Wozniacki została już przesłuchana przez przedstawicieli WTA po tym, jak w ubiegłym tygodniu zrezygnowała z
gry w pierwszej rundzie w Luksemburgu, przy prowadzeniu 7:5, 5:0 z reprezentantką gospodarzy Anne Kremer.
Władze WTA zaalarmowali bukmacherzy, którzy w momencie kreczu płacili 100 euro za wygraną Kremer. Dostali sporo takich właśnie typów.
Głównym sprawcą zamieszania jest zapewne Piotr Woźniacki. Ojciec i trener finalistki
US Open przy stanie 3:0 skorzystał z tzw. coachingu. Wszedł w przerwie na kort i szeptał córce rady dotyczące jej gry. - Karolina, daj spokój, te kontuzje są zbyt poważne. I tak nie zagrasz w kolejnym meczu, lepiej się wycofać od razu - powiedział po polsku Woźniacki, były piłkarz Zagłębia Lubin, który wyemigrował z Polski w latach 80.
Jego słowa wyłapały mikrofony i było je słychać w internetowej relacji. Ci, którzy zrozumieli przekaz, mogli obstawiać zwycięstwo Kremer. Bukmacherzy polskiego najwyraźniej nie znali. Inaczej, zmieniliby stawki. - Nie mamy sobie nic do zarzucenia. Wszyscy wiedzieli, że Karolina ma kontuzję. Nic dziwnego, że radziłem jej wycofanie się. Jestem dumny z córki, że zachowała się w taki sposób i dała szansę rywalce - tłumaczy Woźniacki
- Nie zrobiłam nic złego. Byłam kontuzjowana. Nie miałam żadnych szans by dokończyć mecz i dlatego skreczowałam. Nie mam nic wspólnego z zakładami bukmacherskimi, których jestem przeciwniczką - podkreśliła Wozniacki w Dausze, gdzie w środę czeka ją pierwszy mecz w mistrzostwach WTA.
- Następnego dnia pojechałam do szpitala na prześwietlenie. Lekarz powiedział mi, że było to naciągnięcie mięśnia uda. Nie obawiam się śledztwa WTA. Nie było nic podejrzanego w tym meczu, nie było żadnego układu - dodała.
19-letnia Wozniacki w tym roku rozegrała już 87 meczów i dokonała w rankingu WTA ogromnego skoku. W ostatnim notowaniu jest czwarta, m.in. dzięki dojściu do finału w US Open.