Jacek Masiota: PZPN wydaje dużo za dużo

Rozmawiał Jacek Sarzało
2009-10-09 , aktualizacja: 09.10.2009 08:13
A A A Drukuj
- Nie rozumiem, dlaczego udział w zarządzie PZPN stał się nagle płatny. Pieniądze pobierane ze związku powinny wynikać z pracy, a nie z racji sprawowanej funkcji - mówi Jacek Masiota.
Antoni Piechniczek i Grzegorz Lato na budowie Stadionu Narodowego
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Antoni Piechniczek i Grzegorz Lato na budowie Stadionu Narodowego
Jacek Sarzało: Jak wykazał raport komisji rewizyjnej, PZPN źle wydaje pieniądze. W wielu punktach budżet został w pierwszym półroczu przekroczony. Pan zawsze był zdania, że związek marnotrawi fundusze. Jak widać - nic się nie zmienia...

Jacek Masiota, członek zarządu: Jestem konsekwentny. Wśród nieakceptowanych przeze mnie w PZPN spraw najważniejszą wciąż jest wadliwe wydawanie pieniędzy. Trudno dać przyzwolenie na olbrzymie i wciąż rosnące koszty administracyjne (pensje, delegacje, hotele) czy ostatnio nagłośnione umowy-zlecenia dla członków zarządu, np. Antoniego Piechniczka czy Kazimierza Grenia.

Ponoć dostali w ciągu pół roku po ponad 50 tys. zł każdy. Wiceprezes Piechniczek nawet grubo ponad.

- Co więcej, wynagrodzenia i delegacje dla wszystkich członków zarządu za pierwsze półrocze to ok. 800 tys. zł. Nie potrafię znaleźć sensownego wytłumaczenia wynagradzania pana Grenia kwotą ok. 9 tys. zł miesięcznie za "doradztwo w zakresie organizacyjnym". Przecież pan Kazimierz nie jest ani biegłym rewidentem, ani prawnikiem, ani rzeczoznawcą. A doradzanie prezesowi należy do obowiązków każdego członka zarządu. Pobierane pieniądze powinny wynikać z pracy, nie z racji sprawowanej funkcji.

Tylko prezes Lato ma oficjalną pensję. Pozostali członkowie zarządu pracują ponoć społecznie.

- Właśnie. Nie rozumiem, dlaczego udział w zarządzie PZPN stał się nagle płatny. Albo ci wynagradzani panowie są działaczami społecznymi i poświęcają się dla związku raz bądź dwa razy w miesiącu, albo mają niezbędne kompetencje, by być pracownikami związku pięć dni w tygodniu, i wtedy rzeczywiście otrzymywać wynagrodzenie. Na razie mamy fikcję.

Podobno na wtorkowym posiedzeniu zarządu pokłócił się pan z Piechniczkiem?

- Trudno mi zaakceptować jego poglądy dotyczące funkcjonowania związku. Czasami odnoszę wrażenie, że to, że kluby mają prywatnych właścicieli, jest dla pana Piechniczka największym złem w polskiej piłce nożnej. Według niego sukcesy można było osiągać, kiedy kluby były finansowane przez przedsiębiorstwa państwowe, np. kopalnie. A teraz brak pieniędzy czy afera korupcyjna to wina tych prywatnych właścicieli.

Piechniczek powiedział niedawno "Gazecie", że zmniejszenie liczebności zarządu niemal o połowę - do 18 osób - to błąd. Zgadza się pan?

- Absolutnie nie, ponieważ na decyzje członków zarządu prawie zawsze wpływają przede wszystkim lokalne interesy. Stąd np. cała afera z licencjami dla klubów, komisjami ds. nagłych, mediami. Kiedy wybierani są członkowie rozmaitych komisji PZPN, ważniejsze od ich kompetencji jest to, czy każdy ze związków regionalnych jest należycie reprezentowany.

Z raportu komisji rewizyjnej PZPN



przekroczenie kosztów delegacji krajowych22,79 proc.
przekroczenie kosztów narad (wyżywienie, wynajem sali)8,44 proc.
przekroczenie kosztów internetu, komputerów itd.29,42 proc.
delegacje krajowe dla członków zarządu85 579 zł 18 gr
usługi hotelowe dla członków zarządu56 003 zł 73 gr
obsługa firm zewnętrznych729 359 zł 70 gr
(w tym wynagrodzenie dla firmy pośredniczącej w wynajmie nowego lokalu dla PZPN)172 044 zł 63 gr
Dużo więcej szczegółów z raportu o wydatkach PZPN »


Podziel się