Rutkowski wrócił do mediów za sprawą zaginionej Magdy z Sosnowca. Wynajęty przez rodzinę dziewczynki najpierw jej szukał, a później wydobył z jej matki wypowiedź (i nagrał kamerą), że
dziecko nie zostało porwane, ale wypadło jej z rąk, uderzyło głową o próg i zmarło.
Oceny metod
pracy Rutkowskiego są skrajnie różne. Niektórzy uważają, że działa kontrowersyjnie, ale skutecznie. Inni tym, co widzą w mediach, są oburzeni. Twierdzą, że detektywowi chodzi głównie o rozgłos, działa nieetycznie, bez licencji koniecznej do wykonywania zawodu detektywa i
ciążą na nim zarzuty współpracy z mafią paliwową.
Wśród tych ostatnich jest właśnie Doniewicz. W branży detektywistycznej działa od 2005 roku, ale to jedyne, co chce o sobie zdradzić. Nie zależy mu na rozgłosie, bo nie chce być narażony na zarzut, że na sprawie Rutkowskiego chce się wypromować. - A poza tym nie mogę mówić o prowadzonych przeze mnie śledztwach, bo obowiązuje mnie tajemnica i zabrania tego etyka zawodowa - wyjaśnia.
Do Prokuratury Rejonowej w Sosnowcu zawiózł doniesienie, bo jest absolutnie przekonany, że to jego obowiązek: - Rutkowski łamie prawo i na przestępstwie buduje wizerunek. Pozuje na twardziela, wszechwiedzącego, a prawda jest taka, że nie posiada nawet licencji na prowadzenie działalności detektywistycznej. Rzuca cień na wszystkich uczciwie wykonujących nasz zawód. Oglądam go w telewizji, gdy bez cienia autorefleksji opowiada o swoim wyczynie, i szlag mnie trafia. Nie mam wyjścia, muszę zareagować, bo ktoś musi to w końcu przerwać.
Od lat działalności Rutkowskiego z dezaprobatą przygląda się także Polskie Stowarzyszenie Licencjonowanych Detektywów. Ryszard Bednik, prywatny detektyw z Krakowa, członek i rzecznik prasowy PSLD, nie ma wątpliwości, oceniając Rutkowskiego: - Ten człowiek to nieetyczny hochsztapler, który dorabia gębę całemu środowisku prywatnych detektywów. Staramy się wytłumaczyć ludziom, że od kilku lat nie jest detektywem. Jednak nasze apele giną wśród hałaśliwego PR, jaki stosuje Rutkowski.
Krzysztof Rutkowski zarzutami ludzi z branży się nie przejmuje. Jego zdaniem doniesienie Doniewicza to przejaw zawiści. - Pewnie w życiu wyśledził jedną niewierną żonę i teraz próbuje moim kosztem zaistnieć. Ale tym swoim wnioskiem tylko się ośmieszy, bo nie zna treści protokołu z mojego przesłuchania. Nie wie, że zlecenie od rodziny zaginionej Magdy przyjęło moje biuro doradcze, a nie detektywistyczne, i żadne czynności detektywistyczne nie były prowadzone. Nikogo nie śledziliśmy i nie podsłuchiwaliśmy. Oparliśmy się jedynie na naszym doświadczeniu intelektualnym - tłumaczy. I dodaje: - Jak się zgarnia najlepsze zlecenia w tym kraju, to trzeba się liczyć z zazdrością.
Postępowanie z doniesienia Doniewicza nie będzie jedynym, z którym będzie się musiał zmierzyć Rutkowski. Wczoraj śledztwo w jego sprawie wszczęła
Prokuratura Okręgowa w Gliwicach. Jej rzecznik Michał Szułczyński tłumaczy, że jest prowadzone w sprawie dwóch artykułów Kodeksu karnego, dotyczących użycia przemocy lub groźby bezprawnej w celu wywarcia wpływu na świadka oraz wykonywania czynności zastrzeżonych dla organów i instytucji państwa.