Prokuratura na tropie kaczki internetowej

Znajomy doniósł na emeryta z Elbląga, który przesłał mu e-mailem obrazek kaczki z napisem: "A teraz kochani wyborcy... pocałujcie nas w kupry!". Policja przeszukała mieszkanie emeryta
Internet to pasja pana Aleksandra, 50-letniego rencisty. Przed komputerem spędza kilka godzin dziennie, korespondując za pomocą e-maila z ludźmi z całej Polski. Nie ukrywa, że prezydent Lech Kaczyński i jego brat Jarosław nie są jego ulubieńcami. To dlatego uznał, że doskonałym żartem będzie przesyłanie znajomym wyłowionych w internecie karykatur obydwu polityków: obrazków z kaczorami-aniołkami albo kaczki z napisem "A teraz kochani wyborcy... pocałujcie nas w kupry!".

Jego e-maile trafiły m.in. do mieszkającego we Wrocławiu Krzysztofa Dymkowskiego. Ten poczuł się urażony poczuciem humoru elblążanina.

- Ostrzegałem Aleksandra, że nie powinien tych rysunków rozsyłać, tylko zgłosić się z nimi do prokuratury - mówi Dymkowski. - Są granice żartu, których nie można przekraczać. Chodzi o głowę państwa. Czuję się Polakiem i dlatego zawiadomiłem policję.

Policja i prokuratura zadziałały błyskawicznie. Emeryta wezwały na przesłuchanie, przeszukano też jego mieszkanie.

- Dla nas najważniejsze jest prawo i musimy do całej sprawy podchodzić bardzo poważnie. Stąd śledztwo - tłumaczy Jolanta Rudzińska z elbląskiej prokuratury.

Prokuratura nie zakończyła jeszcze pierwszego postępowania, a Krzysztof Dymkowski złożył już kolejne doniesienie na znajomego.

- On z pierwszej sprawy sobie nic nie robi - mówi oburzony. - Zadzwonił do mnie i dalej szydził z prezydenta. Nagrałem tę rozmowę i przekazałem ją już policji. Będą też następne doniesienia.

Dlaczego? Dymkowski twierdzi, że internauci dowiedzieli się od pana Aleksandra o donosie i zaczęli przesyłać mu pogróżki. - Wszystkie te groźby zbieram i hurtem przekażę policji - ostrzega mężczyzna.

Elbląska prokuratura jeszcze nie wie, co zrobi z panem Aleksandrem. - Czy postawimy mu zarzuty, rozstrzygnie się w piątek - mówi prokurator Rudzińska.

Profesor Marian Filar z Katedry Prawa Karnego UMK w Toruniu: - Prokuratura musi zbadać, czy ta satyra zawiera treści obraźliwe, np. wyzwiska, lub przedstawia osoby w sposób zohydzający. Wtedy dopiero można mówić o znieważeniu. Będzie też musiała udowodnić, że człowiek, który te rysunki rozpowszechniał, miał zamiar znieważyć. Na pierwszy rzut oka wydaje mi się, że z tego nie da się ukręcić aktu oskarżenia. Ale prokuratura jest w trudnej sytuacji, bo zależy od władzy, a władza niekoniecznie ma poczucie humoru.

Sam winowajca twierdzi, że w prokuraturze już usłyszał, że za obrazę głowy państwa może trafić do więzienia nawet na trzy lata. Na razie się nie przejmuje.

ŹRÓDŁO:


Czy autor żartów o Kaczyńskich powinien zostać ukarany?
Skomentuj:
Prokuratura na tropie kaczki internetowej
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje