Dlaczego? W nocy ze środy na czwartek chadecy z EPP dostali jasny sygnał: na razie o żadnym poparciu Barroso nie ma mowy.
"Liberałowie zdecydowani są go blokować. A od Schultza i socjalistów dostaliśmy kategoryczny przekaz, że jego grupa też jest przeciwna Barroso i nawet gdyby on sam chciał, to nie zmieni tego stanowiska" - dodaje rozmówca "Dziennika". Co więcej, w kuluarach pojawiają się nawet głosy, że być może chadecy powinni zastanowić się nad kandydatem rezerwowym.
Ale
według "Gazety Wyborczej", stanowisko dla Buzka nie zależy w tak dużym stopniu od ustaleń ws. szefa KE. "Wszystko wskazuje natomiast na to, że europarlament poprze Jerzego Buzka na szefa izby. 7 lipca stanie się kandydatem chadeków, a 14 lipca głosować będzie cała izba - czytamy."
- Socjalistom nie szkodzi, że chadecy chcą mieć przewodniczącego Parlamentu Europejskiego w pierwszej połowie kadencji. Nie ma żadnych oznak wahania się mojej grupy, jeśli chodzi o poparcie dla Buzka - mówi dla "Gazety" europoseł
SLD Bogusław Liberadzki.
Jest jeszcze szansa dla Barroso? "Dziennik" podkreśla jednak znaczenie wyboru Barroso. A bez głosów socjalistów i liberałów obecny szef Komisji nie ma szans na kolejną kadencję. Wczoraj na rozmowy ostatniej szansy szefowie frakcji EPP polecieli do Sztokholmu. Szwecja przewodzi teraz UE. "Jest promyk nadziei, ale wszystko wskazuje, że się nie uda" - ocenia w rozmowie z nami jeden z członków EPP. Wszystko rozstrzygnie się 9 lipca na konferencji przewodniczących Parlamentu Europejskiego. Wtedy szef parlamentu i szefowie frakcji mają ocenić, czy jest większość dla nowego szefa komisji i zdecydować, czy przełożyć jego wybór.
Więcej - w piątkowym "Dzienniku".