Trener Gruchały: To wszystko przez Italiano

hana, PAP
2008-08-16 , aktualizacja: 16.08.2008 13:23
A A A Drukuj
To wszystko przez Italiano - powtórzył kilkakrotnie trener polskich florecistek Tadeusz Pagiński komentując niepowodzenie zespołu w olimpijskim turnieju drużynowym. Nie chciał jednak w oficjalnej rozmowie rozwinąć tego tematu.
Sylwia Gruchała podczas zawodów Pucharu Świata w Gdańsku w 2006 r.
Fot. Dominik Sadowski/AG
Sylwia Gruchała podczas zawodów Pucharu Świata w Gdańsku w 2006 r.
Prezes Polskiego Związku Szermierczego: Niech Gruchała kończy karierę!

- Mogę tylko powiedzieć jedno - nie mogę mówić prawdy, więc wywiadu nie będzie. Chodzi o sprawy osobiste, choć nie moje. To jest przyczyną tego, że florecistki nie wywalczyły medalu. Mogę tylko powiedzieć jedno, jako komentarz do gorzkich słów Sylwii Gruchały (po walce skrytykowała pracę trenera oraz działalność Polskiego Związku Szermierczego) -"Italiano" - powiedział Pagiński, po czym słowo "Italiano" powtórzył jeszcze kilka razy.

- Nie chodziło o lekarzy odnowy, masażystów, czy trenerów- bez tego też zdobywały medale. Chodzi o sprawy osobiste. Każdy ma prawo pracować, gdzie chce, robić co chce. Dorosły człowiek może mieszkać z Pigmejami, czy Eskimosami i to jest jego sprawa. O dalszej współpracy z Gruchałą mam przemyślenia, ale nie chcę o tym mówić - dodał zapytany, czy będzie kontynuował trenowanie dwukrotnej medalistki olimpijskiej.

Fechmistrz Pagiński odpierał zarzuty, jakoby w ekipie florecistek zabrakło odpowiedniego przygotowania. Jego zdaniem wszystkie prace przebiegały planowo. W kwestii dostępu do psychologa powiedział tylko, że w karierze "przerobił" ich już około 20 i żaden się nie sprawdził.

Nieoficjalnie mówi się, że Włosi stosują nieczyste zagrania wobec kobiecych drużyn rywali. Jeden z szermierzy miał próbować "zawrócić w głowie" czołowej rosyjskiej zawodniczce, ale został w bardzo stanowczy sposób powstrzymany przez jej kolegów. Szkoleniowiec Polek nie wykluczył, że podobnej sztuczki próbowali z jego podopiecznymi.

Gruchała była związana z włoskim szablistą Luigim Tarantino. W marcu gazety doniosły o rozstaniu się pary. Zawodniczka nie chce komentować doniesień o swoim życiu osobistym.

Sam trener nie czuje się odpowiedzialny za niepowodzenie zawodniczek w turnieju olimpijskim.

- Dziewczyny są bardzo dobrymi florecistkami. Jeśli Gruchała walczy bardzo dobrze, to one uzupełniają się jak natchnione. Jeśli jej nie idzie, a tak było w Pekinie, to i pozostałe prezentują się słabiej - dodał trener, który długo po walce nie wychodził z hali szermierczej, a początkowo odmówił rozmowy z dziennikarzami.

Sylwia Gruchała o "chorej" sytuacji" w reprezentacji

- Uważam, że trener - fechmistrz Tadeusz Pagiński - nie podchodził do sprawy szkolenia profesjonalnie. A jeśli ktoś nie potrafi być zawodowcem, powinien złożyć broń i odejść. Nie byłyśmy do tych igrzysk przygotowane w odpowiedni sposób, nie było odpowiedniej mobilizacji ze strony szkoleniowca. Nie zarzucam mu braku chęci - zawsze był zaangażowany w pracę, miałyśmy lekcje indywidualne. Tylko, że nie zawsze był do nich przygotowany.

Szermierka bardzo się zmieniła, ale nasi szkoleniowcy tego nie widzą. Trening na świecie poszedł bardziej w kierunku lekkiej atletyki. Przed rokiem miałyśmy trenera od lekkiej i zaowocowało to mistrzostwem świata. Zgłaszałam, razem z koleżankami, że taki szkoleniowiec by się przydał także przed igrzyskami. Trener Pagiński wolał jednak wszystko zrobić po swojemu, mieć nad wszystkim kontrolę. Gdybym powiedziała mu, że współpracuję z psychologiem, to byłby bardzo sceptyczny

Jestem osobą samokrytyczną więc mogę powiedzieć - ja też nie byłam profesjonalistką. Potrzebowałam jednak pomocy - rywalki mogą przecież liczyć na wparcie, a ja sama nie jestem w stanie wszystkiego udźwignąć.

Pamiętam również taką sytuację - półtora miesiąca temu, na mistrzostwach Europy, zostałam zdyskwalifikowana, ponieważ spóźniłam się na ciszę nocną siedem minut. Decyzję podjął trener Pagiński i prezes związku Adam Lisewski. To nie było dzień przed walką, a ja o 23 chciałam tylko dokończyć herbatę. Prezes podszedł do mnie i nie zachowywał się elegancko. Dziwnym tonem oznajmił mi, żebym wracała do hotelu. Została zdyskwalifikowana następnego dnia rano, a wieczorem obaj zmienili zdanie. Tyle, że cały dzień przed startem chodziłam zdenerwowana, byłam już spakowana. Chciałam nawet szukać pomocy w PKOl. To ewidentny brak profesjonalizmu, brak szacunku do zawodników.

Pamiętam doskonale, jak dwa lata wcześniej, na dużej imprezie zostałam, razem z Anią Rybicką, obudzona przez hałasy na korytarzu. Okazało się, że działacze mają imprezę. Według mnie czas na świętowanie jest dopiero po zawodach.

Chciałam się skupić na olimpiadzie, ale te chore klimaty trwają od dawna i niezależnie od wyniku miałam plan, żeby opowiedzieć o nich po zakończeniu igrzysk. Wiem, że muszę zmienić trenera, jeśli chcę istnieć w polskiej i światowej szermierce. Żałuję, że nie spróbowałam zrobić z tym porządku wcześniej, ponieważ chcę walczyć dalej dla Polski. Mam teraz trzy miesiące przerwy i mogę go wykorzystać na rozważania co i jak zmienić. Nie mogę jednak zapewnić, że wrócę do szermierki.

"Chore klimaty w polskiej szermierce" - tłumaczy się Sylwia Gruchała

Zobacz więcej na temat:

Podziel się