Lipiec 2007 r. Niedziela. Późne popołudnie. Gorzowską trasą średnicową na swoim motocyklu pędzi Rafał. Z dużą prędkością wjeżdża na rondo na ul. Wyszyńskiego. Nie zauważa osobowego fiata. Uderza w niego z wielkim impetem. 27-latek ginie na miejscu. Żegnają go rodzina, najbliżsi, przyjaciele i koledzy z Extreme Squad - klubu motoryzacyjnego, którego był członkiem. Kilka dni później przyjaciele, w miejscu tragedii stawiają krzyż, a na nim kładą kask motocyklowy. Aby uczcić pamięć zmarłego kumpla. Dziś nie chcą o tym rozmawiać. Kolega, który wpadł na pomysł upamiętnienia Rafała wyjechał za chlebem na zachód Europy.
"Pomnik" w miejscu tragedii to nie jest wyjątek. W samym Gorzowie jest kilkanaście takich miejsc. Rodziny zmarłych i bliscy często czczą pamięć swoich tragicznie zmarłych, stawiając w miejscu wypadku np. krzyże. Tak jest w całym kraju. Tylko w 2010 roku na drogach w Polsce doszło do blisko 39 tys. wypadków, w których zginęło prawie 4 tys. osób.
Gorzowski radny Jerzy Wierchowicz chce przerwać "rytuał" stawiania krzyży przy drogach w mieście. Napisał interpelację do prezydenta Tadeusza Jędrzejczaka w sprawie umieszczania symboli religijnych przy drogach. Chce, aby krzyże, znicze i inne przedmioty mające upamiętniać tragicznie zmarłych, zniknęły z poboczy. Swoje stanowisko uzasadnia tym, że rozpraszają one kierowców i mogą doprowadzić do tragedii.
- Pobocza i drogi nie są miejscami do stawiania krzyży i zniczy. Dla mnie - jako wierzącego - jest to profanacja. Chodniki i pobocza nie są miejscami godnymi dla krzyża. Jest to nieposzanowanie symbolu religijnego. Miejscami czczenia zmarłych jest
kościół i cmentarz - sugeruje radny Nadziei Dla Gorzowa (klub powstał z radnych startujących z komitetu wyborczego Jędrzejczaka).
Radnego popiera Andrzej Szyjkowski, były kierowca rajdowy z Gorzowa. - Stawianie krzyży przy drodze to zachowanie antychrześcijańskie i antyreligijne. Od czczenia pamięci zmarłego nie są pobocza, na które sikają psy i koty! Jesteśmy pod tym względem zaściankiem. W innych krajach czegoś takiego nie ma - podkreśla Szyjkowski. I dodaje: - Pamiętam sytuację, kiedy do Polski przyjechał mój kolega, dziennikarz motoryzacyjny z Wielkiej Brytanii. Zapytany na konferencji prasowej o pierwsze wrażenia z Polski, odpowiedział : "Nie wiedziałem, że u was kierowców chowa się przy drogach".
Artur Chorąży z biura prasowego lubuskiej policji twierdzi, że fakt, czy krzyż rozprasza kierowcę czy nie, zależy od indywidualnych predyspozycji każdego człowieka.
Przepisy stanowią: krzyże nie mogą znajdować się 0,7 metra od jezdni. Jeżeli znajdują się poza tym zasięgiem, stoją na czyjejś działce. Właściciel, na którego działce ktoś postawi krzyż, może go usunąć lub zgłosić sprawę policji. - Nie przypominam sobie, żebyśmy kiedykolwiek mieli takie zgłoszenie - mówi aspirant Artur Chorąży.
Andrzej Grzegorczyk z Instytutu Transportu Samochodowego zgadza się z tym, że przydrożne krzyże rozpraszają uwagę kierowców i stwarzają zagrożenie na drodze. - Tak samo jak reklamy, billboardy i inne "wynalazki" przy ulicach. Nie powinno się jednak usuwać krzyży. To godzi w politykę społeczną. Rodziny tych zmarłych mogą czuć się pokrzywdzone - mówi.
Tomek, motocyklista z Gorzowa: - Gdy słyszę taką dyskusję, mam mieszane uczucia. Te symbole mogą rozpraszać kierowców, ale na mnie działają jednoznacznie: odpuszczam gaz. Taki znak, znicz, krzyż, to ostrzeżenie i znak zapytania. Jeśli stoi przy drodze jakiś symbol, to znaczy, że ktoś tu popełnił błąd.
Natalia Urbanowicz, motocyklistka z Poznania: - Od lat ludzie czczą w ten sposób śmierć swoich bliskich i zachowują o nich pamięć. Od lat też nikomu to nie przeszkadzało, więc nie rozumiem, dlaczego miałoby się to teraz zmienić. Więcej szacunku dla zmarłych i ich rodzin, tym bardziej przed świętem, które nas czeka.
Ksiądz Andrzej Sapieha, rzecznik prasowy kurii diecezji zielonogórsko-gorzowskiej widzi sprawę inaczej. Dla niego to wszechobecna walka z... krzyżem.
- Pewnym osobom chrześcijańska symbolika zaczęła ostatnio bardzo przeszkadzać. Chcą usunąć krzyż z Sejmu, a jeśli to się powiedzie, to w dalszej kolejności zapowiadają usuwanie tego znaku z innych instytucji i miejsc publicznych. Jak widać w naszym lokalnym środowisku znajdują gorliwych naśladowców. Odnoszę bowiem wrażenie, że wyrażona przez pana Jerzego Wierchowicza troska o przestrzeganie obowiązujących przepisów i o bezpieczeństwo kierowców stanowi jedynie zręczny kamuflaż. W istocie chodzi mu po prostu o usuwanie chrześcijańskich symboli z przestrzeni publicznej. Swoją drogą szkoda, że swojego zamiaru nie artykułuje otwarcie. Szkoda również, że nie dostrzega znaczenia symbolu, z którym podejmuje walkę. Przecież umieszczenie krzyża to nie tylko forma wyznania wiary, ale także uznanie fundamentalnej roli chrześcijaństwa dla naszej kultury. Wiary chrześcijańskiej można nie podzielać, ale wyrugowanie z przestrzeni publicznej chrześcijańskiej symboliki, to po prostu wyparcie się własnej historii - napisał Sapieha w liście do "Gazety".
Ostateczną decyzję w sprawie usunięcia krzyży z poboczy gorzowskich ulic podejmie prezydent Tadeusz Jędrzejczak. Nie wiadomo, kiedy ona zapadnie.