Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu, gdy w komisariacie policji w Tymbarku zjawił się mieszkaniec gminy Dobra koło Limanowej. I powiedział, że został okradziony. To policjantów tak bardzo by nie zdziwiło, gdyby nie zaskakujący przedmiot kradzieży. Mężczyzna oświadczył bowiem, że gdy wszedł do sieciowej
gry, z przerażeniem stwierdził, że ktoś zwędził mu... wirtualnego rycerza, którym grał od wielu miesięcy.
Strata była tym bardziej dotkliwa, że gracz od dłuższego czasu systematycznie rozbudowywał swoją postać, dokupując dla rycerza lepsze pancerze i uzbrojenie. W grze sieciowej można to robić, zdobywając najpierw punkty doświadczenia i wirtualne pieniądze, potem zamieniając je na ekwipunek. Ale kto nie chce mozolnie pokonywać kolejnych etapów, może to zrobić szybciej - kupując go za prawdziwe złotówki. Okradziony gracz utracony ekwipunek sieciowej postaci wycenił właśnie na 1500 zł. I policja musiała ruszyć na poszukiwania internetowego złodzieja. - Choć przedmiot nie istniał realnie, to strata była jednak rzeczywista. I w tym przypadku w grę wchodzą już normalne przepisy o kradzieży - tłumaczy Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji.
Śledztwo okazało się równie trudne, jak złapanie złodzieja działającego w rzeczywistym świecie. - A może nawet trudniejsze, bo decydującą rolę odgrywała tutaj wiedza ściśle informatyczna niż typowo dochodzeniowa - mówi rzecznik limanowskiej policji Stanisław Piegza.
Policjanci musieli zgłębić zasady gry, a także ustalić, z kim w sieci rywalizował małopolanin. Co gorsze, gracze wypożyczają sobie swoje postaci. Szybko okazało się, że sprawa przerasta siły miejscowej policji, w śledztwo zaangażowano specjalistów od komputerowych dochodzeń z małopolskiej komendy.
- W dużym skrócie można powiedzieć, że trzeba było przeanalizować mnóstwo adresów, które miały styczność z kontem poszkodowanego gracza - mówi Piegza.
Po półrocznym tropieniu w sieci policjanci dotarli w końcu do 16-latka z Pomorza. To na jego adres e-mailowy trafiły dane potrzebne do zalogowania się na konto z rycerzem.
- Metody są podobne jak w innych oszustwach internetowych: trzeba zdobyć dostęp do konta gry. Przestępcy podsyłają więc fałszywy e-mail i proszą o podanie danych potrzebnych do logowania albo instalują tzw. robaki, czyli programy szpiegujące zainstalowane w programach udoskonalających grę. Jak już wyłudzą login i hasło do konta, logują się na nim i ogałacają postać z całego ekwipunku, po czym przekazują go innej osobie - wyjaśnia mechanizm przestępstwa Przemysław Krejza, prezes stowarzyszenia Instytut Informatyki Śledczej.
Po co? Bo - jak mówi szef SIIS - w portalach aukcyjnych kwitnie handel wirtualnym wyposażeniem bohaterów sieciowych gier. - Za zbroje, miecze i inne przedmioty można dostać nawet kilkaset złotych. Oczywiście duża część to legalna sprzedaż, ale rynek ten przyciąga też przestępców. Często ci, co kradną, sami nie są graczami, a wyposażenie zrabowane wirtualnym postaciom z gier sprzedają przez podstawione "słupy". I osoby zarabiające na kradzieżach ciężko jest potem namierzyć - mówi Krejza.
16-latek z Pomorza nie przyznaje się do kradzieży, ale policja z Tymbarku wysłała już wniosek do sądu rodzinnego w jego sprawie. Odkrycie potencjalnego złodzieja to na razie tylko część sukcesu krakowskich i limanowskich policjantów. Bo wciąż nie wiadomo, gdzie jest skradziony rycerz! - Udało się namierzyć część jego wyposażenia, ale wciąż szukamy reszty - mówi rzecznik limanowskiej policji.