Konflikt w środowisku szermierzy: zawodnicy kontra trenerzy i działacze

Adam Mauks, lop, PAP
2008-08-17 , aktualizacja: 17.08.2008 23:00
A A A Drukuj
Brak profesjonalizmu i... alkoholizm zarzucają władzom Polskiego Związku Szermierczego polscy olimpijczycy w Pekini. Przedstawiciele wszystkich broni domagają się zmian w związku, których początkiem powinien być wybór nowego prezesa - napisali w apelu
Dramatem polskiej szermierki jest alkoholizm »

Dramatem polskiej szermierki jest brak profesjonalizmu i alkoholizm - wypalił w sobotę w Pekinie brązowy medalista z Barcelony i srebrny z Atlanty Adam Krzesiński, sekretarz generalny PKOl. Krzesiński twierdzi, że nałogowe picie dotyczy prezesa, niektórych trenerów, a nawet zawodników. Jego zdaniem cały związek funkcjonuje na zasadzie układów koleżeńskich prezesa i części trenerów, "którzy w szermierce są od niepamiętnych czasów i tylko na niej żerują".

Ostre słowa byłego zawodnika to element wojny między działaczami i trenera, a zawodnikami rozczarowanymi swoim występem. W sobotę do odpadnięciu florecistek w 1/16 finału liderka drużyny, Sylwia Gruchała oskarżyła władze związku i trenera Tadeusza Pagińskiego o brak profesjonalizmu. - Jeśli ktoś nie potrafi być zawodowcem, powinien złożyć broń i odejść. Nie byłyśmy do tych igrzysk przygotowane w odpowiedni sposób, nie było odpowiedniej mobilizacji ze strony szkoleniowca - stwierdziła srebrna medalistka z Sydney i brązowa z Aten.

Gruchała: Chore klimaty w polskiej szermierce »

Zawodniczka zainicjowała apel o zmiany w Polskim Związku Szermierczym, pod którym podpisali się niemal wszyscy polscy szermierze, startujący w Pekinie, w tym srebrni medaliści w szpadzie. Zarzucają obecnym władzom m.in. brak głównego sponsora związku, niedostateczne zaangażowanie w przygotowania oraz przestarzałe metody treningowe. Jak podkreślili srebrni medaliści w szpadzie, ich medal to wynik pracy wyłącznie z trenerami klubowymi. - To sukces nie przy pomocy związku, a raczej mimo jej braku - powiedział Tomasz Motyka.

- Moim zdaniem szef związku wypalił się i nie służy polskiej szermierce. Powinien się więc zastanowić, czy nadal ma być prezesem. Do związku muszą wejść nowi, młodzi ludzie. Świat idzie do przodu, rozwija się myśl szkoleniowa. U nas nic się nie zmienia, jest stagnacja. Wszystko jest stare i już się zużyło - mówi Motyka.

- Prezes ma bardzo autokratyczny sposób kierowania związkiem. Niemożliwe są inne opinie niż te, zgodne z jego myślą. Naszym zdaniem źle wykorzystywane są środki finansowe, które otrzymuje związek z Ministerstwa Sportu - dodaje jego kolega ze srebrnej drużyny Radosław Zawrotniak. - Podam tylko jeden przykład fatalnej organizacji: po swoje przegranej walce indywidualnej prosiłem prezesa Lisewskiego o złożenie protestu. Czułem się skrzywdzony przez sędziego. Powiedział mi, że muszę go sam napisać i wtedy on ewentualnie go podpisze. Nie wiem, czy nie chciał, nie umiał, czy bał się napisać protest.

Szermierze domagają się zmian »

- W związku brakuje profesjonalizmu, popełniono sporo błędów w przygotowaniach. Mamy porównanie jak się podchodzi do szermierki w innych krajach z czołówki. My na przykład nie pracujemy z psychologiem. Kiedy byłyśmy młode, walczyłyśmy na luzie. Teraz jesteśmy mistrzyniami świata i presja jest znacznie większa. To wymaga pracy nad psychiką, bowiem umiejętności szermiercze mamy, jesteśmy dobre. Ja sama zatrudniłam psychologa - mówi przegrana florecistka, Magdalena Mroczkiewicz.

Zdaniem zawodników grudniowe Walne Zgromadzenie związku musi wybrać nowe, odmłodzone kierownictwo, które zadba o wszystkie potrzeby reprezentacji. Prezes Adam Lisewski powinien rozważyć rezygnację z ubiegania się o ponowny wybór na stanowisko szefa zarządu (pełni tę funkcję od 1980 roku z czteroletnią przerwą w latach 1988-1992).

Gruchała: - Pamiętam, jak dwa lata wcześniej na dużej imprezie zostałam razem z Anią Rybicką obudzona przez hałasy na korytarzu. Okazało się, że działacze mają imprezę. Chcę walczyć dalej dla Polski, ale nie mogę zapewnić, że wrócę do szermierki - opowiada. W odpowiedzi prezes Lisewski powiedział, że nie ma nic przeciwko zakończeniu kariery przez dwukrotną medalistkę olimpijską.

Z kolei trener florecistek Pagiński oświadczył, że postawa Gruchały na planszy i jej wypowiedzi to efekt kłopotów w życiu osobistym. - To wszystko przez Italiano - stwierdził tajemniczo, nie chcąc rozwinąć w oficjalnej rozmowie o co mu chodzi. - Nie mogę mówić prawdy, więc wywiadu nie będzie. Chodzi o sprawy osobiste, nie moje. To jest przyczyną tego, że florecistki nie wywalczyły medalu. Mogę tylko powiedzieć jedno, jako komentarz do gorzkich słów Sylwii Gruchały: - Italiano - powiedział Pagiński.

Trener Gruchały: Wszystko przez Italiano »

Nieoficjalnie wiadomo, że chodzi o nieczyste zagrania Włochów wobec kobiecych drużyn rywali. Jeden z włoskich szermierzy miał próbować "zawrócić w głowie" czołowej rosyjskiej zawodniczce, ale został w bardzo stanowczy sposób powstrzymany przez jej kolegów. Szkoleniowiec Polek nie wykluczył, że podobnej sztuczki próbowali z jego podopiecznymi. Gruchała była związana z włoskim szablistą Luigim Tarantino. W marcu gazety doniosły o rozstaniu się pary. Zawodniczka nie chciała komentować tych doniesień.

- Coś musiało wydarzyć się w Pekinie. Zarówno trener, jak i dziewczyny bardzo chcieli zdobyć medal i może stąd taka eskalacja żalu. Pagiński nie jest szkoleniowcem doskonałym, ale jest trenerem wybitnym. Świadczą o tym wyniki osiągnięte przez kobiecy floret w dwóch ostatnich dekadach - powiedział "Gazecie" Ryszard Sobczak, dwukrotny medalista olimpijski we florecie.

Prezes PZS: Niech Gruchała kończy karierę »

Podziel się