Skomentuj:
Komentarze (416)
-
nie musze uzupelniac bo mam wystarczajace,ile wy popelniacie bledow to nie chce mi sie rozpisywac,po prostu niech nauczyciele pracuja tak jak inni,a nie pracuja ok.8miesiecy po odl.wszystk.wolnego,i im zle
-
Proszę bardzo, żeby nie było, że w moich poniższych przydługich wywodach, jestem gołosłowna:
krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798,11247230,Matematyka_w_szkole__nizej_zejsc_juz_nie_mozna.html
KTO do tego doprowadził? Bo nie nauczyciele, nie oni ustalają program, minima programowe, zakresy i tak dalej, nie oni tną godziny i matematykę przeflancowują na religię albo wychowanie seksualne... Nawiasem mówiąc - to jest następny argument dlaczego matematycy mianowani i dyplomowani to niechodliwy towar - ONI O TYM WIEDZĄ i ONI O TYM MÓWIĄ. Są niewygodni.
Napisałam niżej - DLACZEGO RODZICE GODZĄ SIĘ, żeby z Ich Dzieci minister robił idiotów???
maci fajne, mądre i zdolne dzieci. Nie szkoła (w sensie nauczyciele) Je niszczą. To Wy je niszczycie, aprobując poczynania ministerstwa, wręcz je czasem wymuszając... a potem macie pretensje... do nauczycieli... nauczyciel uczy tego, co mu minister każe. Jeśli nauczyciel zechce uczyć WIĘCEJ - oberwie, bo rodzice się obrażą, że im dzieci zamęcza... -
I jeszcze - jeśli w ramach etatu 40h (do spędzenia w miejscu pracy! czyli w SZKOLE, a nie na wycieczkach, imprezach, wywiadówkach czy konferencjach) - będzie pensum 18 - patrz poniżej. Ale jeśli wyższe - no to wywiadówka o 13, a że w tym momencie są zaplanowane lekcje (bo wyższe pensum) - trudno, z lekcji się rezygnuje albo z wywiadówki. Albo organizuje się zastępstwo, za które trzeba zapłacić. No ja niestety się nie rozdwoję. Konferencja? W CZASIE PRACY (7-15) czyli zastępstwo albo odwołać lekcje, no ja się niestety nie rozdwoję... Zatem jeśli każe mi się spędzać (!) w szkole 40h - to ja rozumiem, że to jest mój tydzień pracy i wszystkie (!!!) obowiązki związane z pracą mam w tym czasie wykonać. Zgadzam się.
A może ustalimy dla nauczyciela czas od 10 do 18? I co zrobicie rano z dziećmi? Będziecie mieć kłopot... ale co tam - leniwy nauczyciel będzie wreszcie pracował, prawda? Powodzenia. -
I wracając do artykułu - lekarz powinien LECZYĆ (a nie sprawdzać dowody ubezpieczenia). Nauczyciel powinien UCZYĆ, a nie spędzać godziny na opisywaniem bajek dla szkoły, które to bajki w większości nie zostaną zrealizowane, bo nie ma kasy. Ale papier wszystko przyjmie.
Jeżeli ktokolwiek zaproponuje podwyższenie pensum - automatem nauczyciele powinni zacząć się domagać ŚCIŚLE OKREŚLONYCH GODZIN PRACY, tak jak wszyscy normalni ludzie.
Dobrze, będę spędzała w szkole 40h tygodniowo. Od 7 do 15. Ale wówczas... wywiadówka będzie o 13. TAK. Jeśli idziecie do urzędu - nie narzucacie urzędniczce godzin urzędowania, musicie się dostosować. U lekarza tez. Trzeba się zwolnić z pracy w tym dniu? No to trudno, to się zwalniacie. Koniec z wszelkimi rzeczami związanymi z praca POZA godziną 15-ta. A jeśli ktoś chce, żebym przyszła jako opiekun na imprezę - należy mi zapłacić za nadgodziny!
A ja sobie posiedzę w szkole, i zrobię w szkole tę całą moją robotę, te klasówki, te zeszyty, te konspekty, i tak to muszę zrobić, więc wszystko mi jedno GDZIE. Czy uczeń na tym zyska? NIE. Owszem, będę do dyspozycji ucznia, tylko ciekawam który uczeń skorzysta z możliwości konsultacji, jeśli ma 7 lekcji i marzy tylko, żeby iść do domu... Ale ja byłam, jestem do dyspozycji. O wycieczkach możemy zapomnieć, albo nauczycielowi płacić za nadgodziny. W praktyce Rodzice będą musieli zapłacić za wszystko, bo szkoła nie ma pieniędzy. Ale faktycznie - może to jest dobry pomysł, żeby wreszcie skończyło się to szczucie jednej grupy na drugą. Tylko nie jestem pewna, czy gdyby to zrealizować - Ci Wszyscy, którzy dzisiaj tak głośno krzyczą jak to nauczyciele mają za dobrze - by się nie rozczarowali, bo nagle trzeba doorganizować wolne w pracy, bo dziecko nawywijało, a jeśli się rodzic nie stawi dwa razy - to ja mam pewien aparat żeby rodzica grzecznie "zaprosić" nie dopuszczając odmowy Bo szkoła będzie jeszcze bardziej "nudna" - nie będzie imprez (niech rodzic zapewni), nie będzie wyjść (rodzic niech chodzi do kin i teatrów czy na wystawy), ale nauczyciel się ucieszy, wierzcie mi - bo SZKOŁA WRESZCIE BĘDZIE OD UCZENIA a nie od imprezowania. Podoba się pomysł? Zróbmy to! Nauczyciel to taki sam fach jak każdy inny. Moim zadaniem jest DOBRZE UCZYĆ. Należy mnie rozliczyć z mojej pracy. Ale moim zadaniem nie jest być własnością szkoły czy rodzica 24/24. -
(nie wiem, czy się dwa razy nie wklei, bo nie widać poprzedniego, jeśli tak - sorry za śmietnik)
@2323n
Tak sądzisz? kawka? No to w takim razie: jeżeli uczniowi na przerwie cokolwiek się stanie - pierwszy do raportu leci nauczyciel, nawet jeśli w ogóle nie miał wtedy planowanego dyżuru, czy aby czasem to nie była jego wina. Nie wiem za bardzo JAK mam zmieścić 20 godzin w przerwach, poza tym..
No to dlaczego się nie buntujecie przeciwko wykładowcom na uczelniach? Tylko strasznie Wam przeszkadzają ci nauczyciel w gimnazjach i podstawówkach?
Wykładowca na uczelni - stanowisko DYDAKTYCZNE, wykładowca NIE MA OBOWIĄZKU pracować naukowo, bo nie od tego jest, On jest od odwalania roboty najgroszej (w opinii uczelni) czyli "dydaktyki". Wykładowca bardzo często jest MAGISTREM (!), chociaż to się przemilcza, czyli ma wykształcenie porównywalne do nauczyciela w gimnazjum, wcale nie namęczył się więcej. Wykładowca magister jest super, ponieważ nie podskoczy, bo mu na robocie zależy. Gdyby trafił się skrupulatny dziekan to go w zasadzie powinien wywalić. Nie wywala, bo ktoś czarną robotę (tak tak, tak to się traktuje) MUSI ROBIĆ.
Pensum w uczelniach, w których dorabiam: publiczna 360 h ROCZNIE (36 miesięcznie, trzy miesiące wakacji, chociaż na papierze 6 tygodni), w uczelni niepublicznej 480h ROCZNIE (48h miesięcznie). Czyli odpowiednio - 9h tygodniowo i 12h tygodniowo!!!!! I to Was nie bulwersuje, ale bulwersuje Was 18h/tyg nauczyciela w gimnazjum.... Jeśli student mnie wkurzy na zajęciach - to go wywalę. Czego w szkole mi zrobić nie wolno, bo uczeń po prostu nie ma prawa mnie wkurzyć. Jeśli student złamie nogę na przerwie - to jest studenta problem i nikomu nie przyjdzie do głowy rozliczać mnie z mojej przerwy.
Oprócz tego materiały dydaktyczne wykładowcy uczelnia może wydać w formie płatnego skryptu. Czyli to, co wykładowca przygotuje w domu do zajęć - działa TYLKO dla niego. Jakie to ma porównanie z gimnazjum??? To Was nie bulwersuje, a wiecie, że etat wykładowcy zaliczam w soboty 08 do 15.30, ponieważ godzina sobotnia jest warta 150% czyli muszę przepracować 6, a mam liczone 9 plus 2h konsultacji???? Otóż to. Semestr akademicki ma 15 tygodni. Odpadają mi wyjścia z młodzieżą, wycieczki, dyskoteki, imprezy - tego NIE MA. I to jest okej, bo magia słowa "uczelnia" powoduje, że wszyscy oddech tracą..... A skoro jesteśmy tacy strasznie dokładni w rozliczaniu nauczycieli podstawówek, gimnazjów, liceów - to może rozliczmy WSZYSTKICH nauczycieli, akademickich też.... (na marginesie pensum asystenta, najniższego rangą pracownika naukowego, doktoranta, zatrudnionego na umowę, nie na studiach doktoranckich - 240h ROCZNIE, okej pracuje naukowo - ale dla KOGO? Ano... dla SIEBIE, tylko i wyłącznie) -
@2323n
Tak sądzisz? kawka? No to w takim razie: jeżeli uczniowi na przerwie cokolwiek się stanie - pierwszy do raportu leci nauczyciel, nawet jeśli w ogóle nie miał wtedy planowanego dyżuru, czy aby czasem to nie była jego wina. Nie wiem za bardzo JAK mam zmieścić 20 godzin w przerwach, poza tym..
No to dlaczego się nie buntujecie przeciwko wykładowcom na uczelniach? Tylko strasznie Wam przeszkadzają ci nauczyciel w gimnazjach i podstawówkach?
Wykładowca na uczelni - stanowisko DYDAKTYCZNE, wykładowca NIE MA OBOWIĄZKU pracować naukowo, bo nie od tego jest, On jest od odwalania roboty najgroszej (w opinii uczelni) czyli "dydaktyki". Wykładowca bardzo często jest MAGISTREM (!), chociaż to się przemilcza, czyli ma wykształcenie porównywalne do nauczyciela w gimnazjum, wcale nie namęczył się więcej. Wykładowca magister jest super, ponieważ nie podskoczy, bo mu na robocie zależy. Gdyby trafił się skrupulatny dziekan to go w zasadzie powinien wywalić. Nie wywala, bo ktoś czarną robotę (tak tak, tak to się traktuje) MUSI ROBIĆ.
Pensum w uczelniach, w których dorabiam: publiczna 360 h ROCZNIE (36 miesięcznie, trzy miesiące wakacji, chociaż na papierze 6 tygodni), w uczelni niepublicznej 480h ROCZNIE (48h miesięcznie). Czyli odpowiednio - 9h tygodniowo i 12h tygodniowo!!!!! I to Was nie bulwersuje, ale bulwersuje Was 18h/tyg nauczyciela w gimnazjum.... Jeśli student mnie wkurzy na zajęciach - to go wywalę. Czego w szkole mi zrobić nie wolno, bo uczeń po prostu nie ma prawa mnie wkurzyć. Jeśli student złamie nogę na przerwie - to jest studenta problem i nikomu nie przyjdzie do głowy rozliczać mnie z mojej przerwy.
Oprócz tego materiały dydaktyczne wykładowcy uczelnia może wydać w formie płatnego skryptu. Czyli to, co wykładowca przygotuje w domu do zajęć - działa TYLKO dla niego. Jakie to ma porównanie z gimnazjum??? To Was nie bulwersuje, a wiecie, że etat wykładowcy zaliczam w soboty 08 do 15.30, ponieważ godzina sobotnia jest warta 150% czyli muszę przepracować 6, a mam liczone 9 plus 2h konsultacji???? Otóż to. Semestr akademicki ma 15 tygodni. Odpadają mi wyjścia z młodzieżą, wycieczki, dyskoteki, imprezy - tego NIE MA. I to jest okej, bo magia słowa "uczelnia" powoduje, że wszyscy oddech tracą..... A skoro jesteśmy tacy strasznie dokładni w rozliczaniu nauczycieli podstawówek, gimnazjów, liceów - to może rozliczmy WSZYSTKICH nauczycieli, akademickich też.... (na marginesie pensum asystenta, najniższego rangą pracownika naukowego, doktoranta, zatrudnionego na umowę, nie na studiach doktoranckich - 240h ROCZNIE, okej pracuje naukowo - ale dla KOGO? Ano... dla SIEBIE, tylko i wyłącznie)
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX



