Wszystkie afery Piskorskiego. Próbował wrócić w wielkim stylu, opisując "prawdę" o początkach polskiej polityki. Wyszło jak zwykle

28.04.2014 17:00
Paweł Piskorski obecnie i z czasów prezydentury w Warszawie

Paweł Piskorski obecnie i z czasów prezydentury w Warszawie (Fot. Agencja Gazeta)

Znany jest jako najlepiej prześwietlony polityk w Polsce. Albo polityk z największym szczęściem w ruletkę. Ewentualnie polityk z najlepszym okiem do antyków. Kiedyś współtwórca KLD i PO, najbliższy współpracownik Tuska, prezydent Warszawy. Dziś - na skutek szeregu afer i postępowań prokuratorskich - szef marginalnego Stronnictwa Demokratycznego. Paweł Piskorski się jednak nie zniechęca. Chce wrócić.
Paweł Piskorski to wyjątkowo barwna postać w polskiej polityce, którego ścieżkę kariery upstrzyło kilka równie barwnych afer. Prokuratura część z nich umorzyła, jedna się przedawniła, jedna jest ciągle w toku. W sumie o polityku zgromadzono 86 tomów akt, w których można przeczytać niemal wszystko o nim samym i każdej złotówce składającej się na jego wart miliony złotych majątek.

A zapowiadało się całkiem nieźle. Piskorski wcześnie rozpoczął działalność opozycyjną, działał w podziemnym Niezależnym Zrzeszeniu Studentów, by potem - gdy NZS zalegalizowano - zostać jego przewodniczącym. Na początku lat 90. zaangażował się w tworzenie struktur terytorialnych Kongresu Liberalno-Demokratycznego, gdzie szybko powierzono mu funkcje sekretarza generalnego i wiceprzewodniczącego. W kolejnych latach trzy razy wybierano go na posła do Sejmu, w którym był bardzo aktywny. Z KLD przeszedł do Unii Wolności, z UW do nowo tworzącej się Platformy Obywatelskiej.

Prezydentura stolicy: początek końca?

Zanim jednak powstała PO, w wieku zaledwie 31 lat Piskorski został wybrany na prezydenta Warszawy. To od tego momentu dla polityka zaczęły się kłopoty. Nad jego tak dobrze zapowiadającą się karierą zawisły ciemne chmury w postaci zarzutów o stworzenie kolesiowskiego układu, w ramach którego samorządowa elita stołecznej Unii Wolności do woli korzystała z przywilejów władzy. Piskorskiemu zarzucano traktowanie miasta jak prywatnego folwarku - media pisały o załatwianych po znajomości posadach, lokalach i lukratywnych kontraktach. A potem przyszła afera mostowa.

Sprawa dotyczyła niejasności wokół budowy dwóch mostów w Warszawie - Świętokrzyskiego i Siekierkowskiego. Ceny inwestycji miały być sztucznie zawyżone, a przetargi na budowę ustawione tak, aby wygrała je firma, której szefem był mąż ówczesnej radnej UW.

Potem miały wyjść na jaw jeszcze inne afery i przykłady niegospodarności Piskorskiego z czasów, gdy był prezydentem. Ale nie tylko.

Wygrana w kasynie 138 razy z rzędu

W 2005 r. "Dziennik" napisał o zakupie przez polityka i jego żonę ponad 320 hektarów ziemi pod zalesienie za 1,25 mln zł. Kwota, według gazety, miała przewyższać wartość środków zadeklarowanych przez ówczesnego europosła w oświadczeniu majątkowym za ten rok.

Piskorski tłumaczył, że pieniądze te pochodziły ze sprzedaży mieszkań, kredytu, oszczędności oraz dochodów bieżących jego i żony. Oświadczenia majątkowego nie zakwestionowały żadne organy państwowe, ale zarząd krajowy PO i tak wykluczył polityka z partii, oficjalnie argumentując, że publikacje na jego temat szkodzą wizerunkowi Platformy. Nieoficjalnie mówiło się jednak, że Tusk miał dość starć z Piskorskim, którego postrzegał jako zagrożenie.

Postępowania ws. niegospodarności Piskorskiego z czasów prezydentury w końcu w 2008 r. umorzono z powodu braku dowodów. Dużo więcej działo się jednak - i nadal się dzieje - w sprawie wielkiego majątku polityka, który trafił pod lupę prokuratury. Były prezydent ze swoich milionów tłumaczył się tak: pół miliona wygrał w gdyńskim kasynie, sporo zarobił na giełdzie, a blisko milion dostał za kolekcję antyków, które kupował na warszawskich i paryskich bazarach. No i się zaczęło.

Wpierw zakwestionowano autentyczność zaświadczenia z kasyna o wygranej - szef kasyna stwierdził, że Piskorski musiałby wygrał aż 138 razy z rzędu, aby zdobyć pół miliona złotych. Sprawy jednak nigdy nie wyjaśniono, bo... się przedawniła.

Kto podpisał się za antykwariusza?

W międzyczasie prokuratura dobrała się do antyków, które polityk miał sprzedać za milion złotych. Wśród dzieł, jak pisała "Gazeta Wyborcza", znalazły się m.in. karafki, sztućce, judaica, figurki świętych, biała broń. A także pasy słuckie, zegary, grafiki, szkice, papierośnice oraz obrazy, w tym "niewartościowe" Kossaki i portret dziewczynki Olgi Boznańskiej. Wszystkiego "nie mniej" niż 200 sztuk. Według śledczych były prezydent Warszawy miał posługiwać się sfałszowanym dokumentem - umową, którą w 1997 r. miał zawrzeć z antykwariuszem, a potem w 2001 r. przedstawić w urzędzie skarbowym.

W sprawie, donosiła "GW", jest dużo wątpliwości - po pierwsze, według ustaleń prokuratury antykwariat w momencie zakupu kolekcji Piskorskiego już nie działał, więc teoretycznie nic kupować nie mógł. Po drugie, według śledczych podpis na umowie nie należy do antykwariusza, a biegli grafologowie nie wykluczyli, że mógł on zostać podrobiony przez samego polityka. Do potwierdzenia - lub wykluczenia - tej tezy potrzebnych było 50 próbek podpisów Piskorskiego. Ten jednak odmówił. Sprawa jest w toku.

W toku jest także sprawa tzw. układu warszawskiego. Na ławie oskarżonych zasiada pięcioro urzędników. Zarzuty dotyczą przestępstw korupcyjnych, przede wszystkim z drugiej połowy lat 90., m.in. przyjęcia 500 tys. dolarów łapówki od austriackiej spółki Warimpex. Nieżyjący już b. radny Bogdan Tyszkiewicz mówił prokuratorowi, że 200 tys. z tej kwoty poszło do Piskorskiego. Byłemu prezydentowi Warszawy - który przez śledczych uznany został za patrona tego układu - żadnych zarzutów nie postawiono. Ostatnio przesłuchano go w sądzie, w którym zaprzeczył przyjęciu łapówki i temu, że cokolwiek wiedział o całej sprawie.

Z salonów do politycznego zaścianka

Piskorski zawsze mawiał, że wszystkie zarzuty i sprawy w prokuraturze to wynik nagonki na niego. Polityk miał paść ofiarą ataków ze strony zarówno walczącego z "układem" PiS, jak i Platformy z szukającym na dawnym współpracowniku zemsty Donaldem Tuskiem na czele. Po tym, jak Piskorskiego wyrzucono z PO, został on przewodniczącym marginalnego Stronnictwa Demokratycznego. W 2009 r. bezskutecznie ubiegał się reelekcję do Parlamentu Europejskiego.

Ostatnie lata Piskorskiego w polskim życiu publicznym to polityczny zaścianek. Niegdysiejszy polityk z kategorii waga ciężka spadł do kategorii drugoligowego komentatora bieżących wydarzeń. No i autora - jak potwierdzi wielu dziennikarzy politycznych - anonimowych "wrzutek" medialnych na Platformę i Tuska.

Polityk się jednak nie poddaje. Dziś ponownie kandyduje do Parlamentu Europejskiego z list koalicji Europa Plus Twój Ruch.

"Szalony okres" w życiu Piskorskiego

Na miesiąc przed wyborami postanawia o sobie przypomnieć, wydając z Michałem Majewskim z "Wprost" wywiad-rzekę "Między nami liberałami" o tym, jak wykuwały się polskie partie polityczne w latach 90. "Wprost" w sensacyjnym artykule z wyjątkami publikacji ogłosił, że Kongres Liberalno-Demokratyczny finansowany był m.in. z pieniędzy niemieckiej CDU. Media natychmiast temat podchwyciły, a konkurenci Tuska rzucili się przed kamery apelować do prokuratury o wszczęcie w sprawie śledztwa. Tymczasem afera okazała się w dużej mierze dęta. Finansowanie KLD odbywało się legalnie, bo w latach 90. obowiązywały dużo luźniejsze przepisy ws. wspierania partii politycznych.

Finansowanie legalne czy nie, najbliżsi współpracownicy premiera i tak postawieni zostali w niekomfortowej sytuacji, w której muszą się mocno tłumaczyć. No i istnieje ryzyko, że do Tuska przylgnie łatka polityka, za którym stoją niemieckie pieniądze. Piskorski może twierdzić, że książka nie miała na celu pogrążenia kogokolwiek - a już na pewno nie jego dawnego szefa - ale nie można było nie przewidzieć, że teza o przyjmowaniu przez środowisko premiera walizek z niemieckimi pieniędzmi nie wzbudzi powszechnego oburzenia.

Wywiad-rzeka to dla Piskorskiego też okazja do przedstawienia siebie przed wyborami w jak najlepszym świetle. On i inni założyciele Kongresu byli - jak pisze - prawdziwymi idealistami: "(Z)miany lat 90. powodowały zmiany i u nas. Także i mnie zmieniały. KLD lansowało tezę, że polityk powinien być finansowo niezależny od polityki. Że jest bardzo dobrze, gdy jako biznesmen i człowiek zamożny angażujesz się w politykę, bo nie jesteś uzależniony od funkcji czy posady. (...). Taki był wtedy nasz etos".

Co ciekawe, w odpowiedzi na kolejne pytanie pryncypialność bohaterów publikacji schodzi już na drugi plan: "To był szalony okres w życiu każdego z nas. Ja wtedy zacząłem grać na giełdzie, grałem w kasynach, handlowałem antykami i różnymi zabytkowymi przedmiotami. To było szalone z dzisiejszego punktu widzenia, ale trudno dopatrzyć się w tym czegoś złego. Wtedy zresztą było naturalne, że się gra na giełdzie, że się czymś handluje. Ale też i pójście do kasyna nie było czymś, co by budziło jakieś obyczajowe napięcie. Byliśmy młodzi. Chcieliśmy iść do przodu".



Co jest poniżej inteligencji Jarosława Kuźniara

Afera z finansowaniem KLD przez CDU, dęta czy nie - Piskorski znów może wygrzewać się w blasku reflektorów. Wszystko - jak przekonuje - w szczytnej sprawie, bo publikacja "Między nami liberałami" służyć ma przede wszystkim za źródło historyczne na temat okresu transformacji. Polityk zaatakował nawet Jarosława Kuźniara, który na antenie TVN24 postawił oczywistą tezę, że książka to element kampanii wyborczej. - To jest poniżej pańskiej inteligencji - tak bez ogródek ocenił tę sugestię Piskorski.

Faktom zaprzeczyć jednak się nie da. Timing publikacji nie mógł być lepszy, aby przypomnieć o polityku drugiego garnituru w momencie, gdy ten walczy o mandat w europarlamencie. I założenie, że wydanie potencjalnie mocno kontrowersyjnej książki w szczycie kampanii wyborczej strategicznie nie ma mieć żadnego znaczenia dla kandydatury autora owej publikacji, wydaje się być z kolei "poniżej inteligencji" takiego wyjadacza jak Piskorski.

Były prezydent stolicy brnie jednak dalej, utrzymując, że "Między nami liberałami" służyć ma celom wyłącznie dydaktycznym, a moment publikacji książki w najgorętszym momencie kampanii to czysty przypadek. Pozostaje zawsze aktualne pytanie, czy "ciemny lud to kupi". Odpowiedź już 25 maja.

Zobacz także
Komentarze (23)
Wszystkie afery Piskorskiego. Próbował wrócić w wielkim stylu, opisując "prawdę" o początkach polskiej polityki. Wyszło jak zwykle
Zaloguj się
  • mila2712

    Oceniono 23 razy 21

    "Zemsta na kolegach? Promocja przed wyborami? Polityk z pełną powagą twierdzi, że ani jedno, ani drugie"

    No więc co ..... bezinteresowna troska o Polskę ?
    To by było wręcz nieprawdopodobne....

  • tp70

    Oceniono 19 razy 17

    Mam pytanie retoryczne :
    Dlaczego na polskiej scenie politycznej możliwe jest egzystowanie takich niegodziwców i łachudrów jak Piskorski ???
    Czy nie ma WARTOŚCIOWYCH ludzi w naszym narodzie ???
    Będą kolejne wybory. Czy nie POWINNIŚMY dokonać wyboru ludzi, którzy na prawdę zasługują na to, dla dobra Polski ?

  • staryman

    Oceniono 18 razy 16

    „Paweł Piskorski się jednak nie zniechęca. Chce wrócić. Startuje do PE...”

    P. Piskorski może tylko żałować, że nie urodził się w ZSRR. Tam to dopiero w jelcynowskiej Rosji albo na Ukrainie mógłby szeroko rozwinąć skrzydła! A tu w Polsce mizeria – jakieś parę milioników udało się „ukręcić”, teraz do PE „za chlebem”... Ech, w Polsce przedsiębiorczym ludziom to naprawdę ciężko!

  • cillian1

    Oceniono 15 razy 13

    nie podoba mi się ta zagrywka.
    Z jednego powodu:

    W polityce - najpier dowody - do mediów!
    Potem atak.

    nie odwrotnie!
    I Dlatego debil Palikot ma u mnie minusa!
    znów nie ma na kogo głosować, bo wiem jak się skończy rządzenie Palikota!
    Zupełnie tak samo, jak jego poprzedników!

    kraść, r..chać Polaków na podatkach/opłatach.
    I udawać świętego!

  • jogurt.bartex

    Oceniono 12 razy 12

    Piskorski, to typowy zakłamany, skorumpowany łajdak, na miarę Rydzyka, Kaczyńskiego, czy Kurskiego....Można by długo wymieniać..!
    Nie przedstawił żadnego, najmniejszego dowodu , bo po prostu takowych nie ma !

  • fakiba

    Oceniono 16 razy 12

    A kto jego rewelacje traktuje poważnie , oprócz Ziobry , Palikota i Gowina nikt , a i oni robią to tylko z powodu kampanii

  • fedorczyk4

    Oceniono 16 razy 12

    Oblesny spasluch ktory brzydko sie chwyta!

  • grastep02

    Oceniono 10 razy 10

    Czy - władne instytucje - nie są w prawie,aby POWRÓCIĆ DO WYJAŚNIENIA zdobycia przez p. Piskorskiego ogromnych pieniędzy? DLACZEGO TEJ MĘTNEJ SPRAWIE TAK SZYBKO POŁOŻONO KRES? Ciąg wygrywania w kasynie,podpisy "NOTARIUSZA" itd- to wszystko paskudnie CUCHNIE! Kto i dlaczego tej sprawie UKRĘCIŁ ŁEB?

  • cillian1

    Oceniono 10 razy 8

    a tak na marginesie, jeśli powstanie jakaś komisja, jeśli będzie jakaś sprawa w sądzie!

    Czy te ()*&)*(&(*, będzie oskarżony o ukrywanie dowodów o przestępstwie?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje