- A to dlatego, że byliście lepsi. Nie mówię wcale tak dlatego, że wygraliście z naszą drużyną. Nie! Od samego początku turnieju prezentujecie bardzo ładną, zespołową siatkówkę. Przyjemnie się na was patrzy - tłumaczył Władimir, który do Turcji przyjechał z Warny przed dwoma tygodniami.
Obok niego siedzi cała grupka Bułgarów ubranych w narodowe barwy. Wszyscy uzbrojeni w trąbki, czapki i szaliki czekają na mecz z Rosjanami o brązowy medal, który rozpocznie się o godz. 16.30.
- Po losowaniu par półfinałowych cieszyliśmy się, że na was trafiliśmy. Myśleliśmy, że nie jesteście tak mocni. Zresztą nadal uważam, że byliście do ogrania, ale nasi zawodnicy was zlekceważyli - dodała Arnika.
Znacznie trudniej w Izmirze spotkać Rosjan. Nie rzucają się w oczy, ubrani są w cywilne stroje, nie noszą narodowych barw, a na ich twarzach nie gości uśmiech.
- Z czego mamy się cieszyć? Przyjechaliśmy tu po
złoto i taki był nasz cel. Wydawało się, że wszystko idzie po naszej myśli. W półfinale nie chcieliśmy trafić na Bułgarów i Polaków. Dostaliśmy co chcieliśmy i mamy za swoje - komentował sobotnią przegraną z Francuzami 2:3 Borys.
- Na kogo bym postawił w finale? Bez wątpienia na Polaków. Daniel Castellani to świetny trener. Z niczego zrobił drużynę, która bije wszystkich. Nic na to nie wskazywało, że będziecie tacy mocni. Gratulacje - zakończył.
Najwięcej w Izmirze jest Polaków, zachowują się też najgłośniej. Najpierw do późnych godzin nocnych świętowali awans do finału, by od rana zacząć przygotowania do wieczornej rywalizacji.
- Jestem spokojny. Na pewno będzie złoto. Idę jeszcze na dobrego kebaba, wypiję piwko i na halę. Najtrudniejsze jest za nami. Medal mamy, a to było najważniejsze, dlatego teraz wierzę w to, że im mobilizacji nie zabraknie. Zresztą z Francuzami już raz w Turcji wygraliśmy. Dlaczego miałoby być teraz inaczej? - zastanawiał się Sławomir z Katowic.
Mecz finałowy między Polską a Francją rozpocznie się o godz. 19.30. Trzy godziny wcześniej o brąz powalczą Rosjanie i Bułgarzy.