Najlepszą stronę internetową o eurowyborach stworzył SLD. Nazwa się "Euroteam SLD". Oprócz bieżących wiadomości z kampanii można znaleźć klipy internetowe i życiorysy większości kandydatów.
PO i PiS zdecydowały się zrobić w swoich serwisach tylko oddzielne zakładki. Ta Platformy jest bardzo rozbudowana i niedaleko jej do poziomu serwisu SLD. Zakładka PiS-u jest dużo uboższa. Znajdują się na niej tylko kampanijne informacje.
Oddzielne witryny utworzyły też dwie mniejsze formacje: centrolewica i UPR. Porozumienie dla Przyszłości ma ciekawy serwis, ale bardzo źle dobrano jego kolory, przez co strona wygląda brzydko.
Większość kandydatów ma też swoje indywidualne strony internetowe. Jest to ich główna broń w walce o głosy internautów i ich wizytówka. Niestety większość jest do siebie bardzo podobna treścią i konstrukcją.
Na uwagę zasługuje strona kandydata SLD z Wielkopolski Łukasza Naczasa. Jego nazwisko stało się motywem przewodnim witryny. Wszędzie są bowiem zamieszczone wizerunki zegarów. Nagrał również żartobliwy klip wyborczy z "jedynką" SLD na Podkarpaciu - Martą Niewczas.
Walka wyborcza nie ominęła fenomenu ostatnich lat, czyli portali społecznościowych. Naszą-klasę do kampanii wyborczej wykorzystał Marek Kolasiński - drugi na liście PO na Kujawach. - To jedno z moich narzędzi kampanii - nie zaklejanie ulic swoimi wizerunkami, ale informacja i interakcja, rozmowa - tłumaczy "Gazecie Wyborczej". W okręgu o mandat walczy z bardzo popularnymi politykami: Ryszardem Czarneckim, Januszem Zemke i Tadeuszem Zwifką, przy czym on sam jest mało znany. Nasza-klasa pozwoli mu rozpropagować swoją osobę wśród potencjalnych wyborców. Ma już 4,5 tys. znajomych.
Na Naszej-klasie kampanię prowadzi również m.in. Joanna Senyszyn "dwójka" SLD w Małopolsce mająca 24 tys. znajomych oraz Bernard Margueritte "dwójka" PSL w Warszawie z prawie trzema tysiącami znajomych.
Rafał Trzaskowski (4 miejsce na liście PO w Warszawie) z portali społecznościowych wybrał Facebooka. Ma tam swój profil, na którym opisuje swoja aktywność oraz odpowiada na pytania wyborców i zwolenników. Zamieszczona ma również filmy ze swoimi występami w telewizji oraz zdjęcia.
Profile na serwisach społecznościowych są dużo lepszym rozwiązaniem niż strona internetowa. Można nie tylko zdobywać wyborców, ale również bezpośrednio z nimi dyskutować i przekonywać do głosowania na siebie. Kandydat staje się w ten sposób bliższy elektoratowi.
Kampania ruszyła też na You Tubie. SLD i UPR wykorzystują do tego specjalne interaktywne telewizje: TV SLD i UPRTV. W obu można obejrzeć kilkaset filmów związanych mniej lub bardziej z wyborami.
Kandydaci innych partii umieszczają indywidualne klipy. Np. Paweł Poncyljusz zrezygnował ze sztampowych spotów i postawił na konwencję dynamicznego teledysku z elektroniczną muzyką w tle. Reakcje internautów były bardzo pozytywne, co zaprezentowali w komentarzach pod spotami.
You Tube można też wykorzystać do kampanii negatywnej. Wiele w nim zamieszczono filmów krytykuje poszczególnych polityków i partie. UPR np. zaatakowała w ten sposób kandydatów PO: Mariana Krzaklewskiego i Jerzego Buzka, przypominając, że ich formacja w 2001 roku przegrała z kretesem wybory, a oni sami byli wtedy wrogo nastawieni do Platformy.
Czasami kampania w internecie może przynieść więcej szkody niż pożytku. Arkadiusz Mularczyk nagrał klip. Nie dość, że okazał się kiepski technicznie, to jeszcze Mularczyk zapowiedział w nim, że zamieści go "na Jo Tubie" i stał się obiektem drwin internautów. W spocie zaprezentował się dobrze, ale jego lapsus językowy zepsuł cały efekt.
Z kolei Michał Kamiński tuż przed wyborami radykalnie odświeżył swoją stronę internetową. Uwagę najbardziej jednak przyciągnął jego nie jego program czy życiorys, ale - zapewne poprawiony komputerowo - wizerunek jego twarzy na stronie głównej. Wyszedł przez to bardzo nienaturalnie.
Ubocznym efektem kampanii jest spam. Zwolennicy kandydatów często spamują fora internetowe informacjami o nich lub linkami. Ma to zwiększyć popularność kandydatów, ale często przynosi skutek zupełnie odwrotny. Taka sytuacja miała miejsce ostatnio w przypadku Pawła Poncyljusza.