W środę Woodsa, Logana i cały Prokom zatrzymały w Eurolidze BC Chimki, ale Anwil Włocławek, PGE
Turów Zgorzelec czy
Trefl Sopot nie są w stanie dorównać wicemistrzom Rosji jakością zawodników czy organizacją i intensywnością gry. Nie dorównuje im sam Prokom.
Wygląda na to, że autorski projekt trenera Tomasa Pacesasa jest na Euroligę za słaby. I to niezależnie od tego, czy gdynianie wygrają czwartkowy wyjazdowy mecz z EWE Baskets Oldenburg, czyli spotkanie o być albo nie być w walce o Top 16.
Siódemka obcokrajowców to - jak przyznaje między wierszami Pacesas - zawodnicy niechciani w innych klubach Euroligi i na tym poziomie gracze przeciętni. Nieprzewidywalny Woods ma problemy z plecami, Logana w kluczowych momentach nie widać, pozostali pełnią role drugoplanowe.
Pięciu Polaków to już koszykarze wybitnie od zadań specjalnych - tak jak
Marcin Gortat w Orlando Magic mają stawiać zasłony i walczyć o zbiórki, czasem mogą sobie rzucić z przypadkowej pozycji. W euroligowym Prokomie czują się jednak tak, jakby złapali pana Boga za nogi.
Pacesas stworzył zespół, w którym każdy akceptuje swoją rolę, ale na razie nie zdołał wnieść do drużyny wartości dodanej. Prokom nie potrafi zaskakiwać lepszych od siebie - brakuje nie tylko błyskotliwych rozwiązań taktycznych, ale nawet gryzienia parkietu.
Brakuje także - a raczej przede wszystkim - pieniędzy, bo Prokom ma znacznie mniejszy budżet niż większość euroligowych rywali. Jedną trzecią tego, czym dysponował momentami poprzednik Pacesasa Eugeniusz Kijewski Litwin stara się inwestować rozsądniej, ale nie jest to inwestycja w przyszłość. Prokom prawdopodobnie zdobędzie kolejnym tytułem przepustkę do Euroligi, ale jeśli nie zwiększy budżetu, to wyniki w elicie znów będzie miał kiepskie. Znów będzie za mocny na
PLK, a za słaby na Euroligę.
A może lepiej pójść śladem Żalgirisu Kowno lub Olimpiji Lublana, czyli drużyn z krajów Pacesasa i jego słoweńskiego asystenta Davida Dedka? Te lokalne potęgi w Eurolidze sukcesów nie odnoszą, ale regularnie ogrywają w niej rodzimych zawodników, co potem przynosi efekty sportowe lub finansowe.
Pacesas i Dedek chwalą 20-letniego Mateusza Kostrzewskiego i o dwa lata starszego Adama Łapetę, ale w pięciu meczach Euroligi dali im zagrać w sumie przez zaledwie 22 minuty. W PLK obaj koszykarze są skuteczni ze słabeuszami, w Eurolidze grzeją ławę, nawet gdy wynik jest rozstrzygnięty.
Postęp w sporcie można osiągnąć na dwa sposoby - poprzez kupowanie gwiazd albo promowanie własnych. Prokom powinien skoncentrować się na tym drugim i grę w Eurolidze wykorzystać jako środek do osiągnięcia celu.
Obrazu gry mistrzów Polski nie powinno to pogorszyć.