Według przedstawicieli grupy G77, która skupia kraje rozwijające się, taki projekt satysfakcjonuje wyłącznie bogate państwa, a uderza w biedne. Dokument w ostrych słowach potępił szef delegacji Sudanu Lumumba Stanislas Di-Aping. To właśnie Sudan przewodniczy teraz grupie G77. - To jest bardzo poważna i bardzo niebezpieczna rezolucja. To pogwałcenie zasad, które zagraża sukcesowi negocjacji w Kopenhadze - stwierdził.
Zmusić, podzielić, osłabić... Brytyjski "Guardian", który opublikował całość dokumentu autorstwa organizatorów konferencji (dokument znany jest jako "danish text" [duński tekst]), analizując jego główne założenia, wymienia jako cele:
- zmusić państwa rozwijające się do wyrażenia zgody na konkretne obniżki emisji i inne posunięcia, których nie przewidziano w pierwotnym porozumieniu ONZ;
- jeszcze głębiej podzielić ubogie państwa poprzez stworzenie nowej kategorii "najbardziej narażonych" państw rozwijających się;
- osłabić rolę ONZ w zarządzaniu finansami dotyczącymi klimatu;
- wprowadzić do 2050 r. limit emisji wynoszący 1,44 ton dwutlenku węgla na osobę w przypadku biednych państw i 2,67 ton w przypadku państw bogatych.
"Podwójne standardy" Państwa rozwijające się interpretują tekst jako wprowadzenie nierównych limitów na emisje dwutlenku węgla na głowę mieszkańca w państwach rozwiniętych i rozwijających się do 2050 r. Państwa bogate mogłyby wedle tej propozycji emitować niemal dwukrotnie więcej tego gazu.
- To się robi w tajemnicy. Ewidentnie intencja jest taka, by Barack Obama i przywódcy innych bogatych państw przepchnęli to, kiedy przyjadą w przyszłym tygodniu. To praktycznie koniec ONZ-owskiego procesu w tej dziedzinie - powiedział jeden z dyplomatów, który zastrzegł swoja anonimowość.
Projekt skrytykowały także organizacje ekologiczne, których przedstawiciele przyjechali na szczyt w Kopenhadze.
"Dokumentu nigdy nie było" Zarówno organizatorzy konferencji jak i przedstawiciele Unii zaprzeczają, by istniał tekst, który byłby propozycją porozumienia. Szef negocjatorów Komisji Europejskiej Artur Runge-Metzger powiedział, że tekstu, który wyciekł do mediów, nie należy brać pod uwagę. - On nie ma znaczenia, to tylko kawałek papieru. Jedyny tekst, który ma tu znaczenie, to ten, który jest teraz negocjowany - dodał.
Ostateczne porozumienie ma być zawarte 18 grudnia, w ostatnim dniu szczytu przez ponad stu szefów państw, którzy będą wtedy w Kopenhadze. Wśród nich mają się znaleźć m.in. Barack Obama, Gordon Brown a także polski premier Donald Tusk.
Greenpeace apeluje. Chcesz powstrzymać zmiany klimatu? Podpisz się