W
Warszawie po ponad godzinnym krążeniu nad Warszawą
szczęśliwie wylądował Boeing 767. Na pokładzie było 230 osób. Samolot leciał z Nowego Jorku.
Robert Gałązkowski z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego: Dziękować Bogu, że pilot wykazał się najwyższym kunsztem. Że wylądował tak, że nie było sytuacji zagrożenia życia. Chylę czoła - mówił na antenie
TVN24. Zapewnił, że służby były w stanie gotowości od kilkudziesięciu minut.
Kpt Piotr Lipiński mówił w TVN24: Wyszło bardzo dobrze. To była perfekcyjna robota. Samolot łagodnie dotknął pasa, był kontrolowany do końca. Wszyscy wiedzieli co robić - chwalił pilot. - Kolegom bardzo gratuluję. Załoga wykonała fenomenalną robotę - dodał.
Kpt. Tadeusz Wrona wykonał mistrzowskie lądowanie- Żadne doświadczenie nie przygotowuje człowieka psychicznie. Znam załogę tego samolotu i mogę powiedzieć, ze zawsze się z nimi swietnie latało. Sa świetnie przygotowani. To samolot dłuższego zasięgu (lot był z Nowego Jorku - red.), latają na nim najlepsi piloci - dodał. Powiedział, że to bardzo doświadczeni piloci, nie podał jednak ich nazwisk.
Edmund Klich, były pilot: Samo lądowanie było mistrzowskie i profesjonalne, dlatego wszystko zakończyło się szczęśliwie - mówił w TVN24.
Wojciech Łuczak, pilot, ekspert lotniczy tłumaczy, co się stało na Okęciu: Przyczyną tej sytuacji (niewypuszczenia podwozia - red.) było przecięcie lub awaria instalacji wypuszczania całego podwozia. Coś musiało zawieść w kilku obwodach wysuwających podwozie, ale nie chcę wyrokować. Czekają nas tygodnie ekspertyz. Mogą być tysiące przyczyn. Teraz to jest wróżenie z fusów - mówił w TVN24 ekspert.
Pilot, kpt. Leszek Sułkowski o awaryjnym lądowaniu mówi, że pilot lądując bez podwozia musi się liczyć z bardzo poważnymi konsekwencjami. - Samolot jest wtedy pozbawiony systemów hamulcowych, a więc jest bardzo trudno wytracić prędkość, energię tego ogromnej masy samolotu. Samolot nie chce wyhamować na podejściu, stawia bardzo duże opory - dla pilota jest to ogromne wyzwanie - tłumaczy. - To, co zrobili piloci Boeinga 767 to majstersztyk. Z zawodowego punktu widzenia - zrobili to bardzo dobrze - dodaje.
Widziałem moment, kiedy samolot przyziemiał, zupełnie na kadłubie, bez podwozia - to szczęście, że się nie zapalił. Poza zbiornikami celowymi paliwowymi, tam, gdzie jest kadłub - pod nim, znajduje się ogromny zbiornik paliwa. (...) Gdyby to się zapaliło, ludzie mieliby naprawdę marne szanse - powiedział Sułkowski.
Było łatwiej, bo samolot nie miał dużo paliwaTłumaczył dalej: Na szczęście zostały wypuszczone klapy. Klapy to są powierzchnie opuszczone ze skrzydła w dół po to, żeby zmniejszyć prędkość lądowania przez uwypuklenie profilu skrzydeł - mówił Łuczak. - Podczas podchodzenia do lądowania samolot miał podniesiony „nos”. Oznacza to, że
piloci do samego końca idealnie panowali nad maszyną . Tak właśnie powinno wyglądać idealne podejście do lądowania. To było możliwe dzięki temu, że samolot spalił 50 ton paliwa nad Atlantykiem. Łatwiej było osadzić pilotom pusty samolot. Taki pusty samolot prowadzi się jak wielki szybowiec. Piloci "lotowcy: są znakomicie przygotowani. Każdy pilot musi przetrenować taką sytuację kilka razy w roku - dodał.