Były szef BOR o zarzutach: Dywagacje i życzenia. Robimy tyle, na ile nas stać

ps, PAP
09.02.2012 , aktualizacja: 09.02.2012 21:47
A A A Drukuj
Generał Mirosław Gawor, były szef Biura Ochrony Rządu Fot. Robert Kowalewski / AG Generał Mirosław Gawor, były szef Biura Ochrony Rządu
BOR pracuje jak inne służby, a na większą ochronę nie pozwala nam budżet. Opinia biegłych jest życzeniowa i nie ma uzasadnienia w prawie. Na jakiej niby podstawie mielibyśmy zabezpieczać trasę przejazdu? - pytał były szef BOR gen. Mirosław Gawor, komentując zarzuty prokuratury wobec BOR dotyczące katastrofy smoleńskiej.
Prokuratura postawiła zastępcy szefa BOR gen. Pawłowi Bielawnemu dwa zarzuty (m.in. niedopełnienia obowiązków) w śledztwie dotyczącym przygotowań wizyt prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Donalda Tuska w Katyniu w kwietniu 2010 r. Dziś Bielawny został zdymisjonowany ze stanowiska.

- Jak powinno wyglądać zabezpieczenie takiej wizyty - pytała Polska Agencja Prasowa byłego szefa BOR Mirosława Gawora. - Od lat powtarzam, że polskie Biuro Ochrony Rządu w swojej działalności robi niezbędne minimum, bo na tyle nas stać. Oczywistą rzeczą jest, że chcielibyśmy robić więcej, ale nie zawsze na to pozwalają warunki - odpowiedział Gawor.

"Prezydenta USA stać na 300 ochroniarzy"

Generał tłumaczył, że BOR działa jako inne służby w Europie i na świecie, a w Rosji lokalne służby ochrony nie odbiegają od standardów światowych: - USA i Rosja stosują "ochronę totalną", bo ich po prostu na to stać, poza tym nie bez znaczenia jest, że posiadają broń atomową - mówił.

- Gdy kierowałem BOR, to na zabezpieczenie wizyty zagranicznej prezydenta lub premiera nigdy nie udało mi się wysłać więcej niż dziesięciu oficerów. Tymczasem, gdy amerykański prezydent przylatuje do Polski, towarzyszy mu 300 ochroniarzy. To nie znaczy, że oni nie mają zaufania do służb gospodarza lub przejmują dowodzenie. Po prostu mają na to pieniądze - zaznaczył.

Gawor powiedział, że zabezpieczenie zagranicznych wizyt prezydenta i premiera zawsze odbywa się według tego samego schematu, jak podróże do Smoleńska w kwietniu 2010 r. - Odbywa się to w ten sposób na całym świecie. Nikt z zewnątrz nie jest w stanie dobrze zabezpieczyć wizyty bez współpracy z gospodarzem. Zadaniem służb kraju gościa jest zabezpieczenie fizyczne i jednocześnie obserwowanie, czy gospodarze robią wszystko jak należy - stwierdził.

"Niby na jakiej podstawie mielibyśmy sprawdzać trasy przejazdu?"

Zdaniem generał w ekspertyzie biegłych dla prokuratury jest dużo niedomówień i nieścisłości. - Dla mnie jest to życzeniowa opinia, która nie ma uzasadnienia w faktach, a w większości wypadków - w prawie. Na przykład kwestia, czy lotnisko spełnia wymogi techniczne - to nie jest sprawa BOR-u, tylko specpułku. BOR nie ma nawet odpowiednich fachowców, by to ocenić. Podobnie zarzut, że nie sprawdzono tras przejazdu. Ale niby na jakiej podstawie miałyby to na terenie Rosji zrobić polskie służby? Na podstawie jakiego prawa? - pytał.

Podobnie odniósł się do zarzutów o brak ochrony samolotów na lotnisku. - Lotnisko w Smoleńsku, jako obiekt wojskowy, jest dozorowane przez całą dobę. Jeżeli podczas wstępnych ustaleń przed wizytą, Rosjanie zadeklarowali, że biorą na siebie zabezpieczenie lotniska, w tym polskiego samolotu, BOR nie ma podstaw, żeby im nie ufać - wyjaśnił.

"Gospodarz zabezpiecza obiekt. Tylko idiota wpuściłby obce służby..."

Biegli zaznaczyli w opinii, że w grupie rekonesansowej i zabezpieczającej zabrakło m.in. pirotechnika i lekarza. - Gdybyśmy mieli tak działać, na przygotowanie wizyty w Katyniu powinno polecieć 10-15 funkcjonariuszy, a później na fizyczne zabezpieczenie - 20 albo 30 - skomentował to Gawor, dodając, że przy takim postępowaniu "budżet BOR kończyłby się w maju". - Poza tym o liczbie miejsc dla ochrony w samolocie nie decyduje szef BOR, tylko organizator wizyty - dodał.

Według byłego szefa Biura to gospodarz powinien zapewnić zabezpieczenie sanitarne, biochemiczne i pirotechniczne. - Zresztą wyobraźmy sobie, że gość z zagranicy chce lądować w polskiej bazie wojskowej. Tylko idiota wpuściłby obce służby. Taki obiekt jest dozorowany przez całą dobę, a gość może co najwyżej zgłosić - i jest to norma - żeby nie odbywały się tam w tym samym czasie np. żadne prace techniczne - wyjaśniał.

"Oficer, który zginął w Smoleńsku, miał większą wiedzę niż oceniający"

Gawor zaznaczył, że nie ma żadnych przesłanek wskazujących na rolę ochrony w katastrofie lotniczej. - Na pokładzie nie wybuchła bomba, nikt maszyny nie ostrzelał z terenu lotniska itp. - wymieniał - Dlatego dla mnie dużym zaskoczeniem jest, że zarzut dotyczy wiceszefa BOR-u. Według mnie funkcjonowanie ochrony to poboczny wątek, który jest ciągnięty zupełnie niepotrzebnie. Widzę tu też podgrzewanie atmosfery przez prokuraturę - mówił.

Generał powiedział także, że płk Jarosław Kaczyński (byłego wiceszefa BOR, który odwoływał się od decyzji o zwolnieniu go ze służby) nie powinien jego zdaniem podejmować się roli biegłego. Zaznaczył, że ppłk Jarosław Florczak, który zabezpieczał wizyty w Smoleńsku (zginął w katastrofie smoleńskiej) był jednym z bardziej doświadczonych oficerów: - Moim zdaniem wiedza profesjonalna ppłk. Florczaka była o wiele wyższa niż tego, który go oceniał.

"Czy stać nas na to, żeby setkę agentów wysłać do Smoleńska?"

- Ta sytuacja osobiście mnie boli, bo powoduje złą atmosferę wokół BOR. Wciąż czuję się związany z tą firmą - mówił Gawor.

- Czy powinniśmy na przyszłość zmienić sposób ochraniania najważniejszych osób w państwie podczas podróży zagranicznych? - pytała generała PAP.

- To jest pytanie, czy powinniśmy wsadzić w samolot setkę agentów ochrony i wysłać ich wcześniej do Smoleńska. Może i powinniśmy, tylko, czy nas na to stać? - pytał retorycznie generał - Niech wszyscy przeanalizują wizyty, które się odbywają w Polsce, oprócz wizyt rosyjskich i amerykańskich. Czy przylatuje 50, czy 100 agentów ochrony? Nie, przylatuje kilku. Wiedzą, że BOR działa na tyle profesjonalnie, że nie będą mieli stresu - zaznaczył.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 49
  • 20
  • 8
  • 7
  • 11
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    80 głosów

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (351)

  • uszatek_2

    Oceniono 4 razy 4

    Nie długo miłośnicy "spiskowej teorii dziejów" wymyślą, że winę za katastrofę pod Smoleńskiem ponoszą myszy ,bo w hangarze w którym stał Tupolew skutecznie nadgryzły skrzydło samolotu a to(skrzydło), właśnie z tego powodu złamało się podczas "bliskiego spotkania" z brzozą... Winny tego niedopatrzenia jest oczywiście BOR !!!!!! - bo Tuskowi to pilnowali hangaru i przeganiali wstrętne gryzonie a Prezydentowi Kaczyńskiemu to nie ...!!!!! HAŃBA !!! polski narodzie ..... do broni...!!!!!!!!!

  • zomozadwa

    Oceniono 4 razy 4

    gdyby kurdupla zawineli w warszawie w jego ulubiony kocyk ppanc
    to do tego 'nieszczęścia" by nie doszło.

  • antek_maniak

    Oceniono 4 razy 4

    co z tymi magnesami oraz dobijaniem rannych strzałem w potylice ?

  • nautilus1970

    Oceniono 3 razy 3

    wylaczc komentowanie bo jeszcze dobijaja trupy w smolensku nawet tu widac strzaly jak z luku waszej glupoty tu leca

  • janspruce

    Oceniono 5 razy 1

    A o co tu pytac Gawora?
    Przeciez on z sierzanta kapciowego Walesy w przeciagu 5 lat stal sie generalem!!!!!
    I od tej pory jest w stanie spoczynku - stad tylu generalow w Wojsku Polskim.
    Tak go ten pierwszy i nieposzlakowany awnsowal!!!
    W dupie byl i gowno widzial - ochrone zna z filmu Bodyguard!
    Tez zescie znalezli fachowca - jaka gazeta taki fachowiec.

    • janspruce

      Oceniono 7 razy 7

      @janspruce
      No tak srednia wieku na internecie to lat 16 wiec skad moze ktos pamietac lata 90-te?
      A wczesniej to przeciez brzydka komuna byla - prawda?

    • zomozadwa

      Oceniono 5 razy 1

      @janspruce
      młotku,
      sam do siebie piszesz/ :-D

  • voiceinthedesert1

    Oceniono 13 razy -9

    Zgadzam się co do relatywnej ilości funkcjonariuszy BOR w Smoleńsku. Ale z tym, że nie polecieli ratować polskie głowy Państwa, co jest ich obowiązkiem gdziekolwiek by nie byli, z tym się nie zgadzam. Nie wiem, co zrobiłbym na ich miejscu. Ale napewno nie posłuchałbym Rosjan! Niestety pan generał powinien wytłumaczyć, dlaczego jego agenci nie polecieli na miejsce katastrofy, nawet jesli to oznaczalo walke na pięści ze zbirami, któży im tego na siłę zakazali! Gdyby polecieli, mogliby pozyskać bezcenną informację w tej sprawie! Ciekawe, dlaczego gen. Gawor w ogóle tej kwestii nie porusza ...

    • kastoripollux

      Oceniono 9 razy 5

      @voiceinthedesert1
      Co miał lecieć ratować BOR? Przecier pomidorowy na kotlecie mielonym? Może by zapobiegli dobijaniu pasażerów którzy przeżyli? Przecież było słychać strzały!!! Długo się będziecie rozwodzić nad każdym wątkiem? A wystarczyło tylko nie lądować na siłę. A jak chcesz się bić na pięści to ring wolny.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX