Znaleźli zwłoki w podziemiach Szpitala Bródnowskiego

24.07.2012 15:00
Chory przywieziony karetką do szpitala

Chory przywieziony karetką do szpitala (Fot. ALEKSANDER PRUGAR)

Zwłoki 67-letniego pacjenta znaleźli wczoraj w podziemiach Szpitala Bródnowskiego hydraulicy. Na początku czerwca mężczyzna zaginął. Personel placówki był przekonany, że samowolnie opuścił szpital.
- Zaglądamy tam dosłownie 3-4 razy w roku, zazwyczaj w sytuacjach awaryjnych - tak Piotr Gołaszewski, rzecznik Szpitala Bródnowskiego, opisuje miejsce, w którym znaleziono mężczyznę. - To jest podpiwniczenie na obrzeżu budynku szpitalnego, kondygnacja wyłącznie techniczna. Można tam wejść i z wewnątrz, i z zewnątrz, ale tylko na kolanach, dostęp tam jest bardzo trudny. Sam nigdy tam nie byłem.

67-letni mężczyzna był pacjentem szpitala. Z nieoficjalnych informacji wynika, że nie stronił od alkoholu. W sali nie mógł pić, więc wymykał się w ustronne miejsca, takie właśnie jak rzadko odwiedzana piwnica. Na razie wszystko wskazuje na to, że właśnie podczas jednej z takich wycieczek zmarł.

Gdy personel szpitala zorientował się, że mężczyzny nie ma, przeszukano teren placówki, okolice parkingu. Ochrona nie zajrzała jednak do ciasnego korytarzyka (długiego na kilkanaście metrów, nie wyższego niż 1,4 m). O sprawie poinformowano policję. Do tej pory pacjentem nie interesował się też żaden członek rodziny. Mężczyzna w szpitalnej dokumentacji podał tylko numer kontaktowy do znajomego, ale nie można się było do niego dodzwonić. Są również wątpliwości co do adresu zameldowania.

- Wyglądał na osobę samotną i bardzo ubogą - wspomina Piotr Gołaszewski. - Był do nas przyjęty wyłącznie ze względów socjalnych i z powodu ogólnego zaniedbania. Miał poleżeć kilka dni, odpocząć, regularnie jeść. Ale po trzech dniach po południu zniknął.

Prokuratura wszczęła dziś śledztwo w tej sprawie. - Prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci, ale to robocza kwalifikacja, która może się zmienić - mówi prok. Artur Oniszczuk, wiceszef północnopraskiej prokuratury. - Kluczowa będzie sekcja zwłok - podkreśla.

Podczas wstępnych oględzin lekarze nie odkryli żadnych śladów, które wskazywałaby na to, że ktoś przyczynił się do śmierci 67-latka. Ale ciało było częściowo zmumifikowane (wyschnięte), częściowo zaś zgniłe. Stan zwłok nie pozwalał też ze 100-procentową pewnością potwierdzić tożsamości mężczyzny. Choć śledczy zakładają (po znalezionych przy ciele dokumentach), że to właśnie zaginiony pacjent.

- Zdarzało się już wcześniej, że w tym korytarzyku nocowali bezdomni, bo ochrona bez względu na wygląd nie może ich z terenu szpitala wyprosić, co najwyżej zaproponować pomoc - dodaje Piotr Gołaszewski. - A to miejsce jest kuszące, choć raczej zimą. Biegną tam zawory ciepłej wody.

Tagi:

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje