65 lat - opowiada gen. Stefan Bałuk, który dokumentował Powstanie Warszawskie na zdjęciach. - Zbigniewa Dębskiego fotografowałem jako młodego powstańca i tak się poznaliśmy. Pamiętam to ujęcie: stoi w oknie szkoły im. Górskiego, na tyłach Nowego Światu, i czyta meldunek przyniesiony przez gońca. Wtedy jeszcze trzymaliśmy Śródmieście bardzo mocno.

Urodził się 29 listopada 1922 r. w Łasinie. W wojennej konspiracji działał od listopada 1939 r. Był podporucznikiem Armii Krajowej z Batalionu "Kiliński".

Po kapitulacji Powstania trafił do obozu jenieckiego. "Były tam głodowe racje żywnościowe, puchliśmy z głodu. Dostawaliśmy codziennie wywar z liści buraczanych, kartofel lub cienką kromkę chleba, mniej niż sto gramów - wspominał dla Stowarzyszenia Pamięci Powstania Warszawskiego 1944. - Porządnie się rozchorowałem. Leczyłem się w szpitalu węgierskim w Travemünde. Chwilami było ze mną bardzo kiepsko, udzielono mi nawet ostatniego namaszczenia. Jedną z metod leczenia tam stosowaną było upuszczanie krwi. W mojej sytuacji nie był to najlepszy sposób. Zabroniono mi przyjmowania jakichkolwiek płynów, a pić się chciało strasznie. Dostawałem po kryjomu mleko, które nastawiałem na zsiadłe i popijałem. Po pewnym czasie stan mojego zdrowia poprawił się. Lekarze byli zaskoczeni i zastanawiali się, co na to wpłynęło. Ja uważam, że uratowała mnie Opatrzność i zsiadłe mleko.

Był zdecydowany na emigrację. Wybierał się do Australii lub Południowej Afryki, ale gdy nawiązał kontakt z domem, matka poprosiła go, by wrócił do domu. Do Polski przyjechał w czerwcu 1948 r. Jego ojciec miał aptekę, dlatego zdał na farmację. Nie dostał się jednak na studia m.in. z powodu przynależności do AK. Skończył chemię na Uniwersytecie Toruńskim i zaczął pracę w zakładach farmaceutycznych na warszawskim Tarchominie, potem w Instytucie Farmaceutycznym. Zwalniano go z kolejnych miejsc. "W jednym stwierdzono, że jestem podejrzany klasowo, ponieważ chodzę w białych koszulach, golę się codziennie i chodzę w wyczyszczonych butach" - wspominał.

Był współzałożycielem Związku Powstańców Warszawskich. Członek Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się