Zarekwirowali przyczepki, Poncyljusz protestuje

miecz, PAP, Błażej Grygiel / Radio TOK FM
02.06.2009 , aktualizacja: 02.06.2009 18:25
A A A Drukuj
Koniec z dziką kampanią wyborczą na drogach. W ubiegły weekend służby miejskie zajęły 33 przyczepy z billboardami, które stały zaparkowane w pasie drogowym. Większość z reklam to billboardy kampanii do europarlamentu. Wśród ich właścicieli jest między innymi Paweł Poncyljusz, kandydat PiS do europarlamentu.
W kampanii prezydenckiej możemy nie zobaczyć wielu billboardów. Najlepsze miejsca są już pozajmowane
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
W kampanii prezydenckiej możemy nie zobaczyć wielu billboardów. Najlepsze miejsca są już pozajmowane


Koniec z dziką kampanią wyborczą na drogach. W ubiegły weekend służby miejskie zajęły 33 przyczepy z billboardami, które stały zaparkowane w pasie drogowym. Większość z reklam to billboardy kampanii do europarlamentu. Wśród ich właścicieli jest między innymi Paweł Poncyliusz, kandydat PiS do europarlamentu.

We wtorek, trzy dni przed ciszą wyborczą, kandydat PiS w eurowyborach Paweł Poncyljusz zaprotestował w Warszawie przeciwko usunięciu przez stołeczny Zarząd Dróg Miejskich jego reklam wyborczych.

- Mam takie poczucie, że jest to wykorzystywanie władz miasta do walki politycznej - mówi rozgoryczony poseł - ja wystąpię o zwrot tych mobili, ale najpewniej procedura ich oddania skończy się już po wyborach.

Jak zaznaczył, "wiele tablic kandydatów Platformy Obywatelskiej swobodnie wisi na latarniach w całym mieście i tutaj nie ma problemu". - Stąd mam takie poczucie, że jednak jest to wykorzystywanie władz miasta i urzędników miasta do typowej walki politycznej - powiedział kandydat PiS.



Według przytaczanych przez kandydata PiS analiz prawnych, przewiezienie przyczepek na parking, gdzie normalnie trafiają nielegalnie zaparkowane pojazdy, jest złamaniem prawa. - Z jednej strony jest to zabór mienia, z drugiej strony kwestia materiałów wyborczych, które na czas kampanii podlegają ochronie - mówił poseł PiS. Zapowiedział, że wystąpi o zwrot przyczepek, ale obawia się, że ze względu na długą procedurę zwrotu otrzyma je już po wyborach.

- Mobile zwrócimy, ale kara się należy, bo ustawianie reklam w pasie drogi bez naszej zgody to przestępstwo - tłumaczy Adam Sobieraj z Zarządu Dróg Miejskich - obliczymy powierzchnię reklamy, ile dni stała, a także koszt interwencji policji i taka suma wpłynie do kasy miasta.

Standardowo mandat to 5 tysięcy złotych, ale mało prawdopodobne by w tym przypadku na takiej sumie się skończyło. Billboardy stracił także Marek Jurek z Prawicy Rzeczypospolitej i Tadeusz Ross z Platformy Obywatelskiej. Wszyscy najpierw otrzymywali ostrzeżenia na piśmie.



- Zwykle najpierw sprawę załatwia się postępowaniem po prośbie - mówi Sobieraj - dopiero potem idzie w ruch straż miejska i policja.

Ale niestety na ostrzeżenia nikt nie zareagował. Niesmak pozostanie, szczególnie, ze karę za źle prowadzoną kampanię poniosą podatnicy, bo to z ich pieniędzy będą płacone mandaty

Przeczytaj także: jPoncyliusz: nielegalny kandydat PiS-u



Podziel się