Kampania w internecie? Bezcenna

Dominik Uhlig
04.06.2009 , aktualizacja: 03.06.2009 20:39
A A A Drukuj
Kandydaci do europarlamentu naginają prawo, ale ich partiom raczej włos z głowy nie spadnie.
Prawdziwy
Fot.Tomasz Wiech / AG
Prawdziwy "trójkąt bermudzki" to internet. Nie wiadomo, kto płaci za: strony kandydatów, ich spoty, aktualizację profili w portalach społecznościowych


Fundacja Batorego przedstawiła wczoraj raport z przykładami obchodzenia limitów wydatków przez kandydatów na europosłów. Kampanię prowadzi np. ktoś inny niż komitet wyborczy - dwa miesiące przed wyborami w Łodzi pojawiły się billboardy z hasłem "Wybraliśmy Skrzydlewską". Płaci "sieć kwiaciarni H. Skrzydlewska" - rodzina kandydatki PO Joanny Skrzydlewskiej. Podobnie Sylwia Pusz (SLD) - tuż przed wyborami zaczęła reklamować... swój program w lokalnej telewizji.

Równie często wykorzystywana jest sprawowana funkcja. Europoseł Ryszard Czarnecki (PiS) chwali się dokonaniami w europarlamencie. Ale nie w okręgu, w którym go wybrano, ale w Kujawsko-Pomorskiem - gdzie kandyduje. Jego billboardy mają logo Unii na rzecz Europy Narodów, a nie komitetu wyborczego PiS. Z kolei Konstanty Miodowicz, dwójka na małopolskiej liście PO, na billboardach i w internecie uroczyście obchodzi "12 lat służby parlamentarnej". Bez oznaczenia, że za pieniądze komitetu wyborczego PO.

Na granicy prawa są też wydarzenia, w których kandydat towarzyszy przedstawicielowi władzy. Przykłady? Lena Kolarska-Bobińska (PO) u boku ministra sportu, a Adam Bielan (PiS) z prezydentem.

Za najbardziej ewidentne jak dotąd naruszenie prawa autorzy raportu uznali opisywaną przez "Gazetę" sprawę Józefa Jędrucha (Samoobrona), który obiecał wszystkim, którzy na niego zagłosują, po 100 zł darowizny. Taka obietnica to nie tylko naruszenie ordynacji wyborczej, ale i przestępstwo ścigane przez kodeks karny - grozi za nie od trzech miesięcy nawet do pięciu lat więzienia. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Jędrucha złożyli wczoraj przedstawiciele PKW, ale prokuratura śledztwo wszczęła z urzędu.



Prawdziwy "trójkąt bermudzki" to internet. Nie wiadomo, kto płaci za: strony kandydatów, ich spoty, aktualizację ich profili w portalach społecznościowych. - Zbigniew Zalewski z PO na Naszej-klasie ma 20 tys. znajomych. Ktoś musiał rozesłać te zaproszenia. Jeśli brał za to pieniądze - powinno to być w sprawozdaniu finansowym. Bo za darmo wolontariusze mogą tylko lepić plakaty i rozdawać ulotki - mówił Marek Solon-Lipiński z Fundacji.

Raport podsumowujący całą eurokampanię wraz z propozycjami zmian przepisów otrzymają posłowie i Państwowa Komisja Wyborcza. Jego autorzy chcą większych uprawnień kontrolnych dla PKW.

- Komisja może zawiadamiać organy ścigania, jeśli dostanie sygnał o nieprawidłowościach. Ale częściej robią to osoby, które mają wiedzę "z pierwszej ręki", to przecież one muszą złożyć zeznania - wyjaśnia Krzysztof Lorentz, dyrektor zespołu kontrolującego finansowanie kampanii. - Badane są też sprawozdania finansowe, ale PKW nie może ich odrzucić tylko dlatego, że nie podoba jej się gospodarka finansowa komitetu - dodaje.

Ordynacja jasno mówi, że sprawozdanie może być odrzucone za przekroczenie limitu wydatków na kampanię (10 mln 300 tys. zł), przyjmowanie i wydawanie pieniędzy niezgodnie z przepisami, organizację zbiórek publicznych. - Niezgodne z ordynacją działania kandydatów nie mają wpływu na przyjęcie sprawozdania całego komitetu. Chyba że okaże się, iż wiedział o nich pełnomocnik finansowy komitetu. Ale to już ocenia prokuratura - dodaje Lorentz.



Monitoring w internecie: Eurowybory2009.org.pl

Podziel się