French Open: Venus nie z tej ziemi

Jakub Ciastoń, Paryż
2009-05-29 , aktualizacja: 29.05.2009 22:17
A A A Drukuj
Agnes Szavay pokonała Venus Williams, a Rafael Nadal nie dał szans Lleytonowi Hewittowi. Honor polskich debli uratowały siostry Radwańskie
Venus Williams
Fot. LIONEL CIRONNEAU AP
Venus Williams
SERWISY
Porażka polskiego debla »

- Kobiecy tenis już dawno nie był tak słaby. W Paryżu może dojść do niespodzianki i zwycięstwa jednej z młodych dziewczyn - mówił "Gazecie" i Sport.pl w czwartek Tomasz Iwański, były trener Nadii Pietrowej, który pracuje od niedawna z reprezentacją Kazachstanu.

Dzień później jego słowa o pokoleniowej zmianie warty znalazły dobre potwierdzenie. Szavay, 20-letnia dziewczyna z Budapesztu, zmiotła z kortu centralnego rozstawioną z trójką Venus Williams. Stara mistrzyni już w poprzednim spotkaniu grała słabo, broniła meczbole, ale obiecywała, że się poprawi. Na obietnicach się skończyło. Venus zupełnie zapomniała, jak się ślizga po czerwonej mączce. Już od trzech lat nie przeszła w Paryżu trzeciej rundy. Szavay zagrała jak profesorka.

- Za mocno, za szybko, za bardzo podkręcone piłki - wzdychał Lleyton Hewitt po meczu z Nadalem, który rozbił go 6:1, 6:3, 6:1 w niecałe dwie godziny. 28-letni Australijczyk dostał straszliwe lanie, ale na koniec zachował się w swoim stylu, czyli jak prawdziwy wojownik. Powiedział z podniesioną głową, że wraca do Paryża za rok.

16-letnia Portugalka Michele Larcher de Brito podczas meczu z Francuzką Arvane Rezai jęczała tak głośno przy uderzeniach, że rywalka nie wytrzymała i zaprotestowała u sędziego. Protest niewiele dał, bo sędzia wzruszył ramionami, że wiele dziewczyn jęczy na korcie. Francuzka nie miała innego wyjścia, niż uciszyć Portugalkę własnoręczne. Pokonała ją 7:6, 6:2. - Nie zmienię już tego, to element mojej gry. Monica Seles też tak pokrzykiwała i nikt nie robił problemu - powiedziała po meczu de Brito.

Na drugiej rundzie zakończyli występ w Paryżu debliści Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski. Polacy przegrali z Hiszpanami Tommym Robredo i Markiem Lopezem 4:6, 6:4, 4:6. Obaj rywale wygrywali już w karierze turnieje z Rafaelem Nadalem u boku, ale poza mocnymi uderzeniami z głębi kortu niczym wczoraj nie zaskoczyli. - Niestety ciągle nie umiemy dobrze grać przeciwko parom, które nie grają klasycznego debla, czyli nie chodzą często do siatki. Mamy kłopoty z wyprowadzaniem kontrataków - powiedział "Gazecie" Matkowski. Wszystkie przełamania serwisów Polaków nastąpiły przy podaniu Fyrstenberga, który po meczu brał na siebie większość win. - To nie do końca prawda. W deblu nie zawsze ten, który serwuje, odpowiada za przegrane podanie - stwierdził Wojciech Fibak. Matkowski wyjątkowo dużo psuł wczoraj przy siatce. - Obaj zagrali za mało agresywnie i to było przyczyną porażki - dodał Fibak. Fyrstenberg i Matkowski zaliczają na razie bardzo przeciętny sezon. W Paryżu byli rozstawieni z szóstką, mierzyli co najmniej w ćwierćfinał. - Jesteśmy rozczarowani, przed nami Wimbledon, którego wyjątkowo nie lubimy. Może odbijemy się w drugiej części sezonu - zakończył Matkowski.

Przegrali też Łukasz Kubot i Oliver Marach. Polsko-austriacki duet, który w styczniu był w półfinale Australian Open, poległ w bitwie na potężne serwisy z Niemcami Michaelem Kohlmannem i Alexandrem Waskem 6:7 (4-7), 6:7 (5-7).

W deblu zostały nam już tylko siostry Radwańskie, które ograły w II rundzie Chia-Jung Chuang z Tajwanu i Sanię Mirzę z Indii 4:6, 7:6 (7-5), 6:3. - Mecz zacięty, długi, ale bardzo się nie zmęczyłam. Będę miała siły na singla - powiedziała Agnieszka, która dziś w walce o 1/8 finału zmierzy się z Kateriną Bondarenko. Będzie to rewanż za Australian Open. Ukrainka sensacyjnie pokonała w styczniu Polkę w I rundzie w Melbourne.

Najświeższe informacje o tenisie - czytaj tutaj »


Podziel się