- To była prawdziwa plaga - mówi dr Jacek Rzepecki, toksykolog z Kliniki Ostrych Zatruć Instytutu Medycyny Pracy.
- Dwa lata temu nie było dnia, żebyśmy nie musieli się użerać z dzieciakiem, który najadł się tego świństwa. Zupełnie im po dopalaczach odbijało. Byli agresywni, pobudzeni. Wielu trzeba było wiązać pasami do łóżek. Niektórzy mieli tyle siły, że o pomoc prosiliśmy ochroniarzy - opowiada dr Rzepecki.
Po serii doniesień o zatruciach dopalaczami i podejrzeniach, że mogły one doprowadzić do zgonów, rząd wypowiedział wojnę narkotykom sprzedawanym w sklepach jako produkty kolekcjonerskie. W październiku 2010 wprowadzono przepisy delegalizujące je. Dzięki nim
policja traktuje dopalacze jak kokainę czy amfetaminę. Za ich posiadanie można wylądować w więzieniu.
- Wtedy fala zatruć stopniowo zaczęła opadać - mówi dr Rzepecki. - Jeszcze przez kilka miesięcy trafiali do nas pacjenci po dopalaczach. Ale w końcu zjedli swoje kolekcje i był spokój. Raz w tygodniu dzwoniła policja z pytaniem o dopalacze, a my mówiliśmy, że nic nie było.
Od jakiegoś czasu lekarze znów muszą meldować policjantom o zatruciach dopalaczami. I to nie są sporadyczne przypadki.
- Znów regularnie odtruwamy ludzi po tym świństwie - mówi dr Rzepecki. - Raz na dwa-trzy dni trafia kolejny przypadek.
Skąd lekarze wiedzą, że akurat dopalacz zaszkodził pacjentowi?
- Sami się przyznają, że je brali - mówią toksykolodzy. W czerwcu co 11 pacjent Kliniki Ostrych Zatruć był po dopalaczach. Przez cały miesiąc lekarze przyjęli 15 osób. Do połowy lipca już dziewięć!
Dr Rzepecki: - Ciekawe, że trują się inni ludzie niż dwa lata temu. Wówczas najczęściej ratowaliśmy nastolatków, którzy próbowali tego dla zabawy, z ciekawości albo żeby zaimponować rówieśnikom. Dziś po dopalacze z reguły sięgają ludzie między 20. a 30. rokiem życia. Tacy, którzy mają doświadczenie z substancjami psychoaktywnymi i świadomie z nimi eksperymentują. O niektórych można powiedzieć, że biorą dopalacze regularnie. Na dwóch kolejnych dyżurach przyjmowałem 27-latka. Za pierwszym razem wykryliśmy u niego kofeinę, która oprócz kawy występuje także w dopalaczach, za drugim efedrynę.
Ciekawe, że toksykolodzy obserwują u pacjentów inne objawy niż dwa lata temu. Kiedyś dominowało pobudzenie i agresja. Dziś dominuje lęk. Większość ludzi po dopalaczach panicznie się boi. Prawie wszyscy mają przyspieszone tętno i wysokie ciśnienie.
- Jeden z pacjentów sam do nas przyszedł - opowiada dr Rzepecki. - Kiedy go zbadaliśmy, zdecydował, że wraca do domu. Doszedł do drzwi i wrócił, mówiąc, że woli zostać, bo się czegoś przestraszył.
Lekarze pytają, skąd pacjent wziął zabronioną substancję. Standardowa odpowiedź to odburknięcie, że z internetu.
- Z całą pewnością czarny rynek przeniósł się do internetu - zauważa podinspektor Joanna Kącka, rzeczniczka Komendy Wojewódzkiej Policji w
Łodzi. - Bywa że opatrzone odpowiednią "legendą" zakamuflowane oferty można znaleźć na zagranicznych serwerach. Dopalacze ujawniane są także w przesyłkach pocztowych w firmach kurierskich. Współpracujemy w tym zakresie z Państwową Inspekcją Sanitarną, na której spoczywa obowiązek walki z dopalaczami.
Ale policjanci zauważają, że dopalaczami handlują narkotykowi dilerzy, którzy dotychczas oferowali marihuanę czy ecstasy.
Kilka tygodni temu dopalacze można było kupić także w sklepie. Pod koniec czerwca policjanci z Piotrkowa Trybunalskiego trafili do sklepu, w którym pod szyldem "Upominki" oferowane były dopalacze. W gablotach i magazynie było 636 sztuk opakowań z zabronionymi substancjami. Badania testerem narkotykowym potwierdziły, że w niektórych produktach znajduje się marihuana i pochodna amfetaminy.
W ciągu ostatniego roku policja znalazła dopalacze jeszcze w kilku innych sklepach z pamiątkami w Łodzi i Pabianicach.
adam.czerwinski@lodz.agora.pl