Strzelnica przy boisku. Pociski mogły wylatywać?

12.09.2012 09:00
W Kępie Wały nie było profesjonalnej strzelnicy takiej jak ta na zdjęciu.

W Kępie Wały nie było profesjonalnej strzelnicy takiej jak ta na zdjęciu. (Fot. Piotr Ulanowski / AG)

Pociski ze strzelnicy sąsiadującej z boiskiem Hutnika mogły wylatywać poza jej teren - wynika z opinii biegłego dla prokuratury. Śledczych zaalarmowali rodzice trenujących tam dzieci.
Chodzi o kłopotliwe sąsiedztwo strzelnicy Związkowego Klubu Strzeleckiego i ośrodka Hutnik należącego do Warszawskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Rozdziela je wysoki na kilka metrów betonowy mur zwany fachowo kulochwytem. Strzelnica ma jeszcze inne zabezpieczenia - to tzw. przesłony, czyli betonowe bariery, które wiszą między stanowiskami strzeleckimi a tarczą.

Jednak rodzice młodych zawodników trenujących na Hutniku twierdzą, że niektóre pociski przelatują na teren znajdujący się przy szatniach Hutnika. Z ich relacji wynika, że dzieciom zdarzało się iść tam na czworakach, bo był "regularny ostrzał". - Tu dzieją się sceny jak w Powstaniu Warszawskim. Szkoda, że nie nagraliśmy kamerą, jak podkulone dzieci przebiegały z szatni na boisko - mówiła dziennikarzowi "Gazety Stołecznej" pani Monika, mama 13-latka, który gra na Hutniku w piłkę.



Rodzice zawiadomili prokuraturę, a ta zdecydowała się wysłać na Marymoncką biegłego balistyka, czyli eksperta od broni i toru lotów pocisków.

Do akt sprawy wpłynęła właśnie jego opinia. - Biegły uznał, że istnieje możliwość, by w trakcie niecelnych strzałów pociski opuszczały teren strzelnicy - mówi prok. Katarzyna Szyfer, szefowa żoliborskiej prokuratury.

Ta część strzelnicy, do której zastrzeżenia miał biegły, została na razie zamknięta. Ale sprawa nie została definitywnie rozstrzygnięta. Prokuratura chce jeszcze przesłuchać balistyka. Dochodzenie zostało przedłużone do początku października.

Rodzice jako dowód dostarczyli śledczym garść pocisków, które znaleźli na terenie Hutnika.



Wśród zgniecionych kul znalazły się też jednak łuski. O ile pociski wystrzelone np. w górę mogłyby dolecieć pod szatnie klubu, o tyle łuski zawsze zostają w pobliżu strzelca. Dlatego Michał Maryniak, prezes klubu strzeleckiego, podejrzewa, że ktoś mógł zebrać pociski wraz z łuskami z terenu strzelnicy i podrzucić je na teren Hutnika.

Zobacz także
Komentarze (5)
Zaloguj się
  • dudibudi

    0

    Najgorsze są te mamuśki......zatroskane.

  • stan-1

    Oceniono 2 razy 2

    Opinia "biegłych rodziców" jest taka; łuski przelatują po strzale na boisko.

    Pytanie;
    czy takie sąsiedztwa są pożądane?

  • kczyna

    Oceniono 3 razy 3

    To są rykoszety.A łuski przerzucił wiatr.

  • alik-w-plomieniach

    Oceniono 7 razy 5

    Nazbierać pocisków i łusek na strzelnicy to rzecz banalnie prosta. Wystarczy scyzoryk albo kombinerki. Ale jak głąby nie wiedzą, co zbierają, to się potem potykają, bo - jak wiemy - kłamstwo ma kacze nogi.

  • sokolasty

    Oceniono 6 razy 6

    "Jednak rodzice młodych zawodników trenujących na Hutniku twierdzą, że niektóre pociski przelatują na teren znajdujący się przy szatniach Hutnika. Z ich relacji wynika, że dzieciom zdarzało się iść tam na czworakach, bo był "regularny ostrzał". - Tu dzieją się sceny jak w Powstaniu Warszawskim. Szkoda, że nie nagraliśmy kamerą, jak podkulone dzieci przebiegały z szatni na boisko - mówiła dziennikarzowi "Gazety Stołecznej" pani Monika, mama 13-latka, który gra na Hutniku w piłkę."

    Wydaje mi się, że rodzice co najmniej przejaskrawiają z tym powstaniem warszawskim. I faktycznie, szkoda, że nagrania nie ma, może nie było co kręcić?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje