Wybory tuż tuż, a komisje niekompletne

Karolina Olszewska, TOK FM
12.05.2009 , aktualizacja: 12.05.2009 17:44
A A A Drukuj
Mogą być kłopoty z liczeniem głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego. A wszystko przez brak chętnych do pracy w komisjach wyborczych. Termin zgłaszania kandydatów upłynął 8 maja, a tylko w Warszawie wciąż brakuje aż o 600 osób.
Obwodowa komisja wyborcza w komisji nr 333 przy Simiradzkiego w Warszawie, wybory parlamentarne 2007. To tu głosował prezes PiS z matką
Fot. Wojciech Surdziel /AG
Obwodowa komisja wyborcza w komisji nr 333 przy Simiradzkiego w Warszawie, wybory parlamentarne 2007. To tu głosował prezes PiS z matką
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Wybory już za niecały miesiąc. Najświeższe informacje z kampanii, wyniki sondaży, spoty w serwisie Eurowybory 2009.

Właściwie pewne kwestie powinny być powoli zapinane na ostatni guzik, w tym na przykład składy obwodowych komisji wyborczych. Niestety, jest z tym duży problem. Pełnomocnicy komitetów wyborczych zgłosili bowiem za mało kandydatów i stąd wciąż nie ma wystarczającej liczby członków komisji.

- W tej chwili tylko w Warszawie brakuje 600 osób - mówi Łukasz Pardyka, zastępca Urzędnika Wyborczego w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy. - Najgorzej sytuacja wygląda na Mokotowie, gdzie mamy o ponad dwieście osób za mało.

Na razie urzędnicy jedynie apelują do obywateli i zachęcają ich do pracy w komisjach. - To naprawdę prestiżowa funkcja. Obywatel staje się funkcjonariuszem publicznym, a za pracę wypłacane są nieopodatkowane diety - podkreśla Pardyka. Członek komisji zarabia 135 zł za dzień pracy, jej wiceprzewodniczący komisji - 150, a przewodniczący - 165 zł. Praca trwa od szóstej rano do nocy, kiedy po zamknięciu lokali komisje liczą głosy.

- Być może dla warszawiaków to zbyt małe stawki, a być może praca wydaje się za ciężka. Nie wiem dlaczego brakuje chętnych - mówi Pardyka.

Dwa lata temu, podczas ostatnich wyborów parlamentarnych, stołeczni urzędnicy także walczyli z niedoborem kandydatów do pracy w komisjach. Wtedy tę walkę wygrali.

Przepisy są jednoznaczne

Komisje obwodowe w wyborach do Parlamentu Europejskiego mają liczyć od siedmiu do jedenastu osób. - Minimalnie musi to być sześciu członków i przewodniczący - tłumaczy Lech Gajzler z Krajowego Biura Wyborczego - Jeśli nie ma chętnych, nie da się obejść przepisów. A wówczas obowiązek powoływania składu komisji spada na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

TOK FM: - Co jeżeli chętnych nie uda się znaleźć?

- Zgodnie z najczarniejszym scenariuszem, jeżeli do 15 maja nie będziemy mieli odpowiedniej liczby kandydatów , wówczas będziemy musieli wylosować osoby z rejestru wyborców i prosić je, by przyjęły tę zaszczytną funkcję - mówi Łukasz Pardyka - Praca w komisji jest jednak dobrowolna i nie można nikogo do niej zmuszać, możemy więc tylko prosić - dodaje.

Urzędnicy liczą jednak, że do takiej sytuacji nie dojdzie. - Do tej pory zawsze udawało się powoływać obwodowe komisje wyborcze - mówi Lech Gajzler. - Nie ma możliwości zmniejszenia ich liczby czy składu. Po prostu muszą one zostać powołane w wyznaczonych obwodach.

W Warszawie utworzono 840 obwodów do głosowania.

Podziel się