Kelner zrobiony na czarno. "Pracodawcy tak oszczędzają"

16.07.2012 06:00
Kelnerzy

Kelnerzy (Shutterstock)

Jakub skończył technikum gastronomiczne i chciał dorobić podczas wakacji, kelnerując. Choć pracował kilka tygodni, nie dostał pensji. Teraz boi się poskarżyć na restauratora, bo był zatrudniony bez pisemnej umowy
Młody człowiek zauważył na jednym z barów na olsztyńskiej starówce ogłoszenie, że szukają tam pracowników. Zgłosił się i natychmiast został przyjęty. Miał przygotowywać posiłki w kuchni i obsługiwać klientów.

- Właścicielka lokalu nie podpisała ze mną umowy, nie chciała nawet książeczki sanepidu z badaniami, że jestem zdrowy i mogę pracować w gastronomii - opowiada 19-letni Jakub. - Po prostu miałem następnego dnia przyjść do pracy.

Zobacz także: EURO. RESTAURACJE ZE STARÓWKI NAKARMIĄ PO EUROPEJSKU



Jakub wytrzymał 10 dni i postanowił zrezygnować. - Cały czas nie miałem umowy, a do tego nie odpowiadały mi warunki higieniczne w tym barze - tłumaczy. Dodaje, że jest przyzwyczajony do pracy w gastronomii, bo skończył technikum gastronomiczne w Warszawie i praktykował m.in. w Hotelu Anders w Starych Jabłonkach i dwóch ostródzkich restauracjach, a nawet był na stażu we Włoszech. - Ale takich rzeczy nie widziałem nigdzie indziej. Nie mogłem się np. doprosić, żeby zostały uprane ścierki, a jak zobaczyłem, że mizerie robi się z zupełnie miękkich ogórków, które miesiąc leżały w spiżarni, to już zupełnie miałem dość - opowiada.

Właścicielka, choć nie podpisała z chłopakiem umowy, gdy chodziło o jej interes, stosowała prawo pracy. - Powiedziała, że jeśli mam zamiar odejść, to muszę złożyć siedmiodniowe wypowiedzenie - opowiada chłopak. - Zgodziłem się, bo nie chciałem "zostawiać jej na lodzie".

Zobacz także: PIERWSZY TAKI WYSTRÓJ OGRÓDKA LETNIEGO. SPRAWDZI SIĘ?



W międzyczasie zaczął jednak szukać opinii na internetowym forum o swojej chlebodawczyni. Okazało się, że już wielu osobom nie wypłaciła pieniędzy. - Ostatniego dnia nie poszedłem do pracy, bo bałem się, że i tak nie dostanę pensji - opowiada Jakub. - Faktycznie, miałem rację. Okazało się, że przez trzy tygodnie pracowałem za 50 zł zaliczki.

Jakub obawia się, że nie ma szans na odzyskanie reszty należnych pieniędzy. Boi się nawet poskarżyć się w Państwowej Inspekcji Pracy, bo przecież pracował na czarno. - Wiem że podobne problemy ma wielu innych ludzi, bo na olsztyńskiej starówce zatrudnianie "na lewo" odbywa się na masową skalę - mówi Jakub. - W "mojej" restauracji tylko dwie osoby mają umowę o pracę na piśmie.

W inspekcji pracy wiedzą o tym procederze. - Szczególnie dużo podobnych zgłoszeń mamy w czasie wakacji - mówi Jacek Żerański z Państwowej Inspekcji Pracy w Olsztynie. - Pracodawcy w ten sposób oszczędzają - legalny pracownik kosztowałby ich 2,5-3 tys. zł miesięcznie, a taki na czarno 500 zł albo nawet nic. Słyszałem, że gdy przychodzi inspektor to kelnerzy siadają do stolików i udają klientów. W restauracjach robi się jak na budowach - tam też podczas kontroli zwykle okazuje się, że większość osób przyszła tu tylko pogadać z kolegą albo że pracuje od dzisiaj.

Zobacz także: SKARŻĄ SIĘ INSPEKTOROWI, ŻE W PRACY JEST ZA ZIMNO



Czy jest sposób, by zyskać pewność, że za pracę dostanie się zapłatę? - Warto popytać wcześniej innych pracowników o warunki, nie podejmować pracy od ręki tylko dlatego, że ktoś obiecuje nam złote góry. Wiem, że łatwo to mówić, ale trzeba też żądać jakiegokolwiek poświadczenia na piśmie o zatrudnieniu - może to być np. umowa o pracę, o dzieło - przekonuje Żerański. - Jeśli nie ma się takiego dokumentu, bardzo trudno jest cokolwiek udowodnić i odzyskać pieniądze. Trzeba wtedy wzywać na świadków innych pracowników, a oni niechętnie świadczą, zwłaszcza jeśli nadal są tam zatrudnieni.

Dodaje też, że poszkodowany może złożyć skargę na pracodawcę, nawet jeśli nie miał umowy. - Wystarczy napisać do nas, że pracodawca nielegalnie zatrudnia pracowników. Jeśli informacja będzie podpisana, to mamy obowiązek przeprowadzić tam kontrolę i w ciągu miesiąca poinformować o wynikach. Anonimowe zgłoszenia też sprawdzamy, ale w drugiej kolejności - tłumaczy Jacek Żerański. I dodaje, że pracownik w nie ponosi żadnej kary za pracę na czarno. - No chyba że jest zarejestrowany jako bezrobotny, a nie zgłosił zatrudnienia w urzędzie - dodaje.

Tagi:

Komentarze (103)
Zaloguj się
  • jamj

    Oceniono 54 razy 50

    Inspekcja Pracy wie o zatrudnianiu "na czarno", Sanepid wie o syfie, pozostałe instytucje nadzorcze też pewnie wiedzą, a ja nadal nie wiem "za ile".

  • lesio_111

    Oceniono 43 razy 41

    Też miałem taki problem.
    to pracodawca ma obowiązek zawrzeć umowę. Jeżeli takowej nie ma to obowiązują ustalenia ustne.
    Napisałem krótkie pismo do firmy zawierające informację jaka była umowa między mną, a pracodawcą, ile dni przepracowałem, oraz ile w związku z ty należy mi się pieniędzy (ponieważ miałem otrzymać umowę o pracę u uwzględniłem dni urlopu, które mi w związku z wykonywaną praca przysługiwały). Napisałem także, że jeżeli w ciągu 10 dni nie otrzymam odpowiedzi to złożę skargę do inspekcji pracy. Pismo wysłałem listem poleconym i jeszcze w ciągu tego samego tygodnia miałem telefon z prośbą, żeby przyjechać do firmy w celu uregulowania należności.
    W takiej sytuacji z reguły przedsiębiorcy naciągacze zgadzają się z wszystkimi wyliczeniami uwzględniającymi także nadgodziny, bo zbyt wiele mają na sumieniu i boją się, że będą musieli oddać pieniądze wielu swoim byłym i obecnym pracownikom, jeżeli sprawa stanie się głośna.

  • hokainos

    Oceniono 33 razy 33

    Glupi ten pracownik. Nie bylo zadnego dowodu, ze pracuje, wiec czego sie bal. Nalezalo powiadomic skarbowke, ze wlascicielka unika placenia podatkow, sanepid, PIP, straz pozarna i jeszcze pare innych organow. Po barze zostaloby tylko wspomnienie, podobnie jak po wlascicielce.

  • lhasa

    Oceniono 29 razy 27

    Ogarnia mnie nerwowy smiech jak czytam,ze PIP doskonale wie o tym procederze,a jego pracownicy wypowiadaja sie w tonie pokrzywdzonego, tak jakby nic nie mogli zrobic! Jakby pan Zeranski, zamiast wypowiadac sie na lamach gazet wzial sie wraz z kolegami do roboty to przywaliliby w takie przybytki kontrola za kontrola, az w koncu taki pseudo bizesmen zamknalby interes.

    Ja zachecam do bojkotu takich miejsc wszystkich klientow-jesli tylko macie cien podejrzen,ze w lokalu moga panowac niehigieniczne warunki albo pracownicy sa wykorzystywani, po prostu przestancie tam chodzic. Po latach sie zastanawiam jaka czesc z gory pieniedzy zostawionych w knajpach, restauracjach wydalam na zlewki, jedzenie lezace miesiac w spizarni czy inne takie kwiatki.

    Ja mowie STOP i jem domowo!

  • moonraker

    Oceniono 24 razy 22

    Często jest tak, że firmy, które mają sprawować nadzór "wiedza" ale nic nie robią lub szczelają kit "bo nikt nie zgłosił". W PIP jak pracodawca ma znajomego/znajomą/kolegę/koleżankę to się obawiać nie musi. Pracodawcy uciekają się do różnych sztuczek. A to umowa śmieciowa gdzie nie ma urlopów i wystarczy nie być 2 razy w pracy żeby się z nią pożegnać i zapomnieć o pełnej wypłacie lub często całej w przypadku rezygnacji.
    Często zabezpieczeniem jest ze umowa o prace i owszem, ale terminowa i trzeba latać i prosić się o przedłużenie, co nie sprawia poczucia stabilności i tzw niepewne jutro. Jest też praca na fakture, czyli własną działalność, gdzie trzeba się potem prosić o przelew i udowadniać że się pracowało....

    Gość z PIP widać żyje w innej epoce. Podobnie jak Urząd Pracy - pracuje tam dużo osób, które nie wykonują dobrze swojej pracy. Ja też miałem ciekawy problem. Dostałem wypowiedzenie, na którym nie było mojego nazwiska, tylko jakaś inna osoba, która nie pracowała. Kiedy minął czas wypowiedzenia pracodawca "pomylił" się na świadectwie pracy i wpisał mi gorsze stanowisko niż to, na którym pracowałem. Między czasie robił wszystko, bym się nie dowiedział ile to zaległego urlopu mi zostało....
    Świadectwo przysłał pocztą za potwierdzeniem. Byłem 2 razy na poradzie w PIP i mówili mi, że to tak być nie może i żebym oficjalnie to zgłosił to skontrolują ów firmę. Tak też uczyniłem. Po miesiącu przyszło mi pismo, ze sprawa nie może być rozwiązana w ciągu 30 dni bo pracodawca unika odebrania listu wiec nastąpi ustalenie pobytu. W końcu go namierzyli. Rozpoczeła się kontrola. tydzień później jakaś baba z PIP zadzwoniła i powiedziała ze tam jest wszystko dobrze i wszystkie wypowiedzenia są OK. Jak mogą być ok skoro mialem 3 jednakowe formularze i jeden wysłałem jako xero do PIP razem ze zgłoszeniem ?
    Kobieta powiedziała mi, ze skoro uważam inaczej to niech zgłosze doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa do prokuratury. Pytam wiec czy ona ma xero tych wypowiedzeń. Powiedziała mi, ze ona nie bedzie do pracodawcy biegać z xerem bo ona nawet czasu na to nie ma. Tak się sprawa zakończyła. Nie otrzymałem ZADNEJ odpowiedzi na moje zgłoszenie pisemnie. Pamiętam jak prezes witał się z ludzmi z PIP jeszcze jak byli na starej siedzibie. Widać ze pani przyszła, napiła się się kawki, poplotkowała i poszła sobie pisząc ze wszystko jest OK. Świadectwo odzyskałem poprawione po 2 miesiącach.

    Zastanawia mnie co robią ci urzędnicy z PIP całymi dniami. Gość tu opowiada by pracowników wypytać o nastroje i warunki pracy. JAaaasne.. dziś przyjmuje się do pracy głównie swoich a to oznacza wiernych i kablujących. Już widzę jak towarzystwo spowiada się z cięzkich warunków kosztem utraty pracy. Gość chyba nie wie co mówi. Na opinie w internecie nie ma co liczyć też. Co cwańsza firma wykupuje sobie w serwisach konto moderatora i kasuje niepochlebne sobie opinie. Jak się nie da konta moderatora załatwić, to straszą redakcje art 212KK o pomówienia i redakcja kasuje taki wpis. Wiadomo, frajerzy nowi się znajdą zawsze, bo sytuacja na rynku pracy jest bardzo trudna.
    A kolejni urzędnicy w PUP tez nic nie zrobią. Ich rola kończy się na rejestracji bezrobotnego, daniu mu kwitu do podpisu a potem wyszukaniu w internecie jakiś ofert, przekazaniu telefonów i odprawieniu z kwitkiem. Tyle.... oto jak działaja ów firmy. Mój przypadek wcale nie jest odosobniony.

  • feldkurat-katz

    Oceniono 28 razy 18

    Gdzie ludzie maja pracować ? Albo w przestępczych firmach albo nigdzie. Na mojej ulicy kiedyś za niedobrej komuny był 3 / słownie / trzy fabryki i pracownicy przyjeżdżali z całej okolicy do pracy . A teraz po 20 latach wolności fabryk już nie ma , ale są 2 agencje towarzyskie , 6 banków , 2 puby . Ciekawe co będzie dalej jak skończą się dotacje z UE .

  • ben-oni

    Oceniono 17 razy 17

    I rodzi się natychmiast pytanie: za co pan Żerański dostaje pensję? Przecież to jest klasyczny przykład pasożyta! On się nawet do pilnowania ślimaków nie nadaje a co dopiero do instytucji kontrolnej. Ja p..dolę, i ja takiego ćwoka utrzymuję ze swoich podatków....

  • jackie53

    Oceniono 19 razy 17

    Oto właśnie cała Polska! "Na lewo, na gębę, ty mi gwoździe ja ci deskę, szyto kryto..." itd. Skoro (chociażby od teraz) władze Olsztyna wiedzą o tym procederze, to dlaczego restauratorów nie wezmą za dupę i nie zrobią porządku? Że niby kelnerzy mogą udawać klientów? To niech inspektorzy też poudają i wszystko będą mięli czarno na białym. Skończyć z tą "polską prowizorką"! Natychmiast wysłać na Starówkę SANEPID! Tylko nie takich urzędników, którzy od wejścia do lokalu wyciągają "łapę". W Olszynie naprawdę jest sporo uczciwych ludzi!!!

  • fixer1990

    Oceniono 17 razy 15

    Jak to siedmiodniowy okres wypowiedzenia? Brak papierów wychodzę kiedy chcę i wymierzam jej samosąd z mojej strony. Nachodziłbym ją i narobił takiego przypału i bydła, że hej!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje