W pierwszej rundzie 28-letni zawodnik klubu AZS Uniwersytet Warszawski pokonał w kategorii 73 kg przez yuko brązowego medalistę igrzysk w Sydney i mistrzostw świata sprzed... 11 lat Łotysza Vsevolodsa Zelonijsa. Początek drugiej walki z Mongołem Dasdavaą Gantumurem student stołecznej AWF "przespał" i został wyeliminowany.
Mimo porażki była jeszcze nadzieja, że Polaka "pociągnie" do repasaży reprezentant Mongolii. Tak się jednak nie stało, bo Gantumur przegrał w trzeciej rundzie z Irańczykiem Alim Malomatem. Tym samym Wiłkomirski nie zrobi sobie urodzinowego prezentu, ale i znacznie ważniejszego...
- Turniej zaczął się dla Krzysztofa obiecująco - ocenił prezes Polskiego Związku Judo Andrzej Falkiewicz. - W karierze nie spotkał się jeszcze z Zelonijsem i bardzo rozsądnie podszedł do walki z rywalem, który na początku nie był aktywny, za co spotkała go kara od sędziów. Potem obaj zostali ukarani, ale efektowne yuko dało Wiłkomirskiemu zwycięstwo.
Po niespełna dwóch godzinach Polak ponownie wszedł na tatami. Jego przeciwnikiem był niższy o 3 cm i młodszy o niespełna 5 miesięcy Gantumur, brązowy medalista tegorocznych mistrzostw Azji.
- Początek walki Krzysiek przespał - ocenił w rozmowie z PAP Marian Tałaj. - Zbyt długo czekał na wykonanie akcji, był ukarany za pasywność. Jak się obudził zaczął odrabiać straty, lecz nie zdążył. Męczył, męczył rywala, obydwaj zdobyli po yuko, natomiast Mongoł miał na swoim koncie jeszcze dwie koki i po sygnale kończącym pojedynek on uniósł w geście triumfu ręce do góry.
Co w tym momencie czuł Wiłkomirski - można się domyślać. Do Pekinu przybył, aby walczyć o coś więcej niż medal - o życie małego, niespełna rocznego Franka, ukochanego synka. Jednak los nie był łaskawy dla rodziców. Bardzo poważna wada serca (jedna komora), trzy operacje ratujące życie, tygodnie spędzone pod respiratorem i ciągła walka o każdą następną godzinę, tydzień, miesiąc...
- Jestem w życiowej formie. Zrobiłem wszystko, co można było, aby zdobyć medal - powtarzał wielokrotnie przed i po przylocie do Pekinu. Jak wyjaśniał nagroda ustalona przez PKOl (200 tys. zł za złoto, 150 tys. za srebro, 100 tys. za brąz) miała być przeznaczona dla synka, na sfinansowanie kolejnych, kosztownych operacji, przeprowadzanych w Monachium. Natomiast medal, w zdobycie którego tak bardzo wierzył, chciał zadedykować żonie. Za ten cały rok...
Ale miał też świadomość, że judo to sport szczególny, w którym czasami sekunda decyduje - być albo nie być. Tu się nie da zmierzyć czasu i ocenić przed startem, że ten czy ów jest faworytem - wyjaśniał Wiłkomirski, który jest pewny, że mimo iż nie wróci z medalem, w domu będzie serdecznie przyjęty.