Do Smoleńska pojechało 120 osób wraz z towarzyszącymi im psychologami, lekarzami oraz duchownymi. Modlili się przy wraku samolotu. Uroczystość odbywa się przy brzozie z odłamkiem samolotu. Leżą przy niej fotografie kilku ofiar tragedii.
Losu nie zmienimy, ale... - Wierzę, że wspólne przeżywanie tragedii przynosi choć częściowo ulgę i ukojenie. Razem łatwiej się nam zmierzyć z ogromem nieszczęścia, które tu się wydarzyło.- mówi Anna Komorowska. - Losu nie da się zmienić. Można zachować pamięć, pomagać sobie wzajemnie - dodała prezydentowa.
- Jesteśmy w miejscu, które już na zawsze pozostanie bolesną raną w naszych sercach i w naszej pamięci. To tutaj 10. kwietnia zeszłego roku rozbił się prezydencki samolot z 96 osobami, które zmierzały do Katynia, by oddać hołd ofiarom mordu sprzed 70 lat. Jesteśmy tu po raz drugi - powiedziała prezydentowa Anna Komorowska, wyrażając jednocześnie nadzieję, że wspólnie łatwiej uporać się nieszczęściem, które miało miejsce rok temu.
W czasie uroczystości odczytano nazwiska wszystkich ofiar i zapalono znicze, z których powstał symboliczny krzyż.
"Dokończymy ich misję" Maciej Komorowski, przedstawiciel rodzin ofiar, syn tragicznie zmarłego w katastrofie smoleńskiej wiceszefa MSZ Stanisława Komorowskiego powiedział, że to "wielki honor, że dane jest nam dokończyć ich misję". Po uroczystości uczestnicy pielgrzymki pojechali do Katynia zapalić znicze na grobach żołnierzy pomordowanych przez Sowietów w 1940 roku.
- Przez dziesiątki lat Katyń był miejscem przeklętym. Popełniona tu zbrodnia i kłamstwo podzieliły nasze narody. Potrzeba było 70 lat, by władze Rosji wyzwoliły się od kłamstwa. Jest coś głęboko symbolicznego w tym, że ujawnienie prawdy o zbrodni, której ofiarą byli polscy oficerowie, otworzyło Rosjanom oczy na ich przeszłość. Prawda o tej przeszłości rozświetla drogę ku przyszłości - dodaje Komorowski.
"Trudno wyrazić, co wtedy czuliśmy" - Tato, kocham cię, cześć twojej pamięci, cześć wszystkim, którzy tu zginęli tragicznie na tej ziemi 10 kwietnia - powiedział syn zmarłego wiceszefa
MON. - Jak mam powiedzieć światu, co czułem, kiedy w Moskwie musiałem się z tobą pożegnać, z twoją obecnością, z twoim istnieniem, z twoim ciałem - pytał retorycznie. - Tak trudno wyrazić to, co czuliśmy w tamtych tragicznych dniach - podkreślił.
Komorowski wspomniał też, że premier Donald Tusk powiedział o jego ojcu: dobry człowiek, wybitny dyplomata. - Wiem, że gdyby w tym miejscu stał mój tata, apelowałby, abyśmy postarali się o więcej dyplomacji w naszych wzajemnych relacjach - mówił. - Mój ojciec, tak jak wasi bliscy, zginął tragicznie na tej ziemi - dodał.
"Rosjanie łączyli się z nami w bólu" - Od pamiętnego 10 kwietnia 2010 roku każdy z nas zaczął liczyć czas na nowo. Mgła tamtego poranka na długo spowiła nasze życie cierpieniem i smutkiem - mówił w swoim przemówieniu Maciej Komorowski. - Zdarzyło się wtedy coś, o czym będziemy pamiętać. Tysiące i miliony Rosjan łączyły się z nami w bólu. Czynili to spontanicznie, w serdecznym odruchu. Okazywali solidarność, którą byliśmy głęboko poruszeni. Uświadomiliśmy sobie też, że w Katyniu spoczywają obok polskich oficerów prochy tysięcy bezimiennych ofiar wielu narodów byłego Związku Radzieckiego, zamordowanych przez tych samych oprawców stalinowskiego systemu masowych zbrodni - dodał.
Są strażacy, którzy pracowali 10 kwietnia Na uroczystościach obecni też są przedstawiciele rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Władze lokalne reprezentuje gubernator obwodu smoleńskiego Siergiej Antufjew. W uroczystości biorą też udział reprezentanci rosyjskich służb, które przed rokiem uczestniczyły w akcji ratunkowej na miejscu tragedii.
Dzisiejsze obchody cieszą się dużym zainteresowaniem rosyjskich mediów. Wzmacnia je planowana na poniedziałek wizyta prezydentów Polski i Rosji - Bronisława Komorowskiego i Dmitrija Miedwiediewa.
W Smoleńsku sypie dziś śnieg.