Skomentuj:
Komentarze (280)
-
i co tu według was katoidioci jest nieprawdziwe , samolot z połową władz tego genialnego kraju
ląduje we mgle na "kartoflisku" , czyja to wina chyba naszej królowej , zresztą wiecznie dziewicy -
Piloci w swoich wypowiedziach, starających się racjonalnie objaśnić tę katastrofę podają dwa scenariusze tego, co się naprawdę działo.
1) Zawadiacki, tzw "lądowanie na szczura". Nie mając widoczności na dopuszczalnym poziomie, pilot chcący, tak czy inaczej ryzykować, nie będzie schodził poniżej dopuszczalnego pułapu na właściwej ścieżce, bo gdy dostrzeże ziemię gdzieś na 50 metrach, jego szybkość w dół (właściwa dla ścieżki) łącznie z niewielką szybkością, nie pozwoli mu już poderwać samolotu. (Dla niepamiętających fizyki ze szkoły: nie da się odwrócić kierunku pionowej składowej ruchu z opadania na wznoszenie MOMENTALNIE. Występuje coś w rodzaju drogi hamowania, w czasie której samolot mimo zadarcia nosa do góry nadal jeszcze trochę opada. W dodatku mała prędkość daje niewielką nadwyżkę siły nośnej powyżej ciężaru maszyny, więc to opóźnienie hamowania jest niewielkie a droga hamowania duża.) Dlatego pilot nurkuje pod ścieżkę, zwiększa prędkość i wypoziomowuje ruch na wysokości - powiedzmy 50m, czy nawet 40m, mając nadzieję zobaczyć ziemię. Gdy to osiągnie stara się już w "widne" dojść do ścieżki i posadzić maszynę.
Ze względu na jar i ZBRODNICZE zaniedbanie ustawienia ciśnienia 745 na wysokościomierzu barometrycznym opadł w rzeczywistości nie na 50m ponad poziomem lotniska, a 10m PONIŻEJ.
2) Druga wersja, nieco łaskawsza dla pilota (lądowanie "na szczura" to ewidentne złamanie procedur), to chęć zejścia TYLKO do 100m, rozglądanie się i późniejsze odejście gdyby nic nie udało się zobaczyć. Za tą wersją przemawia (też nonsensowne) włączenie autopilota, ustawienie go na 100m i NIESTETY znów ten pieprzony radiowysokościomierz na którego wskazania nastawiony był autopilot. Gdy teren zaczął obniżać się gwałtownie, autopilot trzymał owe 100m nad DNEM JARU opadając równie stromo jak jar. To nadało samolotowi olbrzymią (3 razy za dużą do lądowania) prędkość pionową i gdy zaczął się przeciwstok ani autopilot, ani pilot ręcznie nie byli w stanie zapobiec zderzeniu z Ziemią.
Mnie dręczy pytanie. Czy nasi piloci (zwłaszcza w nerwowej atmosferze) nie mają kłopotów z przyrządami o standardach NATOwskich (cale słupa rtęci, stopy, mile, etc.), gdy nagle dostają dane metryczne? No bo czemu nie nastawili wysokościomierza barometrycznego na 745mmHg podawane przez wieżę?
Spytajcie Amerykanina co to jest ciśnienie mm Hg. Zrobi taką minę jak każdy z Was gdy go spytać czy ciśnienie 10 funtów na cal kwadratowych jest właściwe dla jego kół samochodowych.
Protokół z Mierosławca mówi o ważnym czynniku jakim było nieporozumienie co do stóp na przyrządach nowej CASY i metrami, którymi posługiwano się jeszcze na lotnisku pamiętającym czasy Układu Warszawskiego. -
Przykro, że polskiej racji stanu znów bronić będzie dubieniecka z kaczyńskim :| Wstyd, Rosjanie sobie lecą w kulki, raport wygląda jak słabe dziennikarskie story...
-
"8. Nie ma zapisu wskazującego, że prezydent Lech Kaczyński polecił lądowanie w Smoleńsku"
Taki rozkaz mogl pasc jeszcze przed startem. Skoro byli opoznieni to piloci musza zrobic wszystko zeby byc na czas. Zreszta L.Kaczynski nie musial nic mowic, wystarczy ze byl obecny w samolocie. -
forelle15 @ myślę, że przed. Pisał go sam Jarek z alikiem :)))
---
keebee.pl -
czy ten "raport" byl sporzadzony po katastrofie, czy przed?
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX








