Taśmy Wehrmachtu: jak żołnierze Hitlera opowiadali o wojnie

Niemieccy żołnierze stoją nad zabitymi polskimi rolnikami

Niemieccy żołnierze stoją nad zabitymi polskimi rolnikami (fot. Wikipedia/źródło: Wikimedia Commons)

- Drugiego dnia wojny w Polsce musiałem zrzucić bomby na dworzec w Poznaniu. Osiem z szesnastu bomb spadło na miasto, prosto na domy. Nie podobało mi się to. Trzeciego dnia nic mnie to nie obchodziło, a czwartego dnia sprawiło mi to przyjemność. Tak siedzący w alianckiej niewoli żołnierz Wehrmachtu opisywał koledze swoją służbę. Niemiecki historyk Sönke Neitzel dotarł do alianckich archiwów z transkrypcjami nagrań podsłuchiwanych żołnierzy. "Raz na zawsze niszczą mit 'czystego' Wehrmachtu" - pisze o nich "Der Spiegel".
- Lubiliśmy wyruszać przed śniadaniem, ścigać pojedynczych żołnierzy po polach ogniem z karabinów maszynowych, a potem zostawiać ich tam z kilkoma kulami w plecach - opisuje żołnierz o nazwisku Pohl. Jego kolega z celi, Meyer, dopytuje: - Ale to było zawsze przeciwko żołnierzom? Pohl zaprzecza.

Tylko koni żal

- Przeciw cywilom też. Atakowaliśmy konwoje na ulicach. Leciałem w "łańcuchu" (formacja trzech samolotów - red.). Samolot delikatnie przechylał się, a potem odbijaliśmy ostro w lewo, i waliliśmy ze wszystkich karabinów, które mieliśmy (na pokładzie - red.) (...) Czasem koło nas fruwały konie - opowiada o atakach pilot Pohl. - To okropne, z tymi końmi, przestań! - komentuje Meyer. - Koni było mi żal. Ludzi absolutnie nie. Ale koni było mi żal aż do końca - odpowiada Pohl.

Strzelił Francuzowi w plecy. Bo chciał jego rower

Kiedy w 1995 r. w Niemczech zorganizowano wystawę poświęconą zbrodniom Wehrmachtu, wielu Niemców oburzyło się, by nie przyrównywać czynów regularnej armii walczącej na wojnie do działań SS i policji. Fakt, że żołnierze Wehrmachtu nie byli często lepsi od kolegów z SS i niemieckiej policji i splamili się potwornymi zbrodniami, nie jest jednak tajemnicą. Ale to odnalezione przez niemieckiego historyka Sönke Neitzela nagrania z podsłuchanych przez aliantów rozmów jeńców wojennych z Wehrmachtu ukazały po raz pierwszy tak dobitnie - jak pisze "Der Spiegel" - skalę czynów Wehrmachtu i umysłowość niemieckich żołnierzy.

- Strzeliłem Francuzowi w plecy. Jechał na rowerze - mówi żołnierz Zotlöterer do żołnierza Webera. Weber: - Z bliska? - Tak. - Chciał cię pojmać? - Bzdura. Chciałem ten rower.

13 tys. podsłuchiwanych. Wspomnienia z piekła wojny

W ciągu pięciu lat wojny siły Aliantów pojmały prawie milion żołnierzy Wehrmachtu. Od 1939 roku do października 1945 r ponad 13 tys. z nich umieszczono w specjalnie przygotowanych placówkach: w dworze Trent Park na północ od Londynu, w Latimer House w Buckinghamshire i w Fort Hunt w amerykańskim stanie Wirginia. Budynki nafaszerowano podsłuchami, w celach żołnierzy ukryto mikrofony, a wśród więźniów umieszczono grupę informatorów, którzy mieli odpowiednio pokierować rozmowami. Cel był jeden - wyciągnąć od żołnierzy wojskowe sekrety. Ale przy okazji na amerykańskie i brytyjskie taśmy nagrało się coś absolutnie unikatowego - wojenne wspomnienia żołnierzy. "To sensacyjny materiał" - pisze Spiegel. Sönke Neitzel i psycholog Harald Welzer przeanalizowali 150 tys. stron odtajnionych przez Brytyjczyków stenogramów z tych nagrań. Efektem ich długich prac jest książka "Soldaten" ("Żołnierze"), która niedawno ukazała się w Niemczech nakładem wydawnictwa Fischer Verlag.

"To była świetna zabawa"

Brytyjczycy skoncentrowali się na podsłuchiwaniu wyższych rangą oficerów - elity Werhmachtu, natomiast Amerykanie sporządzili więcej zapisów rozmów zwykłych szeregowców. Wspomnienia żołnierzy zbrojnego ramienia III Rzeszy napawają przerażeniem. W podsłuchanych przez aliantów rozmowach Niemcy opowiadają, jak postrzegają wroga, co myślą o swoich dowódcach. I wymieniają między sobą "zaskakująco dokładne wspomnienia zbrodni, których byli świadkami lub które sami popełnili" - precyzuje "Spiegel".

Początek 1943 r. Piloci Bäumer i Greim rozmawiają o wojnie. Kilka tygodni wcześniej schwytało ich brytyjskie wojsko. Zamknięci w celi mężczyźni dzielą się wojennymi wspomnieniami.

- (Na dziobie samolotu - red.) mieliśmy zamontowany karabinek kalibru 2 cm. Zlatywaliśmy nisko nad ulice, a kiedy widzieliśmy nadjeżdżające z przeciwka samochody, włączaliśmy światła, żeby tamci myśleli, że zbliża się do nich inny samochód. Potem otwieraliśmy ogień. To było bardzo skuteczne. I fantastyczne, to była świetna zabawa - mówi żołnierz. - Atakowaliśmy tak samochody i inne (pojazdy -red) - dodaje.

Inny obraz wojny. "Wielka przygoda" i Holocaust

"Można założyć, że większość żołnierzy nie wiedziała, że są szpiegowani, a nawet, jeśli byli, to szybko pozbywali się zahamowań w rozmowach z kolegami" - pisze "Spiegel", podkreślając wartość materiałów. "W ten sposób żołnierze rozmawiają, kiedy są razem i rozmawiają o swoich przeżyciach" - twierdzi niemiecki tygodnik i podkreśla, że oprócz obrazu wojny jako niekończącego się koszmaru, ze stenogramów z podsłuchów wyłania się też inny - hołubiony we wspomnieniach żołnierzy obraz "wielkiej przygody". Milionów prostych niemieckich mężczyzn, którzy dopiero po pójściu na wojnę po raz pierwszy znaleźli się za granicą Niemiec. W okresie II wojny światowej w niemieckich formacjach zbrojnych - Wehrmachcie i Waffen-SS - służyło 18 milionów mężczyzn, czyli ponad 40 proc. męskiej populacji III Rzeszy. Jak pisze niemiecki tygodnik, "to, jak żołnierze przeżywali wojnę, jak zmieniła ich ciągła obecność śmierci i przemocy, to, co odczuwali, to, czego się bali i to, czym się cieszyli - to wszystko jest marginalizowane w relacjach historycznych".

"Soldaten" zmienia ten stan rzeczy, pokazuje też m.in., że wielu żołnierzy Wehrmachtu dobrze wiedziało o okrucieństwach Holocaustu, choć akurat ten temat nie jest zbyt często poruszany w rozmowach między żołnierzami. Jeśli już jednak się pojawia, to ze szczegółami - masowymi mordami, zagazowywaniem i grzebaniem w masowych mogiłach. Autorzy książki piszą, potwierdzając tym samym to, co pisała "Gazeta Wyborcza": że żołnierze w większości wiedzieli o eksterminacji Żydów i przywołują słowa oficerów wojska, którzy byli świadkami działań oddziałów SS.

Der Spiegel: "To pokazuje, co ci ludzie uznawali za normę"

"Każdy, kto przeczyta stenogramy taśm, które analizowali Neitzel i Welzer, musi stwierdzić, że nie trzeba wiele, by przekonać mężczyzn w mundurach do zabijania ludzi" - pisze "Spiegel". I choć niemiecki tygodnik podkreśla, że w przypadku męskich rozmów często pojawia się element samochwalstwa, a część z odrażających opisów może być ubarwiona przez przechwalających się mężczyzn, to zwraca też uwagę, że mimo wysłuchiwania opowieści o najstraszniejszych zbrodniach, w dialogach żołnierzy Wehrmachtu rzadko pojawia się element sprzeciwu, sporu czy nawet zakłopotania. "To pokazuje, co ci ludzie uznawali za normę" - komentuje "Spiegel", dodając, że żołnierze rzadko rozmawiali o śmierci, swoich osobistych odczuciach i strachu, bo w żołnierskim światku przyznanie się do tego, że ktoś nie jest w stanie poradzić sobie z ekstremalną sytuacją, jest uznawane za oznakę słabości.

Nie było ofiar. Były cele, do których trzeba strzelać

Dlatego w rozmowach żołnierzy ofiara jest wyłącznie celem, do którego trzeba strzelać i który trzeba zniszczyć. "Pojęcie ofiary w empatycznym sensie nie pojawia się we wspomnieniach" - piszą autorzy "Soldaten". "Spiegel" dodaje: "Tak długo, jak żołnierz działa w ramach, które sam uznaje za konieczne, postrzega swoje działania jako uprawnione". Egzekucje grup ludności cywilnej były uważane w Wehrmachcie za prymitywizm, ale nie były rzadkością.

- Na Kaukazie, kiedy jeden z nas zginął, żaden porucznik nie musiał nam mówić, co mamy robić. Po prostu wyciągnęliśmy pistolety i zaczęliśmy strzelać do wszystkiego w zasięgu wzroku: kobiet, dzieci, wszystkiego... - opowiada podsłuchany żołnierz. Inny z kolei opisywał, jak Wehrmacht zachowywał się w sojuszniczych Włoszech. - Kiedy tylko przybywaliśmy na nowe miejsce, (dowódca - red.) miał zwyczaj mówić: "Zabijmy na początek kilku ludzi (...), zabijmy 20 mężczyzn, żebyśmy tu mieli ciszę i spokój. Nie chcemy, żeby jakieś pomysły urodziły się w ich głowach!".

Wojenna seksturystyka. W Polsce i we Francji

Za to pomysły, jakie rodziły się w głowach żołnierzy Wehrmachtu, wciąż budzą przerażenie. Jak pisze "Spiegel", niemieccy generałowie mieli ogromny problem z utrzymaniem na wodzy popędów seksualnych żołnierzy. - W Warszawie nasi żołnierze musieli czekać w kolejce na zewnątrz budynku (domu publicznego -red.). W Radomiu pierwszy pokój był pełny, a reszta stała na zewnątrz. Każda kobieta miała 14-15 mężczyzn na godzinę. Kobiety wymieniali co dwa dni - opisuje jeniec nazwiskiem Wallus. Z kolei inny więzień, nazwiskiem Niwiem, opisuje, jak we Francji widział "żołnierzy łapiących dziewczyny w barze i rzucających je na stoły" - Mężatki też - podkreśla jeniec. Czasem jednak nawet współwięźniowie oburzali się, słuchając opowieści kolegów, jak na przykład żołnierz nazwiskiem Reimbold, który usłyszał opis "zabawy" młodego porucznika i jego kamratów z jedną ze schwytanych kobiet. Żołnierze pastwili się nad dziewczyną, bili ją kijem po piersiach, bagnetem po plecach, następnie zgwałcili, postrzelili, i obrzucili granatami. - Przy moim stole śmiało się z tego ośmiu niemieckich oficerów - relacjonuje Reimbold. - Wstałem i powiedziałem: "Panowie, tego już za wiele".

"Po przeczytaniu stenogramów o zabijaniu i umieraniu można dość do niepokojącego przekonania, że moralność, która kształtuje działania ludzi, nie jest zakorzeniona w nich samych, ale w strukturach, które ich otaczają. A jeśli się zmienią, wszystko jest możliwe, nawet absolutne zło" - napisał "Der Spiegel.

Jeszcze większym przerażeniem napawa fakt, że może być odwrotnie.

Berlin naprawdę sądził, że lądowanie w Normandii to przykrywka. Jest dowód

Zobacz także
  • Niemiecki kłopot z niepamięcią
  • Efekt gospodarskiej wizyty z marca 1941: Himmler zwiedza budowę chemicznych zakładów Z gospodarską wizytą
  • Rudolf Hess na procesie norymberskim Pacjent Rudolf Hess. Jak brytyjscy psychiatrzy szukali klucza do szaleństwa nazistów
Najczęściej czytane

Najnowsze informacje