Król LeBron James nie zwalnia tempa » Zaczęli. Pierwszy dzień play offów
NBA rozpoczął się od porażki
Boston Celtics z Bykami z Chicago - porażki, którą można byłoby nazwać sensacyjną, gdyby nie fakt, że rozbici kontuzjami Bostończycy walczą raczej o honor niż o obronę tytułu.
Po historycznym finale Celtics - Lakers w 2008, w tym sezonie zanosi się na inną marketingową rewelację: wielki pojedynek
Kobe Bryant - LeBron James. Aby do niego doszło, Lakers i Cavs muszą oczywiście wygrać rywalizację w swoich konferencjach. Ale wszystko wskazuje, że nie będą mieli z tym poważnych problemów.
Lakersi powinni awansować do finału właściwie spacerkiem. Już rok temu wygrali Zachód bez większego trudu - a przecież teraz silniejsi są o Andrew Bynuma, młodego centra który zdołał wyleczyć kolano i wrócić do składu na play offy.
Kto mógłby Kobemu zagrozić? Na drugim miejscu, niespodziewanie, zakończyli sezon zasadniczy Denver Nuggets. Przy naszym wielkim szacunku dla Chaunceya Billupsa, który okazał się w Denver klejem i spoiwem, liderem i playmakerem - dla tego zespołu, ustępującego Lakersom i umiejętnościami, i doświadczeniem, i odpornością psychiczną, już awans do finału konferencji będzie nie lada osiągnięciem.
Numer trzy to dziadkowie z San Antonio. Play offy rozpoczęli od przegranej na własnym boisku z Mavericks, Manu Gino leczy chorą kostkę i nie gra, Tim Duncan gra, ale na jednym kolanie. Numer 4 to dzieciarnia z Portland, która może napędzić Lakersom strachu - o ile wcześniej, w pierwszej rundzie zdoła pokonać rutyniarzy z Houston.
Nie zdziwimy się więc wcale, jeśli Kobe Bryant z kolegami dojdzie do wielkiego finału, przegrywając wcześniej tylko jeen-dwa mecze.
Droga LeBrona do finałów będzie trudniejsza ale największą przeszkodę LBJ ma już za sobą. Dzień przed rozpoczęciem play offów Boston Celtics ogłosili, że Kevin Garnett nie wyleczył kolana i nie jest gotów do gry. Prawdopodobnie w ogóle nie zagra.
Menedżer Celtów, Danny Ainge, informację o kłopotach Garnetta przypłacił atakiem serca i szpitalem. Dla pokrzepienia nastrojów, Celtowie puścili w sieci wideo, na którym KG w bostońskiej hali pieczołowicie rozkłada tysiące koszulek z motywacyjnym napisem "My nie ja" ("We not me"). Ale 20 tysięcy fanów ubranych na zielono nie pomogło, w pierwszym meczu play offów mistrzowie przegrali po dogrywce. Nawet jeśli odkują się i pokonają Byki w pierwszej rundzie, nawet jeśli KG przykuśtyka na któryś mecz - zadziorność i determinacja pozwolą im tylko "z honorem lec".
Jeśli nie Celtics, to kto? Być może Orlando z Dwightem Howardem (i Marcinem Gortatem!). Wydaje się jednak, że najgroźniejszym rywalem dla Cleveland mogą być Miami Heat. Żaden z asów NBA - ani Kobe, ani LeBron - nie potrafi tak dramatycznie zmienić swej gry, jak Dwyane Wade, który w play offach staje się superbohaterem nie do zatrzymania. Ostatnio udało mu się to w 2006 roku i Heat świętowali mistrzostwo ligi. Dziś skład Miami wygląda żałośnie, ale jeśli Heat w drugiej rundzie wpadną na Cleveland, będziemy mieli pewność, że LeBron choć trochę się spoci.
Ale i tak wygra.
Kronika towarzyska Oj, nie zabawią się gracze Heat w pierwszej rundzie play offów. Kapitanowie drużyny: Dwyane Wade i Udonis Haslem - wprowadzili absolutny zakaz balang. "Zważywszy na fakt, że zazwyczaj świetnie się bawimy w Atlancie, wprowadzamy politykę nie imprezowania. Możecie wyjść na kolację, ale po niej - marsz do pokoju."- zapowiedzieli.
Zaczynają się już plotki transferowe, a w ich centrum
Phoenix Suns i Shaq. Ktoś od kogoś słyszał, że ktoś komuś powiedział, że ktoś z kimś rozmawiał, że Shaq być może pójdzie do Nowego Orleanu w zamian za Tysona Chandlera. Hornets chcą Chandlera sprzedać (w lutym niemal wyekspediowali go do Oklahomy) - ale jaki jest sens w łączeniu starego rozgrywającego z młodym centrem (Nash-Chandler) oraz młodego ze starym (Paul-O'Neal) to my nie wiemy. Sam Shaq po cichutku lobbuje za transferem do Dallas, a głośno zapewnia o swej wierności wobec Suns i chęci spędzenia kolejnego roku na pustyni.
Rezerwowy Phoenix, Louis Amundson, któremu Shaq wielokrotnie w ciągu sezonu chował
rower, postanowił się odegrać. Zdobył klucze do terenówki Shaqa i wsypał do niej ze trzy kontenery różowego popcornu. Kamery nagrały Shaqa, który odkrywa zbrodnię i planuje zemstę. W ramach zemsty wyprodukował kilka tysięcy koszulek przedstawiających Amundsena jako kobietę, oraz złapał go razem z kolegami i ogolił mu brew (lewą). Bardzo śmieszne.
And the MVP Goes to Zaczyna się doroczne świętowanie nagród, MVP zostanie na pewno - po raz pierwszy ale na pewno nie ostatni -
LeBron James. Nasze typy na inne nagrody:
Trener roku -
Mike Brown (Cleveland). Za najlepszy bilans w lidze, najskuteczniejszą obronę i całkowity brak niesnasek między boskim LeBronem i śmiertelnikami, stanowiącymi resztę składu Cavs.
Obrońca roku - Dwight Howard (Orlando). Numer jeden w zbiórkach (13,8) i blokach (2,9).
Pierwszoroczniak -
Derrick Rose (Chicago). Byki wreszcie mają kogoś, kto będzie w stanie zmierzyć się z legendą MJ'a. Niedowiarków przekonać powinno 36 pkt i 11 asyst w pierwszym, zwycięskim meczu play offów.
Największa poprawa - Shaquille O'Neal, Phoenix. Dziadek zaliczył najlepszy sezon statystycznie od 2006 roku, zagrał w 75 meczach (najwięcej od ośmiu lat), miał najwyższą celność rzutów (61%) w karierze i drugi w historii wynik z wolnych (59,5%).
Najlepszy rezerwowy - Marcin Gortat! Kto powiedział, że musimy być obiektywni?
Najlepszy menedżer - Danny Ferry z Cleveland. Skompletował drużynę mistrzowskiego kalibru, zmaksymalizował prawdopodobieństwo zatrzymania LeBrona w Cleveland za rok.
Pierwsza piątka - Dwyane Wade, Kobe Bryant, LeBron James, Paul Pierce, Dwight Howard. Złota myśl "Kevina nie ma. I nie wróci. Grają ci, którzy założyli stroje" - trener Celtów, Doc Rivers