Lider listy PiS-u apelował tylko do swoich wyborców. - Nie dajmy się sprowokować, nie zwracajmy uwagi. W Krakowie jest dość teatrów. Komuś być może chodzi o to, by nam przeszkodzić - mówił Ziobro i twierdził, że według ostatnich sondaży żadna z pań nie dostanie mandatu.
Eurokandydatki niespodziewanie odwiedziły Zbigniewa Ziobrę podczas wiecu kandydatów PiS-u, który odbywał się w Nowohuckim Centrum Kultury. - Lider PiS-u nie przychodzi podczas tej kampanii na żadne debaty. Chcemy mu więc zadać pytanie! - tłumaczyła Róża Thun. - Chciałam z nim porozmawiać o wizji Europy! Moim zadaniem jest powstrzymanie marszu kaczyzmu na Brukselę - dodała Joanna Senyszyn.
Gdy kobiety weszły na salę (najpierw Róża Thun, a kilka minut później Joanna Senyszyn), omal nie doszło do linczu. - Zlot czarownic! Won stąd! Wychodzić! Jak nie wyjdziecie, to was wywieziemy! - krzyczeli wyborcy PiS-u, z reguły starsze osoby. - Wynocha! Nie-Polacy! - wymachiwali parasolami do Róży Thun.
Podczas wiecu przemawiał akurat kandydat PiS-u Krzysztof Szczerski. Tłumaczył, że w Parlamencie Europejskim od 30 lat stanowiska i pieniądze dzielone są przez te same oligarchie, czyli dwie duże partie: chadeków i socjalistów.
Okrzyki tłumu w stronę eurokandydatek zagłuszały jednak jego wystąpienie. - Nie odwracajmy uwagi od tego, co dla nas ważne. Umówmy się, że jest tu tylko dr Szczerski - prosił Zbigniew Ziobro. - Każdy, kto zwątpił w PO, może tu przyjść i głosować na PiS - dodał.
Sam Ziobro niemal całe swe wystąpienie poświęcił na krytykę rządu Tuska. Wspominał o niskim wykorzystaniu środków unijnych, a także o opóźnieniach w budowie autostrad. - Ten rząd jest niekompetentny i nierzetelny. Profesjonalny jest tylko w jednej dziedzinie: propagandzie - przekonywał Ziobro, tłumacząc, że w tym momencie występuje nie jako eurokandydat, ale jako wiceprezes PiS-u. Wiele mówił też o swoich sukcesach w reformowaniu wymiaru sprawiedliwości. O działalności Parlamentu Europejskiego nie wspominał prawie wcale. Swych wyborców ostrzegał jedynie, że Unia Europejska jest na drodze do przekształcenia się w jedno państwo europejskie, "na czym Polacy z pewnością nie wygrają". Straszył też, że takie państwo będzie narzucać nam wartości, które "niekoniecznie mają coś wspólnego z wartościami chrześcijańskimi".
- PiS planuje stworzyć w Parlamencie Europejskim nowy klub, który będzie walczył o Europę Ojczyzn - mówił Zbigniew Ziobro, tłumacząc, że Unia Europejska powinna zacieśniać współpracę państw w polityce ekonomicznej czy ekologicznej, ale nie może narzucać poszczególnym państwom "wspólnej poprawności politycznej, niemającej nic wspólnego z tradycjami narodowymi". Wspomniał przy tej okazji historię szwedzkiego pastora, którego skazano za to, że krytykował adopcję dzieci przez pary homoseksualne. - Nie o taką wolność walczyliśmy 4 czerwca! - grzmiał, a tłum nagradzał go oklaskami.
Na koniec wiecu obiecał wyborcom, że nie zamierza odchodzić z polskiej polityki. - Przeciwnie, będę tu często! - zapewnił. Zwolennicy co chwilę przerywali mu oklaskami, a także - niemal jak na spotkaniach z papieżem, krzyczeli: "Pamiętamy, pamiętamy".
Podczas wiecu do głosu nie dopuszczono ani Róży Thun, ani Joanny Senyszyn. Pytań z sali w ogóle nie przewidziano. Po skończeniu spotkania wielu wyborców PiS-u wdało się jednak z nimi w dyskusję. Do ataku na niespodziewanych gości przyłączyli się nawet krakowscy radni. - Pan Ziobro zapłacił za tę salę. Ciekawe, czy pani mu odda pieniądze? - pytał kandydatkę PO Włodzimierz Pietrus, radny PiS-u. Inni byli bardziej agresywni - w ruch poszły parasole, jeden z nich prawie ugodził jedną z kandydatek.
Polecamy: Eurokandydaci łowią głosy w sieci