Berlin 2009. Trener Rogowskiej: To był wypadek

PAP, tka
2009-08-18 , aktualizacja: 18.08.2009 21:47
A A A Drukuj
- To był wypadek przy pracy - tak określił zwycięstwo Anny Rogowskiej i porażkę Jeleny Isinbajewej w finałowym konkursie skoku o tyczce 12. lekkoatletycznych mistrzostw świata w Berlinie trener i mąż zawodniczki SKLA Sopot Jacek Torliński.
Anna Rogowska
Fot. WOLFGANG RATTAY REUTERS
Anna Rogowska
Medalistki skoku o tyczce
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Medalistki skoku o tyczce
- Ten sezon nie jest najmocniejszy dla Rosjanki, ale to ona jest rekordzistką świata i jedyną osobą, która do tej pory skoczyła pięć metrów. Na pewno jeszcze trochę potrwa zanim następna zawodniczka uzyska taki wynik. Mam nadzieję, że jedną z nich będzie Ania - powiedział Torliński.

Rogowska pokonała carycę kobiecej tyczki Isinbajewę, która na Stadionie Olimpijskim w stolicy Niemiec wszystkie próby spaliła. Polka w pierwszym podejściu pokonała 4,75.

- Ten konkurs pokazał, że nie ma ludzi, z którymi nie da się wygrać. Jelena nie jest maszyną, jest to normalna osoba, którą można pokonać - dodał.

Po raz pierwszy myśl o tym, że Rogowska ma szansę, by nie tylko powalczyć w Berlinie o medal, ale by stanąć na najwyższym stopniu podium pojawił się po mityngu Super Grand Prix w Londynie (24 lipca), gdzie Polka wygrała z mistrzynią olimpijską.

- To był taki moment, w którym przekonałem sie o tym, że ona jest do pokonania. Potem utwierdziłem się w tym po mistrzostwach Polski w Bydgoszczy. Wtedy Ania uzyskała rezultat 4,80 i wyglądała naprawdę dobrze. Technika zaczęła się stabilizować i z dnia na dzień było lepiej - ocenił.

Na dwa dni przed eliminacjami pojawiły się jednak wątpliwości, a wszystko za sprawą nieszczęśliwego wypadku na treningu. Rogowska skręciła staw skokowy i na godzinę przed startem kwalifikacji nie było wiadomo, czy uda się jej przystąpić do rywalizacji.

- Dopiero po pierwszym okrążeniu truchtu w czasie rozgrzewki, jak pokazała mi, że jest ok, całe napięcie zaczęło ze mnie schodzić i wiedziałem, że musi być dobrze - przyznał.

Największym sukcesem 28-letniej zawodniczki był do tej pory brązowy medal igrzysk olimpijskich w Atenach. Potem nastały lata, w których Rogowska częściej walczyła z kontuzjami niż skupiała się na treningach.

- Sport ma to do siebie, że raz są lepsze, a raz gorsze dni. Jeśli nie będzie się w stanie przetrwać tych złych momentów, to nie będzie tych dobrych. Życie nie jest usłane tylko różami i nie wszystko wychodzi tak, jak się zaplanowało - tłumaczył Torliński.

Niepowodzenia zmusiły ich do szukania innych rozwiązań. Pomoc znaleźli w Leverkusen u Leszka Klimki.

- Jemu należą się szczególne podziękowania. To wyśmienity facet. Gdyby nie on to na pewno by tego sukcesu nie było. Dał nam nową motywację do pracy, dobrą radę i zapewnił świetne warunki treningowe. Wszystko, co było nam potrzebne, by dopiąć całą rzecz do końca - zaznaczył Torliński i dodał, że ma nadzieję, iż ta współpraca będzie trwała nadal.

Lekkoatletyczne Mistrzostwa Świata Berlin 2009 »


Podziel się