- Mamy potwierdzenie z trzech różnych źródeł, w tym od najbliższej rodziny, która nie ma najmniejszych wątpliwości co do tożsamości mężczyzny. Oficjalnie procedurę zakończymy jednak, gdy rodzina osobiście przyjedzie i na miejscu stwierdzi jego tożsamość - mówi Kazimierz Pietruch z zakopiańskiej policji.
Nie wiadomo, kiedy członkowie rodziny przyjadą do Zakopanego, gdyż chcą uniknąć kontaktu z mediami. Najprawdopodobniej zrobią to bez wcześniejszej zapowiedzi. Jak się dowiedzieliśmy, sprawą zainteresował się minister obrony narodowej i chce pomóc mężczyźnie.
MON: Udzielimy niezbędnej pomocy- Szpital na Szaserów jest gotów go przyjąć - poinformował w czwartek rzecznik resortu Jacek Sońta. - Po uzyskaniu informacji, że osoba odnaleziona w Tatrach to były żołnierz zawodowy, minister Tomasz Siemoniak podjął decyzję, by udzielić mu niezbędnej pomocy - powiedział Sońta. Dodał, że MON nie mogło udzielić takiej pomocy bez inicjatywy rodziny.
Sońta poinformował, że odnaleziony mężczyzna zakończył zawodową służbę wojskową w 2006 r. ze względów zdrowotnych. Do 2008 r. otrzymywał rentę, jednak ponieważ nie stawił się w kolejnym wyznaczonym terminie przed komisją lekarską, wypłacanie świadczenia zostało wstrzymane.
"Pacjenta czeka długotrwała terapia"Lekarze zajmujący się Włodzimierzem N. i pacjenci z sąsiednich łóżek przyznają, że mężczyzna jest w coraz lepszej formie. - Dzisiaj jest w nim więcej życia, więcej się porusza. Gdy włączamy telewizor, wodzi po ekranie oczami - powiedział nam jeden z pacjentów.
- Jest zdecydowanie żwawszy, ale wciąż nie ma z nim kontaktu, niewiele mówi. Najprawdopodobniej czekają go jeszcze 2-3 tygodnie hospitalizacji - mówi Piotr Drenda, ordynator oddziału chirurgii zakopiańskiego szpitala im. Chałubińskiego. Lekarze wciąż starają się uratować jego palce u stóp przed amputacją. - To jeszcze kwestia czasu, ale ze względu na jego młody wiek i stosunkowo mały zakres odmrożeń chyba uda się uniknąć ingerencji chirurgicznej - dodaje ordynator.
Próbowaliśmy porozmawiać z Włodzimierzem N. Mężczyzna głównie milczy. Na pytania odpowiada pojedynczymi słowami.
- To zaburzenia, które powodują poważne wyłączenie z kontaktu z ludźmi. Nie reaguje na zadawane pytania, tylko jak echo, z pewnym opóźnieniem, powtarza ich fragmenty, na przykład "boli", "dobrze". Z pewnością czeka go długotrwała terapia - powiedział "Gazecie" psycholog kliniczny Bronisław Stoch, który w czwartek odwiedził pacjenta. Przyznał, że wstrząs związany z wojskowymi doświadczeniami mężczyzny mógł mieć wpływ na uaktywnienie się zaburzeń.
Mężczyznę na podstawie zdjęć i znalezionych przy nim przedmiotów osobistych rozpoznały matka i siostra, a także brat mieszkający we
Wrocławiu - mówi Mariola Plichta z biura prasowego policji w Węgorzewie. Na komendę policji w Zakopanem zgłosili się także dawni koledzy mężczyzny.
Włodzimierz N. nie był poszukiwany36-letni Włodzimierz N. to były wojskowy, służył na misjach poza granicami kraju, w Iraku, Jemenie. - W czerwcu wyjechał z domu, mówiąc, że jedzie za granicę, do Azji bądź Afryki, nie określił dokładnie. Zapowiadał, że nie będzie się kontaktował, nie był więc poszukiwany - dodaje podinspektor Pietruch.
Mężczyznę znaleziono w piątek na polanie pod Kopieńcem. Jan Polak, pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego, zauważył ślady butów w rzadko odwiedzanym przez turystów miejscu. Idąc tym tropem, dotarł do pasterskiego szałasu, w którym znajdował się skrajnie wychłodzony i wygłodzony mężczyzna poowijany w znalezione w szałasie kołdry. Nie potrafił powiedzieć, jak się nazywa ani jak znalazł się w górach. Na pytania odpowiadał zdawkowymi: "nie wiem", "nie pamiętam", "tak" lub "nie". Mężczyzna był ubrany w czerwoną kurtkę, szare spodnie, szarą czapkę. Miał przy sobie plecak i wojskowy nóż.