Zobacz serwis wyborczy
Serwis wyborczy

Od prywatyzacji do Brukseli

Witold Gadomski, Konrad Niklewicz
17.06.2009 , aktualizacja: 16.06.2009 19:51
A A A Drukuj
Janusz Lewandowski zawsze był lojalny wobec Tuska, choć Tusk nie zawsze odpłacał się mu tym samym
Janusz Lewandowski
Fot. Parlament Europejski Parlament Europejski
Janusz Lewandowski
Stał się osobą publicznie znaną w końcu lat 80. W październiku 1988 r. wraz z Janem Szomburgiem przedstawił pomysł na szybką prywatyzację gospodarki. W Polsce panował jeszcze komunizm i nikt jeszcze nie wiedział, że za rok rozpoczną się głębokie reformy, które zmienią Polskę nie do poznania.

Gdańscy ekonomiści proponowali emisję specjalnych bonów, za które można by kupować państwowy majątek. Choć takie bony w Polsce nie weszły do obiegu, powszechna prywatyzacja stała się na przełomie lat 80. i 90. wizytówką gdańskich liberałów.

Lewandowski szybko stał się jedną z najważniejszych postaci tego środowiska, które odegrało ważną rolę w historii ostatniego 20-lecia i którego część znalazła się w Platformie Obywatelskiej.

Gdy powstał rząd Jana Krzysztofa Bieleckiego, z ideologa prywatyzacji zmienił się w praktyka. Został ministrem przekształceń własnościowych. Organizował pracę ministerstwa, szukał fachowców od zarządzania spółkami, od rynku kapitałowego, banków, a jednocześnie prywatyzował.

Były to czasy, gdy ministrowie jeszcze nie bali się podejmować decyzji. Może dlatego, że nie wiedzieli, iż wkrótce zacznie się na nich nagonka. Robotnicy częściej wówczas strajkowali, domagając się - jak w Polkolorze w Piasecznie - jak najszybszej prywatyzacji, niż protestując przeciwko prywatnym właścicielom.

Jednym z największych sukcesów Lewandowskiego była prywatyzacja Zakładów Celulozowo-Papierniczych w Kwidzynie. W lipcu 1992 roku International Paper Company, największy na świecie koncern papierniczy, zapłacił 120 mln dol. za 80 proc. udziałów. Dzięki prywatyzacji pomorskie miasto rozkwitło, a Lewandowski stał się jego honorowym obywatelem. Bardzo sobie ceni ten tytuł i w Kwidzynie jest bodaj najbardziej popularnym politykiem (lista PO, której przewodził, zdobyła tam w ostatnich eurowyborach prawie 60 proc. głosów).

Ministrem przekształceń własnościowych był także w rządzie Hanny Suchockiej. Opracował wówczas koncepcję Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. Koncepcja była ciekawa, ale prace nad nią trwały zbyt długo i ostatecznie NFI odegrały znacznie mniejszą rolę, niż spodziewali się ich twórcy.

W połowie lat 90., gdy entuzjazm Polaków do wolnego rynku osłabł, Lewandowski stał się celem nagonki prowadzonej przez niektóre media. W 1997 r. prokurator postawił mu zarzuty, z których wynikało, że naraził skarb państwa na 2,4 mln zł strat. Zarzuty były absurdalne, lecz proces ciągnął się latami i zakończył się wyrokiem uniewinniającym dopiero w marcu tego roku.

Lewandowski nagonkę mocno przeżył. Cały czas był posłem Unii Wolności, a potem PO, lecz wycofał się na drugą linię. Do Platformy przeszedł z pewnym ociąganiem, tym bardziej że w środowisku dawnej UW cieszył się dużym poważaniem. Ostatecznie zadecydowała lojalność wobec dawnych przyjaciół, zwłaszcza Donalda Tuska.

Europejska kariera Lewandowskiego zaczęła się w czerwcu 2004 r., gdy został po raz pierwszy wybrany na posła do Parlamentu Europejskiego. Wtedy - tak jak w tym roku - otwierał pomorską listę Platformy.

PO dobrze wykorzystała ówczesną koniunkturę polityczną. Latem 2004 r. Unia była świeżo po rozszerzeniu. Stara Unia postanowiła jakoś to docenić i szefem komisji ds. budżetu Unii w Parlamencie oraz komisarzem ds. budżetu zostali przedstawiciele nowych państw. Pierwsze stanowisko objął wtedy Lewandowski, drugie - Litwinka Dalia Grybauskaite, dziś prezydent Litwy.

Europoseł z Pomorza wykorzystał daną mu szansę i bardzo sprawnie - a co ważniejsze, z dobrym efektem - włączył się w negocjacje nad budżetem UE na lata 2007-13.

We współpracy z niemieckim zastępcą Reimerem Böge wykorzystał to, że Parlament może zablokować porozumienie z pamiętnego szczytu UE w 2005 r. Po kilku miesiącach targów przekonał rządy, żeby dorzuciły do budżetu 4 mld euro. Nawet politycy ze starej Unii przyznawali, że to sukces. Poprzednim parlamentom udawało się wynegocjować mniej.

- Wreszcie mamy pieniądze na kolejne siedem lat. To, co wynegocjował Parlament, to wyraźna poprawa w stosunku do tego, co zostało ustalone na szczycie UE w grudniu - przyznawał wtedy szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso.

Dzięki skutecznemu szefowaniu komisji budżetowej Lewandowski stał się znany w Brukseli. Ma tam politycznych przyjaciół. Teraz te znajomości bardzo się przydadzą, bo to właśnie Parlament będzie przesłuchiwał i zatwierdzał kandydatów na komisarzy.

Lewandowski zawsze wierzył, że Donald Tusk ma wyjątkowy talent i politycznego nosa. Nie zawsze jednak Tusk odpłacał się podobną lojalnością. W styczniu 2007 r. nie poparł Lewandowskiego w staraniach o utrzymanie stanowiska przewodniczącego komisji budżetowej w Parlamencie. Wolał poprzeć Jacka Saryusza-Wolskiego, który chciał zostać (i został) przewodniczącym komisji spraw zagranicznych. Na poparcie Saryusza bardzo naciskało rządzące wówczas PiS, które najwyraźniej europosła z Łodzi bardzo ceni.

W efekcie Lewandowski, choć dobrze się zasłużył, został wiceszefem komisji. Ale z Saryuszem-Wolskim walczyć nie próbował, choć nawet koledzy partyjni sugerowali, że są gotowi wywołać wewnątrzpartyjny bunt.

Teraz Tusk, już premier, postanowił postawić na swego starego przyjaciela.

Podziel się