Zobacz piękne trafienie Frankowskiego - wideo » W pierwszym meczu rundy wiosennej Jagiellonia rozbiła Arkę 3:0. Dwa gole strzelił Frankowski, który wraca do klubu, w którym się wychował.
Tomasz Piekarski: To był chyba wymarzony powrót do polskiej ligi i Jagiellonii? Tomasz Frankowski: Oczywiście, że tak, chociaż w głowie kotłowało się, żeby strzelić jeszcze jedną bramkę, a były ku temu dwie sytuacje w drugiej części gry. Jednak nie bądźmy też zbyt wymagający, taki wynik przed meczem wszyscy wzięliby w ciemno. Powietrze w Białymstoku i Polsce mi służy, ale nie zapominajmy, że mecz z Arką to już historia. Teraz przed nami pojedynki z Lechem Poznań i Legią Warszawa.
Po meczach sparingowych można było mieć obawy co do twojej dyspozycji, jak też zespołu. - Liga jednak wyzwala we wszystkich dodatkowe pokłady energii. Należy też zauważyć, że ci rywale, z którymi graliśmy w meczach kontrolnych w Turcji też teraz dobrze spisują się we własnych ligach.
Po takim meczu chyba presja ciążąca na tobie już zeszła? - Pewnie była jakaś presja, ale naprawdę nie taka, jak można było sobie wyobrażać. Najważniejsze jest to, że odnieśliśmy okazałe zwycięstwo i myślę, że jesteśmy na dobrej drodze, aby pokazać dobry futbol w całej rundzie wiosennej.
Miło było, gdy po golu kibice zaczęli skandować "Franek, Franek łowca bramek"? - Oczywiście, to był piękny moment i będę miał co wspominać. A le to już historia. Pamiętam o pięknych debiutach i w Wiśle Kraków, gdzie potem kontynuowałem strzelania goli, ale też o Chicago Fire, gdzie po dobrym debiucie nie miałem później okazji pokazania swych umiejętności [Frankowski w swym pierwszym meczu w MLS zdobył dwa gole przeciwko New England Revolution, a potem już ani jednego - red.].
Twoja współpraca z Kamilem Grosickim wyglądała tak, jakbyście ze sobą grali już co najmniej jedną rundę, a nie byli po kilku sparingach. - Z dobrym zawodnikiem łatwiej się gra, a Kamil umie grać w piłkę, umie szybko biegać i ułożyło się dziś tak, że po tych akcjach padły dwie bramki.
Arka czymś was zaskoczyła? - Nie zastanawialiśmy się jak będzie grała Arka. My mieliśmy grać agresywnie, dokładnie i celem było strzelenie w miarę szybko pierwszej bramki i tak też się stało.
Przed meczem pojawiła się informacja o twojej kontuzji, to chyba był lekki kamuflaż. - Nie, ale postanowiłem, że mając za sobą tyle treningów nie wyjście na boisko byłoby błędem.
Wygraną nad Arką wysoko zawiesiliście sobie poprzeczkę przed kolejnymi meczami. - Zwycięstwo z Arką było dla nas priorytetem, bo wszyscy wiemy przecież, że teraz przed nami wyjazd na mecz do Poznania. Wszyscy widzieli jak gra Lech w meczu Pucharu UEFA z Udinese i na pewno czeka nas trudne spotkanie. Dlatego punktów potrzebowaliśmy już w pierwszym meczu i dobrze, że tak właśnie się stało.