Płocczanie są niewinni - po długim śledztwie, aresztach i procesie

Hubert Woźniak
16.10.2011 , aktualizacja: 16.10.2011 19:35
A A A Drukuj
Straciliśmy pracę i zaufanie. Będziemy domagać się odszkodowania - mówią byli pracownicy Petrochemii, aresztowani w sprawie mafii paliwowej. Sąd ich uniewinnił
Było o tej sprawie głośno. Od 2002 roku krakowska prokuratura apelacyjna prowadziła zakrojone na szeroką skalę śledztwo - jak podkreślały formułowane przez ABW komunikaty prasowe - w sprawie nielegalnego handlu paliwami, wyłudzeń akcyzy i prania brudnych pieniędzy.

Nad sprawą pracował 14-osobowy zespół, a różne zarzuty usłyszało 300 osób.

ABW weszła o 6 rano, z bronią i kajdankami

25 listopada 2006 roku funkcjonariusze ABW zatrzymali trzech byłych już wtedy pracowników płockiej Petrochemii: dyrektora Biura Handlu Ropą i Paliwami Andrzeja Praxmajera oraz dwóch jego pracowników Artura Majznera i Jacka Piątkowskiego. - Funkcjonariusze przyszli o godz. 6 rano, w silnej eskorcie, w kominiarkach i z długą bronią zawieźli mnie do Szczecina - opowiada Artur Majzner.

- W chwili zatrzymania byłem w Szczecinie u rodziców, starszych osób, opiekowałem się nimi - dodaje Andrzej Praxmajer. - Zwłaszcza moja matka strasznie przeżyła to najście o 6 rano. Miałem akurat spakowaną walizeczkę z rzeczami osobistymi i książeczkę do modlitwy. Wyprowadzili mnie w kajdankach, a przecież stawiłbym się na każde wezwanie. Sprawa, której dotyczyło śledztwo, nie była niczym nowym, otwarcie dyskutowano o niej na jednej z komisji sejmowych.

Artura Majznera i Jacka Piątkowskiego sąd aresztował na miesiąc, wyszli po dwóch tygodniach. W przypadku Andrzeja Praxmajera sąd postanowił, że w areszcie spędzi trzy miesiące. I tyle w nim spędził.

- W jego przypadku był to typowy areszt wydobywczy - komentuje jeden z zatrzymanych, a dziś uniewinnionych pracowników Petrochemii. - Miał zobaczyć, że szybciej wyjdzie, kiedy zacznie mówić.

W sprawie tej zatrzymany był też na krótko jeden z byłych członków zarządu Petrochemii Stanisław M. Udało się jednak w porę zebrać dowody potwierdzające, że w czasie, jaki interesował prokuraturę, menedżer ten już w kombinacie nie pracował.

Zarzuty: jeden się wzbogacił, inni mu pomagali

Zarzuty, jakie mężczyźni usłyszeli, związane były z firmą Trans Sad. Była to agencja celno-spedycyjna, której Petrochemia zlecała zakup i dystrybucję paliwa. Zlecił jej również rozliczanie się z cła i podatków.

Prokuratura zarzuciła aresztowanym, że w 1997 r. z konta Petrochemii przelali na konto Trans Sadu ponad 27,5 mln zł na pokrycie kosztów naliczonych zobowiązań podatkowych za sprowadzane paliwo. Pieniądze te jednak nie trafiły do urzędu celnego, lecz na oprocentowane lokaty bankowe firmy. Przelew z konta rafinerii na konto szczecińskiej spółki uruchomiono, mimo że decyzja o zapłacie należnego podatku została wstrzymana z powodu zgłoszonej przez Trans Sad skargi administracyjnej.

Andrzejowi Praxmajerowi prokuratura zarzuciła, że nadużył swoich uprawnień i spowodował przelanie na kontro Trans Sadu 27,5 mln zł na poczet należności celno-podatkowych, mimo że nie powinien tego robić, spowodował szkodę dla Petrochemii sięgającą z odsetkami 33 mln zł i w zamian osiągnął korzyść majątkową w nieustalonej wysokości. Artur Majzner i Jacek Piątkowski mieli odpowiadać za udzielenie pomocy Andrzejowi Praxmajerowi, także otrzymując od współwłaścicieli Trans Sadu korzyść majątkową w nieustalonej wysokości.

Kilka lat jałowej korespondencji

Nikt jednak nie chciał słuchać tłumaczenia zatrzymanych. A wyjaśniali oni, że zaczęło się od sporu z celnikami o metodologię pomiarów w dwóch dostawach paliwa. W tym czasie celnicy na przemian z urzędem skarbowym zaczęli między sobą spór administracyjny. Korespondencja pomiędzy nimi krążyła kilka lat, a urząd celny i urząd skarbowy nie potrafiły wydać w tej sprawie wiążącej decyzji.

Trans Sad utrzymywał przez cały ten okres gwarancję ze strony jednej z firm ubezpieczeniowych, więc zapłata należności celnych nie była w żadnym momencie zagrożona. Faktycznie, obracał tymi 27 mln zł, które "wrzucił do jednego wora", ale czekał na postanowienie urzędów.

Bez tego dokumentu nie mogło dojść do przelania pieniędzy. Celnicy nawet zwrócili się bezpośrednio do ubezpieczalni, ale zostali odesłani z kwitkiem, bo wciąż nie wydali decyzji administracyjnej.

W pewnym momencie Orlen zdecydował się uregulować tę należność, by nie mieć zaległości, ale w trakcie innego postępowania przed sądem gospodarczym okazało się, że także nie powinien był tego robić.

Sąd orzekł: wszyscy oni są niewinni

Prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko trzem byłym pracownikom Petrochemii pod koniec 2006 r. W lutym 2008 r. zaczął się proces. Przed kilkoma tygodniami zapadł wyrok. Sąd nie dopatrzył się ani korzyści majątkowej, ani przekroczenia uprawnień przez oskarżonych i wszystkich uniewinnił. - Od samego początku w tej sprawie nie było dowodów, opierała się ona na jakimś pomówieniu - komentuje Jacek Piątkowski. - Akt oskarżenia był tak żenujący, że nie chce się wierzyć, iż taka sytuacja jest możliwa w państwie prawa.

W chwili aresztowania Artur Majzner i Jacek Piątkowski mieli własną spółkę. - Pracowaliśmy dla londyńskiego tradera, którego obroty są kilkakrotnie wyższe od obrotów Orlenu - mówi Artur Majzner. - Aresztowanie złamało nam karierę zawodową.

- W sektorze naftowym pracuje się na najwyższym poziomie zaufania - dodaje Jacek Piątkowski. - Nie można znaleźć się nawet w cieniu podejrzenia. Nie tylko straciliśmy kontrakt, ale do czasu zakończenia procesu nie mam szansy na powrót do pracy w branży.

Wiele stracili, myślą o odszkodowaniu

Jacek Piątkowski zdecydował, że po uprawomocnieniu się wyroku wystąpi do skarbu państwa o odszkodowanie. Podobnie Artur Majzner. - Skompletowałem już dokumenty pokazujące, ile zarabiałem i ile straciłem - dodaje.

Andrzej Praxmajer, dziś na emeryturze, nie wie jeszcze, co zrobić.

- Po aresztowaniu przyszedł pewien ostracym środowiska. Myślałem o tym, by zająć się jakimś doradztwem, ale zatrudnienie mnie groziło każdemu mojemu pracodawcy zainteresowaniem śledczych. Wiedząc o tym, unikałem takich sytuacji i tego, że sprowadzę na kogoś tego typu zainteresowanie. Odszkodowanie? Czeka mnie wtedy proces, który będzie wiązał się z nerwami i kosztami. Raz już próbowałem dochodzić swoich praw, kiedy minister Ziobro opluł mnie w jednym z wystąpień sejmowych, ale nic z tego nie wyszło, bo chronił go immunitet. Zastanowię się.

Nie udało nam się ustalić, czy prokuratura złoży apelację od wyroku szczecińskiego sądu, na razie wystąpiła o sporządzenie pisemnego uzasadnienia.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (4)

  • biust75d

    0

    Ale 2002 rok to rządy SLD-PSL. Nie było wtedy ABW tylko UOP. No i nie było Ziobry na stanowisku ministra sprawiedliwości.

  • josif47

    0

    Proroki dali D..y. Jednym slowem....niedoksztalceni

  • koniu150

    0

    wszyscy niewinni tak właśnie w polsce jest a kasa sama znika w czarnej dziurze

  • prawdziwyklecha

    0

    Żebro ten gamoń który polował na lekarzy i biznesmenów pracujących na PKB tego kraju jak już go przestanie chronić immuniuniu to chłopiec może się spodziewać kilku przegranych spraw w sądzie , a tym samym konsekwencji z tym związanych , może tępak faktycznie powinien uczyć się angielskiego co by mógł zmywak w Gabonie obsługiwać , bo w kraju taka łajza aparatczyk lizodup geya prezesa raczej normalnej roboty nie znajdzie , żaden uczciwy pracodawca nie zatrudni fałszywego chama który podstęp i prowokację ma we krwi , jego wafel rajdowiec -kłamczuszek Kurski już szykuje sobie gniazdko w Brukseli wiedząc że w kraju po prostu nikt takiej mendy nie zatrudni.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX