Ekstraklasa.tv: Cztery gole Wisły w Gdańsku - wideo »Szatnia Wisły podzielona jest na dwa obozy: "optymistów" i "matematyków". Pierwszy reprezentuje Paweł Brożek. - Jeśli wygramy z Lechią, to będziemy mistrzami Polski - mówił przed spotkaniem w Gdańsku najlepszy strzelec ekstraklasy. 26-letni napastnik po remisach Legii i Lecha na pewno zdania nie zmienił.
Z kalkulatorem w ręku na ostatnią kolejkę czeka za to obrońca Peter Szinglar. - Dopóki rywale będą mieli choć minimalną szansę na dogonienie nas, to nie możemy czuć się mistrzami - podkreśla Słowak.
Po wyważone sądy najlepiej udać się do Arkadiusza Głowackiego, najbardziej opanowanego piłkarza Wisły. - Choć wyniki ułożyły się dla nas korzystnie, to z celebrowaniem tytułu musimy się jeszcze wstrzymać - podkreśla kapitan mistrzów Polski.
Trener Maciej Skorża swoje zdanie na temat wyliczeń i przetasowań w tabeli wyraził jeszcze przed startem rundy wiosennej, gdy Wisła traciła do liderującego Lecha Poznań trzy punkty. - Liczę, że 30 maja fetować będą kibice w Krakowie - mówił szkoleniowiec.
Monitor na ławceWielka radość była już po spotkaniu w Gdańsku. Co prawda krakowianie zapewniali, że nie będą oglądać się na rywali, ale po ostatnim gwizdku rozdzwonili się za wieściami z innych stadionów. Trener Maciej Skorża żartował nawet, że zamontuje na ławce rezerwowych wielki monitor, na którym będzie oglądał spotkania we Wrocławiu i Warszawie.
Do śmiechu krakowianom nie było jednak po pierwszej połowie. Przegrywali z Lechią 0:1 i tytuł oddalił się na tysiące kilometrów. - Ale nawet wtedy inne wyniki kompletnie nas nie interesowały - podkreśla Marek Zieńczuk, pomocnik Wisły.
Z odsieczą Wiśle przyszli zawodnicy, którzy w tym sezonie radzili sobie średnio lub bardzo słabo. Bramkę na 2:2 zdobył Zieńczuk, dla którego było to pierwsze (!) trafienie w rozgrywkach. Czekał na nie z olbrzymim utęsknieniem, bo w poprzednich zdobył aż 16 goli! W Gdańsku Zieńczuk jednak przesadnie nie fetował, bo jest wychowankiem Lechii.
Co innego Wojciech Łobodziński, strzelec zwycięskich bramek. - Takiego regresu formy jeszcze w życiu nie miałem. Nawet nie wiem, z czego to wynika - przyznał dwa miesiące temu 27-letni pomocnik. Jego kolejne mecze utwierdzały Cupiała, że blisko 300 tys. euro rocznych zarobków dla Łobodzińskiego, to pieniądze wyrzucone w błoto. Reprezentant Polski spłacił się jednak w sobotę. Po pierwszym golu z radości krzyczał tak głośno, jakby chciał ogłosić całemu światu: "Wracam do gry!". Z kolei po drugim popatrzył dziękczynnie w niebo.
W ostatnim meczu kolejki Wisła podejmuje Śląsk. - Przed nami ciężkie spotkanie, w którym musimy być w pełni skoncentrowani. Do szczęścia potrzebujemy zaledwie remisu, ale zagramy o zwycięstwo - podkreśla Głowacki.
Statystycznie sprawa wydaje się prosta, bo Wisła na swoim boisku to najlepiej grająca drużyna w całej ekstraklasie. W tym sezonie mistrzowie Polski przy Reymonta wygrali 12 z 14 meczów. Jedyną porażkę ponieśli z Lechem Poznań (1:4), a remis z ŁKS (0:0).
Po Ligę Mistrzów do Czech i na SłowacjęW Krakowie już powinna rozpocząć się operacja: "Liga Mistrzów". W tym sezonie drużyna z Polski będzie miała zdecydowanie łatwiejszą drogę do fazy grupowej i nie musi obawiać się, że trafi na potęgi. Wiele będzie zależało od Cupiała, który w ostatnich latach więcej na Wiśle zarabiał (sprzedaż Jakuba Błaszczykowskiego i Macieja Żurawskiego za ponad trzy miliony euro oraz Dariusza Dudki za 2,5 mln euro), niż w nią inwestował (najdroższy zakup to Tomasz Jirsak za 720 tys. euro).
Na razie wiadomo, że krakowianie interesują się Dawidem Nowakiem z PGE GKS Bełchatów. 25-letni napastnik ma w kontrakcie wpisaną sumę odstępnego milion euro, ale jeśli bełchatowianie nie zakwalifikują się do europejskich pucharów, to cena może być do negocjacji.
Wiadomo również, że krakowianie w poszukiwaniu wzmocnień udadzą się na Słowację i do Czech. Ten rynek dobrze zna Jacek Bednarz, dyrektor sportowy Wisły, a zawodnikom z tych krajów można zaoferować niższe zarobki niż Polakom.