- To był ważny mecz - wspomina Paweł Walczak, wtedy na III roku Politechniki Wrocławskiej. Jego drużyna - Lider Świdnica - walczyła właśnie o pierwsze miejsce w lokalnej lidze amatorów. - Z reguły gram z tyłu. Ale dwie minuty przed końcem przegrywaliśmy 1:2 i sam nie wiem kiedy znalazłem się z przodu. Bramkarz wszedł mi w nogi. Po chwili zobaczyłem, że moja lewa stopa bezwładnie zwisa.
Operacja, gips, majaki, sepsa Karetka zawiozła go na oddział chirurgii urazowo-ortopedycznej szpitala "Latawiec" w Świdnicy. Konieczna była operacja, po której od stopy po kolano Pawłowi założono gips. Miał go nosić osiem tygodni. Po dwóch dniach wypisano go do domu. Ale już po południu był z powrotem w szpitalu. Dokładnie nie pamięta, co się z nim wtedy działo. Miał wysoką gorączkę, majaczył. Zaordynowano mu leki przeciwbólowe i na zbicie temperatury. Przez kolejne dwa dni nikt w szpitalu nie zajrzał, co się dzieje z Pawła nogą pod gipsem. Aż w końcu usłyszał: - No, teraz to sobie, chłopie, narobiłeś. Będzie amputacja albo sepsa. Przerażającą diagnozę postawił ordynator oddziału Józefa Korta. Ten sam, który wykonał zabieg, a potem osobiście doglądał go na oddziale.
- Zadzwoniłem do mamy. A ta do wujka, który jest lekarzem we
Wrocławiu. Udało się załatwić terapię w komorze hiperbarycznej we wrocławskim szpitalu przy Borowskiej - opowiada Paweł. - Dojeżdżałem tam codziennie, dzięki temu nogi nie trzeba było amputować. Ale codziennie doktor Korta wycinał mi kolejne martwe tkanki.
W rezultacie noga Pawła jest dziś częściowo bezwładna. Ma II stopień niepełnosprawności, problemy z chodzeniem i na pewno już nigdy nie zagra w piłkę. - Przez długi czas w ogóle nie mogłem wstać z łóżka. Potem był wózek inwalidzki, kule. Narobiłem sobie zaległości na studiach. I co gorsze, straciłem pewność siebie. Kiedyś czułem, że świat leży u mych stóp. Teraz jest odwrotnie.
Prokuratorzy, czyli pacjenci Trzy lata temu, kiedy chłopak leżał jeszcze w szpitalu, jego mama złożyła w Prokuraturze Rejonowej w Świdnicy zawiadomienie o przestępstwie narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Wtedy część prokuratorów oświadczyła, że są pacjentami doktora Józefa Korty i utrzymują z nim kontakty prywatne. Prokurator rejonowy Marek Rusin wystosował więc do Prokuratury Okręgowej w Świdnicy wniosek o przekazanie sprawy do innego miasta. - Nie wszyscy prokuratorzy znają osobiście doktora Józefa Kortę, ale znajomość z wyżej wymienionymi prokuratorami może rzutować na bezstronność wszystkich prokuratorów tutejszej jednostki - argumentował. Ale wniosek odrzucono.
Sekwencja błędów medycznych Opinia, którą wydali biegli z Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Jagiellońskiego, jest jednoznaczna. W przypadku Pawła nie można mówić o jednym błędzie lekarskim, ale o całej serii zaniedbań i nieprawidłowości. Po pierwsze, przed operacją lekarz powinien był wstrzyknąć Pawłowi antybiotyk - samo mycie i dezynfekcja skóry nie wystarczy, by zmniejszyć ryzyko zakażenia. Po drugie, po operacyjnym zespoleniu kości zwykle nie ma konieczności dodatkowego unieruchomienia kończyny, a jeżeli lekarz z jakichś względów się na to zdecyduje (choć w przypadku Pawła nie wiadomo, dlaczego tak postąpił), zakłada się tylko szynę z gipsu.
"W pierwszych dniach po zabiegu należy się liczyć z narastaniem obrzęku kończyny, co może być niebezpieczne, gdyż w zamkniętej gipsem przestrzeni dochodzi do wzrostu ciśnienia śródtkankowego, które może spowodować wtórne uszkodzenie tkanek, łącznie z ich martwicą" - czytamy w opinii. Biegli opiniujący na prośbę prokuratury uznali też, że Pawła za wcześnie wypisano ze szpitala po zabiegu. Mieli też sporo zastrzeżeń do chaotycznie prowadzonej dokumentacji medycznej. Znaleźli w niej kilka wzajemnie wykluczających się stwierdzeń. Zarzucają też lekarzowi zachowawcze podejście do pacjenta. "Niezrozumiałe i nieprawidłowe było, że lekarz dokonał rozpoznania i nie zrobił tego dnia absolutnie nic, aby ratować nogę pokrzywdzonego - choćby miało się to sprowadzać do zmiany gipsu pełnego na longetę gipsową" - podsumowują.
Gra na czas Ale akt oskarżenia trafił do Sądu Okręgowego w Świdnicy dopiero w czerwcu ubiegłego roku. Co więcej, od tamtej pory nie odbyło się jeszcze ani jedno posiedzenie w tej sprawie. Dwie kolejne rozprawy odroczono na wniosek obrońcy oskarżonego, ponieważ miał w tym samym czasie inną rozprawę. Teraz obrona wnosi o powołanie nowej komisji biegłych.
- To ewidentna gra na czas - komentuje mec. Agnieszka Winnik-Kalemba, pełnomocniczka Pawła.
Doktor Józef Korta powiedział "Gazecie", że nie będzie komentował tej sprawy.
Nie odpowiedział też na pytanie, czy nadal po operacji zakłada pacjentom pełny gips.
Tak przebiegają prace remontowe na Dworcu Głównym