Poróżnione rodziny ofiar: "Ufam Rosjanom" i "Dopuszczam myśl, że naszych bliskich zabito"

rik, ga
26.07.2010 , aktualizacja: 26.07.2010 22:42
A A A Drukuj
Rodziny ofiar spod Smoleńska wciąż dzieli ocena działań państwa po katastrofie Tu-154. Mąż Jolanty Szymanek-Deresz ufa śledczym i nie wierzy w teorie spisku. Wdowa po wiceministrze kultury wciąż nie jest pewna, że pochowała męża i dopuszcza myśl, że 96 osób na pokładzie tupolewa zostało zabitych. TVN24 wieczorem rozmawiała z bliskimi ofiar katastrofy.
10 kwietnia 2010 r. Szczątki samolotu prezydenckiego, który rozbił się przy lądowaniu na lotnisku pod Smoleńskiem
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
10 kwietnia 2010 r. Szczątki samolotu prezydenckiego, który rozbił się przy lądowaniu na lotnisku pod Smoleńskiem
Magdalena Merta, żona wiceministra kultury Tomasza Merty, który zginął w katastrofie 10 kwietnia
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Magdalena Merta, żona wiceministra kultury Tomasza Merty, który zginął w katastrofie 10 kwietnia
- Mnie najbardziej zastanawia jedno, że w tym samolocie znalazło się całe dowództwo polskiej armii. Moim zdaniem, jest rzecz totalnie niedopuszczalna. Chciałbym się dowiedzieć, kto jest za to odpowiedzialny, kto ustalał listę pasażerów - powiedział Paweł Deresz.

Paweł Deresz przyznał, że nie ma pretensji do rządu za katastrofę, - Bardziej do Kancelarii Prezydenta, bo to ona była odpowiedzialna za całokształt wizyty - powiedział.

Dla Deresza katastrofa była splotem nieszczęśliwych przypadków, ale też wynikiem polsko-polskiej wojny o samoloty.

- Za śmierć mojej żony odpowiedzialny jest zbieg strasznych przypadków. Począwszy od złej procedury, a skończywszy na ostatnich sekundach lotu samolotu - dodał Deresz.

Paweł Deresz powiedział także, że dostał akta dotyczące tragedii. - Nie miałem odwagi tam zajrzeć. Również córka. Jesteśmy nadal w mocnej traumie - dodał.

- Dostaliśmy i od rządu i od Sejmu wystarczającą opiekę. Jeśli mam o coś pretensje do prokuratury, to tylko o to, że nie organizował co tydzień lub dziesięć dni briefingu, by informować o wydarzeniach - powiedział.

Deresz odniósł się też działań strony rosyjskiej. - Ufam Rosjanom i spotkałem się w Moskwie, gdzie byłem identyfikować zwłoki, z niezwykłymi wyrazami serdeczności, sympatii, wręcz przyjaźni.

Przeprosiny dla minister Kopacz

Inaczej o katastrofie mówi Magdalena Merta, wdowa po wiceministrze kultury Tomaszu Mercie. To między innymi ona występowała na posiedzeniu - krytykowanego przez większość sejmową - zespołu parlamentarnego PiS. Magdalena Merta w TVN24 nie mówiła już tak mocnym językiem, jak w czasie piątkowego posiedzenia.

Wciąż przyznaje, że chciałaby ekshumacji, by upewnić się, że pochowała ciało swego męża. W piątek jako przykład kłopotu z rozpoznawaniem ofiar podawała początkowo błędną identyfikację zwłok Przemysława Gosiewskiego dokonaną przez minister zdrowia. Dziś przeprosiła Ewę Kopacz, która zapewniła, że nie uczestniczyła w tym rozpoznaniu. - No jeśli nie ze złej woli, nieświadomie powiedziałam nieprawdę, to chciałabym wyrazić skruchę. Ja te rzeczy znałam z drugiej ręki. Mnie wtedy nie było w Moskwie - przyznała Magdalena Merta.

Mniejszy żal do prokuratury

- Przez długi czas czułam żal do prokuratury. Teraz te działania są wobec nas życzliwsze i bardzo, bardzo to doceniamy - mówiła w TVN24. Wcześniej mówiła o 'upokarzających' działaniach prokuratury. Co się zmieniło? - Trudno powiedzieć. Ale cokolwiek to było jesteśmy wdzięczni i zadowoleni - mówiła Magdalena Merta.

Ona zdecydowała się przeczytać gromadzone akta śledztwa ws. katastrofy. - Odnosi się ogólne wrażenia chaosu. Nie ma myśli przewodniej, wszystko jest przemieszane obok protokołów z próbek DNA są przesłuchania ze Smoleńska.

- W aktach wpięto liczne wnioski, gdzie od prokuratury wymagało się działań, czy odpowiedzi i żadnych dokumentów, że prokuratura coś zrobiła poza wpięciem tych akt - mówiła w TVN24 Magdalena Merta.

Czy ich zabito? "Dopuszczam taką myśl"

Magdalena Merta 'dopuszcza' myśl, że ich bliskich zabito. Przyznaje jednak, że "nie wiemy, czy to jest zbrodnia". Kto miałby zabić 96 osób tak ważnych dla państwa? - Kontroler, który zawiódł w wieży? - zastanawiała się Magdalena Merta. Czy mogło być to celowe działanie? - Nie wiem. Nie upierałabym się. Aczkolwiek interesuje mnie kim był i dlaczego był na wieży funkcjonariusz FSB Kim była trzecia osoba? - mówiła wdowa po wiceministrze kultury.

Czy ktoś rozpoznaje te okulary?

Magdalena Merta do studia TVN 24 przyniosła okulary, które wzięła za przedmiot należący do jej tragicznie zmarłego męża. Okazało się jednak, że oprawki były jedynie podobne. Pani Magdalena mówiła, że wie, że są rodziny, które nie zdecydowały się jechać do Mińska Mazowieckiego, by rozpoznawać rzeczy z miejsca katastrofy. Wdowa po byłym wiceministrze kultury pytała publicznie rodziny ofiar, czy może rozpoznają tę pamiątkę po ich bliskim. Oprawka z jednym ocalałym szkłem ma być odesłana do magazynu w Mińsku Mazowieckim, gdzie przechowywane sa rzeczy osobiste ofiar z 10 kwietnia.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (114)

  • piotr110660

    0

    No to sukces PO

  • aa_6

    0

    Niestety, moim zdaniem sama ta akcja z okularami fatalnie świadczy o M. Mercie. Generalnie chyba po prostu ta pani nie ma pojęcia, o czym mówi. W Moskwie nie była, akt prokuratorskich ocenić nie potrafi... Szkoda czasu dla kogoś tak niekompetentnego.

  • dziadwawelski

    0

    to wina prezydenta, ustalając listę pasażerów członków delegacji powinien wytypować tylko takich którzy zgadzali się na śmierć z rąk ruskich pozostałych nie powinien był zapraszać aby nie prowokować konfliktów.... lech tak bardzo dbał o zgodę wśród rodaków ;)

  • vinogradoff

    0

    Przyczyna wypadku jest jedna i juz znana i nie nalezy mylic wielu wspolprzyczyn wystepujacych w roznym czasie z przyczyna glowna ktora jest tylko jedna. Oczywiscie mozna sie rozwodzic nad tym dlaczego wogole dopuszczono aby cywilny pasazerski samolot o masie ponad 50,- Tonn mial ladowac na prymitywnym wojennym lotnisku z czasow ZSRR przystosowynym do ladowania samolotow wielokrotnie mniejszych? Jednak to nie jest przyczyna glowna a zaledwie jedna z setek wspolprzyczyn. Na uzytek pilotow nalezy ustalic kazda wspolprzyczyne i wyciagnac wnioski na przyszlosc. rodzina ma znac przyczyne glowna, ktora jest juz zanana.

  • vinogradoff

    0

    Wiekszosc Internautow , ktora nie ma przeciez zadnego dostepu do akt sledztwa juz dawno podejrzewala, ze w aktach panuje nieopisany chaos i przemieszano rzeczy wazne z niewaznymi albowiem tak to sledztwo bylo prowadzone od poczatku aby rozmydlic i rozwodnic odpowiedzialnosc, pomieszac sprawy wazne z bzdurami. Przyczyna katastrofy juz jest znana na Zachodzie od godzin wieczornych dnia 10 kwietnia 2010. Przeciez gdyby mjr Protasiuk nie ugial sie presji sytuacji to zamiast expoerymentowac wbrew prawu z probami ladowniczymi na Sieviernym zawrocilby do warszawy i dzis wszyscy by zyli. Pewne jest to, ze samolotu nikt nie zestrzelil i nie bylo zadnej awarii a wiec wszystko zalezalo od ludzi na pokladzie samolotu.

  • koballt

    Oceniono 1 raz 1

    Dla Deresza katastrofa była splotem nieszczęśliwych przypadków, ale też wynikiem polsko-polskiej wojny o samoloty.

    !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX