- Być może
ochroniarz przeczytał gdzieś, że gdy się przytrzyma krtań innego człowieka, to ta osoba traci przytomność. Jednak powinien też wiedzieć, że taką pałką policyjną można zabić - uzasadniał wyrok sędzia Mateusz Świst z Sądu Okręgowego w
Opolu, gdzie wczoraj zapadł wyrok. Omawiając wysokość kary, sędzia podkreślił: - Doszło do tragedii, ale pamiętajmy, że oskarżony nie chciał zabić.
Oprócz kary więzienia Mariusz K. ma również zapłacić tysiąc złotych nawiązki rodzinie nieżyjącego mężczyzny, a po wyjściu z więzienia będzie miał 10-letni zakaz wykonywania zawodu
ochroniarza. - Nie chciałbym spotkać tego mężczyzny w roli ochroniarza - przyznał sędzia.
Pozostała dwójka oskarżonych ochroniarzy otrzymała kary w zawieszeniu. Student Tomasz B. został skazany na dwa lata w zawieszeniu na pięć, dozór kuratora, tysiąc złotych nawiązki dla rodziny i pięcioletni zakaz wykonywania zawodu. Jego kara jest znacznie mniejsza, bo choć sąd przyjął, że brał on udział w zdarzeniu, to jedynie trzymał ofiarę za ręce.
Ostatni z ochroniarzy, Marek S., odpowiadał za nieudzielenie pomocy. - Powinien pan powiedzieć: "Stop! Nie możecie tego robić, nie wolno wam używać pałki". Jednak pan nie zareagował - zaznaczył sędzia Świst. - Choć przyznam, że każdy z ochroniarzy, którzy tam byli, powinien mieć taki zarzut jak pan, bo
pracownicy ochrony są od tego, by chronić życie i mienie.
Skazał go na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata, tysiąc złotych nawiązki na rzecz rodziny i trzyletni zakaz wykonywania zawodu.
Przypomnijmy, że do tragedii doszło 15 sierpnia 2010 roku na stadionie w Korfantowie podczas imprezy z okazji dnia miasta. Doszło do szamotaniny między
ochroniarzami z firmy AGAR z Opola a uczestnikami imprezy. Agencja powiadomiła policję i wezwała na miejsce innych swoich pracowników.
Gdy pojawiły się dodatkowe siły, zaczęła się akcja wyłapywania napastników. Wtedy do siedzącego na ławce 37-letniego Romana K., rzekomo jednego z prowodyrów całego zamieszania, podbiegli oskarżeni. Jak ustalili śledczy, a co wczoraj przyjął sąd, Mariusz K. zarzucił mężczyźnie pałkę na szyję i zacisnął. Potem z pomocą Tomasza B. zrzucił go z ławki, a kiedy ten już leżał, uderzył go kilka razy pałką w plecy.
Gdy na miejsce przyszli policjanci, okazało się, że mężczyzna jest bezwładny i zaczyna sinieć. Akcja reanimacyjna się nie powiodła. Biegły uznał, że bezpośrednią przyczyną zgonu było uduszenie.
Oskarżeni podczas procesu nie przyznawali się do winy. Mariusz K. stwierdził, że nikogo nie dusił i nie bił. Powiedział, że na trybunach stadionu zauważył jednego z prowodyrów szamotaniny i poszedł do niego, a ten zachowywał się wobec niego agresywnie i obrzucał go wyzwiskami. Ochroniarz twierdzi, że zaprowadził go do policjantów i dopiero potem zobaczył, że funkcjonariusze reanimują 37-latka. Podobną wersję wydarzeń przedstawił Tomasz B., drugi z ochroniarzy, a trzeci - Marek S. - odmówił składania wyjaśnień.
Wczoraj w sądzie nie było głównego oskarżonego (odpowiada z wolnej stopy). Tomasz B. w ostatnim słowie przekonywał, że działał w obronie wcześniej pobitych ochroniarzy.
Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.